Komiks

Fistaszki zebrane 1993-1994 | Nasza Księgarnia

MOŻESZ WYPOWIEDZIEĆ SIĘ NP. TUTAJ

FISTASZKI ZEBRANE —> KLIK

Linia na bloga

  Pamiętam, że kiedy kilka lat temu usłyszałam o fistaszkach, moje pierwsze skojarzenie było z orzeszkami ziemnymi. Jednak słowo to nie pasowało mi do zdania w którym zostało użyte – fistaszki do chrupania miały się nijak do sensu wypowiedzi. Okazało się, że chodzi o zupełnie inne fistaszki – papierowe. W wersji do czytania i oglądania bowiem Fistaszki to seria czterokadrowych komiksów za których scenariusz i ilustracje odpowiada amerykański ilustrator Charles Schulz. Nowe części systematycznie ukazywały się w gazetach od 2 października 1950 do 13 lutego 2000 roku, czyli dnia po śmierci autora. Po tym czasie zdecydowano się na publikacje przedruków wcześniejszych wersji a na samym końcu wydania zbiorcze. W sumie opublikowano 17 897 historyjek w ponad 2 600 gazetach (wliczając w to polską „Gazetę) Wyborczą”).  Fistaszki zebrane 1993-1994 czyli 22 tom z serii powracamy do świata i bohaterów znanych z poprzednich tomów. Zgadza się to już ponad 22 zbiorczych historyjek, które niegdyś systematycznie ukazywały się w prasie i przez lata zyskało miano jednego z arcydzieł komiksów.

Co tym razem spotka bohaterów?

  Życie Fistaszkowych postaci toczy się własnym rytmem…. szkoła, dom, codzienne perypetie baseball, autobus, pisarskie próby Snoopy’eeg. Charlie Brown zdobywając zwycięski punkt w meczu baseballu, pokonując wnuczkę samego Roya Hobbsa (nie znając zasad baseballu), tym samym spełniając swoje marzenie, autobus szkolny nie przyjeżdża w wyniku czego dzieciaki nie mogą dotrzeć do szkoły (co nie ma najlepszego zaskoczenia),  a ptaszek Woodstock znajduje stary dziennik swojego dziadka w którym czyta o ciężkim życiu w niewoli (czyli w klatce dla ptaków). Do tego wszystkiego lekcje, szkoła, sprzeczki, kłótnie, problemy, miłosne rozterki…. od dzieje się i to dużo – wydawać by się mogło, że zbyt dużo.

  W tym zbiorze pojawiają się także historyjki dotyczące wojny, jednak znając przeszłość autora i wiedząc, że był weteranem wojennym, można zrozumieć taką decyzję. Pojawiają się wątki feminizmu, wyższości kobiet nad mężczyznami i odwrotnie a także równouprawnienia. Przewija się historyjka z nutką świąt w której Lucy i Linus przed Bożym Narodzeniem podchodzą do spotkanego na ulicy świętego Mikołaja (którym był Snoopy) aby dowiedzieć się, co stało się ze wszystkimi prezentami,  które mieli dostarczyć w zeszłym roku.

  Moim ulubionym paskiem z tego tomu był chyba ten w którym Linus czyta „Alicję w Krainie Czarów”. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że, że Snoopy przemienił się się w kota z Cheshire, stając się jedynie oczami i uśmiechem. Następnie prosi Linusa aby ten przeczytał coś innego (czyżby z nadzieją, że ponownie zmieni swoją postać?). Drugi  przyjemny pasek przedstawia stojących pod drzewem Charlie’go Browna, Linusa oraz Snoopy’ego. Chłopcy dyskutują na temat psów – Linus zastanawia się jakiej rasy pieska chciałby posiadać – rozważa border collie. Wówczas Snoopy odpowiada: „Jeśli nie masz nic przeciwko temu, żeby ktoś się na ciebie gapił przez cały czas”.  Kiedy czytałam ten pasek przypomniał mi się border collie mojego kolegi z podstawówki oraz gimnazjum – mały, kudłaty o wielkich czarnych oczach, którymi rzeczywiście wpatrywał się we właściciela – i potrafił wpatrywać bardzo długo ^_^

Linia na bloga

  Fistaszki powstawały przez lata w wyniku czego zgromadzono dość pokaźną liczbę zbiorczych tomów. Jedni uważają, że nie czuć w nich wtórności, czy powtarzalności i każdy jest oryginalny oraz ciekawy, natomiast drudzy mimo iż doceniają z czasem mają poczucie, że to nic nowego a jednak mimo tego czasem są zaskoczeni, co sprawia, że chętnie sięgają po nowe tomy. Humor zawarty w tych, krótkich historyjkach jest specyficzny i najprawdopodobniej nie dla każdego zrozumiały a także zabawny. Powiedziałabym, że słodko-gorzki, okraszany wyraźnie wyczuwalną ironią i sarkazmem. Dowcipy bywają lekkie, takie „typowe” ale również…. „głębsze” i poważne – zdecydowanie nie dla każdego (co nie jest równoznaczne, że ktoś jest do nich za głupi).

NIEMNIEJ FISTASZKI NIE ROZŚMIESZĄ KAŻDEGO. NIE KAŻDY CZYTAJĄC FISTASZKI BĘDZIE SIĘ ŚMIAŁ I NIE KAŻDY ZROZUMIE IRONIĘ ORAZ SARKAZM SKRYTY W HISTORYJKACH

    Mimo iż historyjki przedstawiają perypetie małych dzieciaków i to w odmiennych realiach niż te w Polsce (wyraźnie amerykańskie), to w jakimś stopniu możemy przenieść je do naszego kraju i na nasze czasy, choć może być to nieco trudne. Momentami treść może i składnia do głębszych refleksji i nad sobą, światem i życiem a bohaterowie „Fistaszków” wielokrotnie przejawiają postawy znane dorosłym. Raz wykazują się niezwykłą dojrzałością i bystrością, której niektórym dorosłym brakuje a innym razem popełniają błędy, co sprawia, że lektura „Fistaszków” nie okaże się „banalna” a wręcz przeciwnie – czegoś nauczy.

  Wyraźnie widać, że autor był wnikliwym (i całkiem dobrym) obserwatorem świata i życia, co więcej był w stanie w dość przystępny – lekki, satyryczny, może czasem depresyjny jednak przede wszystkim w wiarygodny sposób przenieść to na papier, jednocześnie trafnie komentując otaczającą go rzeczywistość. W rezultacie otrzymaliśmy rzeczywistość odbitą w krzywym zwierciadle okraszaną humorem, ironią oraz satyrą a także… nie ukrywajmy mocno skrytą depresją, tak jakby Sultza martwiło to co dzieje się dookoła – co zobaczył i co widzi.

  Shultz nie spłycił, nie koloryzował i nie upraszczał problemów z którymi borykają się zarówno dorośli jak i  najmłodsi. Nie wmawiał, że świat w tym ten dziecka jest prosty, lekki i wesoły. Bohaterowie jego historyjek mają swoje wzloty i upadki. Osiągają sukcesy ale również w ich życiu nie brakuje porażek, niekiedy bolesnych. Mierzą się ze swymi słabościami i wadami, przezywają wielkie rozczarowania i gorzkie zawody a także muszą pokonywać wszelkie przeszkody. Raz są radośni, innym razem nieszczęśliwi, wredni, złośliwi i sarkastyczni. Każdego dnia przeżywają własne rozterki, zmagają się ze zmartwieniami jak również soją przed wyborami jakie stawia przed nimi życie.

   Będąc zupełnie szczerą – nie poczułam zachwytu nad „Fistaszkami…” a wspomniany humor nie do końca do mnie trafił (być może znam powód ale doceniam komiksy i  traktuje jako przerywnik miedzy powieściami). Może jestem do nich „za głupia” a może po prostu to nie mój „typ” komiksu, bo przecież trafiłam na takie egzemplarze, którym udało się mnie rozbawić. Jednocześnie przyznaję, że czasu spędzonego z Fistaszkami nie uważam za stracony. Jednocześnie szanuję i doceniam, że to klasyk wśród komiksów. Rozumiem, że może się podobać i to bardzo, to, że może zachwycić.. Ponadto tak jak wspominałam wcześniej… możliwe, że jeśli zagłębimy się treść, dostrzeżemy że mimo iż to „tylko” komiks w treści sporo jest prawdy i przekazu. Historyjki niby o dzieciach ale jednocześnie również o nas – dorosłych. Skłaniają do refleksji.

Tytuł: Fistaszki zebrane: 1993-1994 / Fistaszki zebrane: 1987-1988 | Autor: Charles M. Schulz | Cykl: Fistaszki zebrane | Tom: 18 | Wydawnictwo: Nasza Księgarnia | Ilość stron: 330 / 334 | Okładka: Twarda

Fotografia