Ciasta i Wypieki · Książki · Wszystko

Wegańskie kakaowo-czekoladowe bajaderki z masłem orzechowym|Dziewczynka, która uratowała Gwiazdkę, Matt Haigh

 Nigdy w życiu nie jadłam bajaderki – ani tej ze sklepu, ani domowej. Kiedy tak pomyślę, to w dzieciństwie nawet o niej nie słyszałam a moja Mama spytana o tę słodkość rzekła „Co to takiego?”. Wiem, że jej Mama a moja Babcia kiedyś przygotowywała kulki z pokruszonych herbatników, orzechów włoskich, margaryny, mleka i kakao. Czyżby to były bajaderki? Wszakże to „ciastko wytwarzane na bazie odpadów cukierniczych z dodatkiem kakao, rumu, czekolady, orzeszków ziemnych lub wiórków kokosowych”. Nie wiem, czy Babcia dodawała rum ale kakao z pewnością.

Bajaderki najczęściej przybierają kształt sporych kul. Podobno czasem są też w kształcie prostokątnych ciastek na kruchym spodzie. Ja postanowiłam trochę poeksperymentować zarówno ze składnikami jak i kształtem. Otworzyłam szafkę a potem lodówkę, zaczęłam dodawać, mieszać, próbować i w ten oto sposób powstały moje RAW batony a la bajaderka 😉

Składniki
Ilości są orientacyjne. Powinna powstać dość zwarta masa, podobna do tej jak na trufle. Najlepiej sprawdzać konsystencję i dodawać więcej ciekłych lub stałych składników.

ok. 200g wegańskich herbatników (u mnie BIO ANIA)
80-100g masła orzechowego (u mnie pasta z orzechów laskowych Orzechownia)
1-2 łyżki pasty ze zmielonych daktyli/rodzynków (namoczone i zmiksowane na gładko bakalie)
1 łyżka kwaśnego dżemu (u mnie domowe powidła śliwkowe)
3-4 łyżki kakao (użyłam takiego)
1 łyżka przyprawy korzennej

ewentualnie rum, olejek rumowy lub dowolny alkohol do smaku
ewentualnie posiekane lub mielone orzechy, słonecznik, wiórki kokosowe do obtoczenia

Herbatniki drobno kruszymy. Dodajemy dżem, kakao, pastę z bakali, masło orzechowe (stopniowo) oraz przyprawę korzenną (jeśli chcecie możecie dodać również ulubione orzechy). Dokładnie mieszamy, próbujemy.

Masę odstawiamy na ok. 30 minut do lodówki aby stężała. Po tym czasie próbujemy i ewentualnie dosładzamy. Sprawdzamy również konsystencję masy – powinna być ona zwarta, podobna do masy na trufle. Jeśli jest za rzadka dodajemy jakiegoś suchego składnika np. jeszcze pokruszonych ciasteczek lub kakao.

Masę wykładamy do foremki wyłożonej papierem do pieczenia, kroimy na kawałki a następnie jeszcze raz chłodzimy w lodówce.
Jeśli chcecie możecie z masy lekko wilgotnymi dłońmi uformować kule.

Gotowe bajaderki można polać czekoladą lub zaraz po uformowaniu obtoczyć w kakao, orzechach lub wiórkach kokosowych
Smacznego

Książki dla dzieci darze szczególnym sentymentem i według mnie zasługują na to by poświęcić im swój czas i zwrócić na nie uwagę. Nie tylko pozwalają oderwać się od często szarej i przygnębiającej rzeczywistości, ale również obudzić wewnętrzne dziecko. I co najważniejsze – często niosą ze sobą ponad czasowy morał i przesłanie. I tak przeczytałam wiele opowieści dedykowanych do młodszego czytelnika – ostatnio dwie w klimacie świąt od wydawnictwa Zysk S-ka. Przyszedł czas na kolejną.

  Amelia ma dopiero dziewięć lat, ale życie już pokazało jej jakie jest trudne i bolesne. Jej tata nie żyje a mama poważnie zachorowała. Dziewczynka ciężko pracuje aby zarobić na chleb i leki potrzebne dla chorej matki. Mimo problemów od zawsze wierzyła i miała nadzieję – Ojca Gwiazdkę prosi o zdrowie dla mamy. Jednak kiedy w Wigilię Bożego Narodzenia kobieta umiera a ona sama trafia do Paskudnego Zakładu Pracy. Wówczas zaczyna tracić wiarę we wszystko – w magię Świąt i świętego Mikołaja również.

  W tym samym czasie Ojciec Gwiazdka musi odwołać Święta Bożego Narodzenia a to za sprawą ataku trolli, które zniszczyły wioskę jak również jego sanie. Z tego też powodu dzieci na całym świecie nie dostały swoich prezentów a życzenie Amelii nie mogło zostać spełnione. Coraz więcej dzieci przestaje w niego wierzyć a co z tym idzie, Ojciec Gwiazdka ma zbyt mało świątecznej magii aby wyruszyć w swą świąteczną podróż do dzieci.

 „Dziewczynka, która uratowała gwiazdkę” to kontynuacja książki „Chłopiec zwany Gwiazdką”. Jej oprawa graficzna jest na wysokim poziomie: twarda, czerwona, materiałowa oprawa z wytłoczonym złotym napisem, przyzwoitej jakości papier i czytelna czcionka dają wrażenie świątecznej opowieści. Taka „perełka” wydawnicza.
Historia, którą skrywa została opowiedziana w klimacie baśni. Jednak o ile w baśniach tkwi jakieś ziarenko prawdy (z życia codziennego), o tyle tutaj ciężko jest się go doszukać – historia wydała mi się zbyt bardzo odrealniona.

  Amelię życie zmusiło do ciężkiej pracy. Najpierw by zarobić na potrzebne leki i jedzenie wyręcza mamę jako kominiarz a po śmierci kobiety trafia do „Paskudnego Zakładu Pracy”, gdzie dostaje w pakiecie – ciężką pracę, niesmaczne jedzenie, częste kary i smutek.
Mam świadomość, że akcja opowieści rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii i wówczas wiele rodzin borykało się z biedą, ale nawet Dickens chcąc podkreślić pewne aspekty nie stosował takich zabiegów (Dickens jest jedną z postaci występującą w tej historii). Nie są to też Indie, gdzie rodzice sprzedają dzieci lub te pracują aby utrzymać rodzinę. Według mnie autora zbyt bardzo poniosła wyobraźnia, w szczególności zważywszy na fakt, że w założeniach jest to książka kierowana do dzieci i opowiadająca o Świętach.

 

  Jednak patrząc na to inaczej, fakt iż całość nie jest przesłodzona można uznać za zaletę a nie wadę. Autor nie oszukuje, że życie zawsze jest proste, szczęśliwe i wesołe. Wręcz przeciwnie – pokazuje jak bolesne, trudne i przykre bywa życie. To jak zaskakuje (nie koniecznie pozytywnie) i rzuca kłody pod nogi z którymi człowiek musi się zmagać.
Jednocześnie opowiada o sile marzeń, wiary i nadziei. Dzięki nim nie ma rzeczy niemożliwych. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Zawsze po deszczu wychodzi słońce i pojawia się kolorowa tęcza, nawet wtedy kiedy życie wydaje nam się nie wiadomo jak beznadziejne.

  „Dziewczynka, która uratowała Gwiazdkę” to oryginalna książka, która posiada zarówno wady jak i zalety. Jednym te drugie będą przeszkadzać, natomiast inni przymkną na nie oko lub okażą się one dla nich zupełnie nie istotne. Według mnie warto dać jej szansę.
Przyznaję – nie nazwałabym jej arcydziełem rodem „Opowieści Wigilijnej”, ale dostrzegam jej urok i doceniam to co ze sobą niesie. Bo kiedy się w nią wczytać, można dostrzec, że to mądra choć nierealistyczna, momentami smutna i trudna opowieść, która wzrusza a także skłania do refleksji. Nie tylko pokazuje, że bez wiary i nadziei nic nie byłoby możliwe, ale również przypomina, co tak naprawdę jest ważne w życiu.

-Gwiazdka to nie data w kalendarzu, panie Dickens. Gwiazdka to uczucie.

Tytuł: Dziewczynka, która uratowała Gwiazdkę | Autor: Matt Haig | Tłumaczenie: Ernest Bryll, Marta Bryll | Ilustracje: Chris Mould |Wydawnictwo: Zysk i s-ka | Liczba stron: 354

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s