Książki

„Kryjówka Krowy Matyldy” Alexander Steffensmeler i „Minuta koguta” Sven Nordqvist

 KSIĄŻKI O PODOBNEJ FORMIE ZNAJDZIESZ TUTAJ

Linia na bloga

   To pewne… zdziecinniałam na stare lata. Literatura dziecięca a przede wszystkim klasyka taka jak baśnie, czy historie z dzieciństwa wprowadzają mnie w pozytywny nastrój. Rodzą uczucie ciepła, dodają siły, pozwalają oderwać się od brutalnej rzeczywistości. Jestem dużym dzieckiem. Diagnoza postawiona…. ^_^

Linia na bloga

   Jakiś czas temu pisałam Wam o zimowej przygodzie Krowy Matyldy autorstwa Alexander’a Steffensmeler’a (KLIK). Minęło trochę czasu a ja ponownie sięgnęłam po przygody tej zabawnej, rozbrykanej i ciekawej krówki, tym razem w celu poznania jej kryjówki… Tak! Matylda ma swoją własną kryjówkę… jaką i gdzie? Tego dowiecie się z najnowszy przygód „Kryjówka Krowy Matyldy” – książeczki, którą wydało Media Rodzina i zapewniam Was, że tak jak poprzednio, tak i teraz nie będzie nudno – krówka dostarczy wiele zabawy, śmiechu, atrakcji…. Przy Matyldzie nie można się nudzić – dobra zabawa jest gwarantowana i to na całego ^_^

     Krowy nie są nudne… one nie tylko stoją w oborze, jedzą trawę, liście i siano. Nie tylko „muszą”  i nie tylko są. Krowy są mądre, ciekawe świata, chętne do życia i przyjemne… miłe, sympatyczne w szczególności Matylda. Matylda do Krowa przez duże „K”. To niezwykła krowa – krowa pocztowa, która codziennie pomaga strudzonemu listonoszowi roznosić listy i paczki. W swoim wiejskim gospodarstwie nie mieszka sama – oprócz niej jest gospodarz, ukochana gospodyni, kury, kaczki, koń i inne zwierzęta.

A Matylda?

   Matylda jest niczym słoń w składzie porcelany – nieświadoma swoich gabarytów sieje spustoszenie, gdzie tylko się pojawi. Ma głowę pełną pomysłów aby się nie nudzić – zawsze zawsze znajdzie coś ciekawego do roboty, czego skutki bywają naprawdę różne. Jednak nikt się na nią nie gniewa, nikt nie ma za złe jej wybryków – bo Matylda jest przy tym na swój sposób słodka, beztroska i kochana…. ponadto bawi, śmieszy, uczy i wywołuje refleksje zarówno u dzieci, jak i dorosłych.

https://magicznykociolek.files.wordpress.com/2021/02/a0ff6-platz_kein_platz2.jpg

   Tym razem zwierzęta za namową gospodyni bawią się w chowanego. Pierwsza liczyć i szukać miała Matylda, która dość szybko znalazła większość swoich przyjaciół z wyjątkiem kozy i kucyka. Przeszukała całą oborę, ogród, zakamarki, kąty, nawet najmniejszą dziurę i….. NIC! Kozy i kucyka nie ma! W końcu wyszła na łąkę a tam…. tam zupełnie przypadkiem odkryła coś zupełnie ciekawszego.

 Co to było?

   Tego już nie wyjawię – zdradzę tylko, że postanowiła nikomu o tym nie mówić a wykorzystać w następnej turze zabawy w chowanego.  ^_^

Chciała, planowała, jednak czy jej się to udało?

    Nie od dziś wiadomo, że niekiedy plany nieoczekiwanie ulegają zmianie, jednak czy tak było i tym razem dowiecie się jeśli sami tę krótką opowiastkę przeczytacie 🙂

  Książki o Matyldzie to seria na którą złożyło się kilka tomików plus kilka kartonowych książeczek. Historyjki są krótkie, napisane prostym i lekkim językiem równie prostymi i krótkimi zdaniami. Można powiedzieć, że to takie „stwierdzenia”, „wzmianki” o tym co aktualnie robi lub zrobiła tytułowa bohaterka. Książka nie jest gruba – wyraźnie widać, że jest to pozycja napisana z myślą o najmłodszych a jednocześnie mimo swojej prostoty nie ma w niej infantylizmu – przynajmniej ja tak uważam.

https://magicznykociolek.files.wordpress.com/2021/02/fd37f-platz_pony_ziege.jpg

   Treść jest dość zabawna a jeszcze zabawniejsze są perypetie Matyldy, z kolei ilustracje mogą poprawić humor. Co ważne w przypadku „Krowy Matyldy” obraz stanowi nieodłączną część opowieści – podobnie jak u Svena Nordqvista (autor książek o Findusa czy Mamy Mu) mówią i dopowiadają to co nie wypowiedziały słowa. Tutaj wiele dzieje się w tle, poza główną fabułą a jedna ilustracja może pokazywać wiele kolejnych czynności. Jest mnóstwo drobnych elementów, detali, szczegółów – widzianych od razu i za pierwszym razem jak również tych dostrzeżonych dopiero, kiedy spojrzymy po raz drugi, trzeci… kiedy przyjrzymy się uważnie. Co ciekawe tutaj nawet wyklejka na okładce stanowi część opowiedzianej historii stanowiąc klamrę spinającą całą opowieść.

    Opowieść niby prosta i zwyczajna a jednak… dłuższa, dalsza. Mimo nie jest tak szczegółowo jak u Nordqvista (uwielbiam go), za każdym razem po otworzeniu książki, można zobaczyć coś innego i nowego – jakieś ciekawe lub zabawne szczególiki i ciekawostki. A dzieje się, dzieje i to dużo – chyba najwięcej z udziałem kur. Podobnie jak u Svensona te to dają czasu – prawdziwe wariatki i skuteczny poprawiacz nastroju ^_^.

  „Kryjówka Krowy Matyldy” może zarówno zauroczyć czytelnika w różnym wieku jak również wydać się błaha i infantylna. Punkt widzenia, zależy od punktu patrzenia – wiele też zależy od upodobań czytelnika. Ja uważam ją za prostą historię – prostą, jednak nieinfantylną, taką życiową i na swój sposób prawdziwą. Matylda zachowuje się jak krówka – daje mleko ale też czasem ucieka. Z pewnością nie prowadzi dialogów i konwersacji, jednak myśli i działa…. Urocza i miła mućka.

    Jej przygody nie tylko bawią ale i przekazują cenne wartości ucząc.. w przypadku najnowszego tomu o przyjaźni, nieporozumieniach, kłótniach. Tym, że nawet wśród najlepszych przyjaciół czasem dochodzi do zwad, że ktoś na kogoś  się pogniewa, obrazi, będzie miał coś mu za złe ale i o tym, że warto i należy przebaczać. O tym, że nie powinniśmy trzymać w sercu urazy, bo to rani – warto, należy przebaczać, pogodzić się. Zastanowić, czy sprzeczka w ogóle miała sens. Uczy sztuki wspólnej rozmowy, słuchania, wzajemnego szacunku, tego, że zawsze można się dogadać. Akceptacji, wzajemnego szacunku, dobrej zabawie i tym czym jest dobra zabawa….

Jednak i to nie wszystko….

      Wydaje mi się, że każdy w zależności od punktu patrzenia dostrzeże tutaj co innego – bo przecież o to chodzi. A w „Matyldzie” liczy się także i dobra zabawa – tego tutaj z pewnością nie brakuje. Polecam czytelnikom w różnym wieku a już z pewnością przedszkolakom ^_^

ilustracje KLIK   KLIK

Linia na bloga

  „Findusa i Pettsona” poznaliście TUTAJ.Zauroczona zarówno obrazem jak i klimatem tych opowieści, chciałam poznać kolejne i udało mi się…. tym razem z „Minutą koguta” ^_^

   Wracamy do gospodarstwa staruszka Pettsona i jego niezwykłego kota Findus. Tam pewnego dnia zjawia się nowy mieszkaniec a mianowicie kogut Jussi. Kury są bardzo zadowolone – w zagrodzie w końcu zapanuje ład a także porządek a poza tym sam pan kogut jest „niczego sobie” (taki idealny obiekt do westchnień i uczyć). Jednak Findus…. Findus od początku jest nieufny. Nie dość, że kogut ciągle odgania go od kur, to jeszcze bez przerwy pieje. Niesforny kociak cały czas obmyśla plan jak pozbyć się nieproszonego lokatora  i nieznośnego ptaka…

https://www.mediarodzina.pl/mrcore/uploads/2018/11/minuta_kogut.jpg

Co takiego wymyślił?

    Kolejna prosta, lekka a jednocześnie bardzo przyjemna, ciepła i mądra przygoda ze znanymi z poprzednich tomów bohaterami. Pełna humoru, urzekająca ale i mądra. Opowiedziana prostymi słowami, bez udziwniania, czy wydziwiania a ze swoistym humorem opowieść o… o życiu, zwykłej codzienności na którą składają się proste czynności, radości, smutki, zwady, sprzeczki, marzenia, plany ale i nie tylko. To nie tylko historia o zrzędliwym staruszku, jego kocie, kogucie i ich codzienności ale również zazdrości, nieufności, poczuciu strachu, czy niepewności. O stosunkach, które nie zawsze bywają przyjacielskie a wręcz przeciwnie ale i sztuce rozmowy i porozumienia. Akceptacji, szacunku, pójściu na tak zwaną ugodę i przyjaźni, która nawiązuje się z czasem….

A codzienność?

    Ta nie musi być nudna a przynieść to co najlepsze i bezcenne – wystarczy tylko dokładnie się jej przyjrzeć


https://www.mediarodzina.pl/mrcore/uploads/2018/11/minuta_zegar.jpg
Całość dokładnie i sumiennie zilustrowane z dbałością o każdy szczegół. Można dostrzec ruch, żwawość, energię, ruchliwość…Całą masę detali i szczegółów takich jak chociażby stadko błazeńskich kur, które zawsze towarzyszyło Pettsonowi. To obrazy, które
nie są tylko obrazami ale i słowami, które dopowiadają to czego nie wypowiedziały słowa…. bo przecież niekiedy słowa są zbędne i widzi się jedynie oczami, chociaż patrzeć powinniśmy także sercem
To co widoczne ale i nieznane – pełne przeróżnych innych „smaczków”, bowiem autor znany jest z tego, że w swoich ilustracjach lubił „przemycać” drobne, czasem nieco „dziwaczne” elementy a także motywy, które nie nawiązywały do fabuły a wyglądały niczym wyciągnięte z baśni lub ze snu. Jednak to dostrzeże tylko czujne oko i warto być tutaj uważnym – to co dostrzeżenie nie raz i nie dwa zaskoczy Was i/lub rozbawi (przyjrzyjcie się np. co wyprawiają kury ^_^
A Cat and chickens by Sven Nordqvist | Postcard art, Art, Whimsical art
Ilustracja
Linia na bloga
  I na dzisiaj to tyle. Przyznam, że potrzebowałam takiej lekkiej, ciepłej, zabawnej i jednocześnie ciepłej lektury z przesłaniem. Odstresowałam się, zrelaksowałam, miło spędziłam czas… na chwilę zapomniałam o troskach i tym co smutne a między innymi chyba o to w książkach chodzi? ^_^