Książki

Świat Greenglass House: „Przygoda w Greenglass House”, „Duchy Greenlass House” oraz „Bluecrowne” Kate Milford | wydawnictwo DWUKROPEK

O KSIĄŻKACH WYDAWNICTWA DWUKROPEK PRZECZYTASZ TUTAJ

Linia na bloga

   Lubię książki pełne tajemnic, zagadek i niezwykłych splotów akcji – nawet może pojawiać się w nich odrobina magii, ale oby tylko z umiarem i rozsądnej ilości. Przeczytawszy kilka książek wydawnictwa Dwukropek a także opinii zarówno na ich temat jak i samego wydawnictwa, zauważyłam, że Dwukropek postawił sobie za cel publikowanie powieści jak również serii dla dzieci (zarówno tych młodszych jak i starszych) w których przygoda przeplata się z nadzieją, wszystkimi wspomnianymi wyżej elementami jak również morałem. Wiele czytelników jak również i ich rodziców miło spędza czas przy lekturze takich książek, wracając do ich treści a także polecając innym.
Swego czasu trzy krotnie miło spędziłam czas w Hotelu Winterhouse. Oczywiście mogłam do niego wrócić, jednak pomyślałam, że to jeszcze za wcześnie… za jakiś czas. Nie lepiej rozpocząć kolejną przygodę? Dlatego w zamian znalazłam inny hotel a właściwie pensjonat o ciekawie brzmiącej nazwie i podobnym nieco wiktoriańskim wyglądzie Greenglass House. Postanowiłam złożyć w tym miejscu rezerwacje. Jak się okazało nie znalazłam się ani w hotelu, ani zajeździe – nie było to nawet siedlisko, czy „typowy” pensjonat. To czego dowiedziałam się na miejscu wprowadziło mnie w zdumienie – zaskoczyło.

O FABULE KSIĄŻEK”
   Fabuła „Przygoda Greenglass House” Kate Milfrod przenosi czytelnika w bliżej nie określoną epokę do dokładnie starego pensjonatu/zajazdu oddalonym od miasteczka w trudno dostępnym miejscu, gdzie razem ze swoimi przybranymi rodzicami mieszka dwunastoletni chłopiec imieniem Milo. Rodzina na co dzień w swoim domu przyjmuje gości z różnych zakątków miasta i nie tylko, jednak w związku z tym, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, dom najprawdopodobniej będzie pusty – nikt nie przyjdzie. Rodzina nie spodziewa się gości i zamierza wypocząć. Niestety to były tylko marzenia. Jak się okazało już w pierwszy Dzień Świąt, jeszcze z samego wieczoru, do Greenglass House pukają pierwsi goście. A potem kolejni i jeszcze jedni…. Można powiedzieć, że sypią się jak z rękawa przy czym to dość „nietypowe” osoby. Okazuje się jednak, że to nie koniec niespodzianek. Gości hotelu pozornie nic nie łączy – każdy przybył w pojedynkę, różni się od drugiego jednak tak naprawdę wszystkich łączy dziwna, wręcz niezdrowa fascynacja domem a także jego historią. Ponadto każdego dnia z domu zaczynają ginąć przeróżne przedmioty a na jaw wychodzi dawno zagrzebana tajemnica – posiadłość był niegdyś własnością pewnego bardzo sławnego przemytnika a budynek gościł ludzi, które nielegalnie próbowały przewieść coś za granicę. Czy tak też jest również i teraz? Milo i Medy, córka kucharza postanawiają odszyfrować wskazówki i rozwikłać sieć pogłębiających się tajemnic, aby odkryć prawdę o Greenglass House i o nich samych.

   „Duchy Greenglass House” to drugi tom serii, którego akcja rozpoczyna się równo rok po wydarzeniach z pierwszego tomu. Milo ma już 13 lat, jest zima i zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Milo ma ochotę ten czas spędzić tylko ze swoimi bliskimi, jednak i tym razem nie będzie mu dane. Jeden z gości – student zafascynowany w witrażach przedłuża swój pobyt a do hotelu niespodziewanie przybywają kolejni goście (dwie bohaterki, które poznajemy w pierwszej części). Wśród nich znalazła się tajemnicza i nieco przerażająca grupa kolędników w której każdy przyodziany jest w dziwaczne kostiumy pokryte dzwonkami, ostrokrzewem i jemiołą a do tego przynoszą ze sobą zwierzęcą czaszkę. Od tej chwili w hotelu zaczynają dziać się dziwne i nieoczekiwane rzeczy. Jeden z gości zostaje otruty, dwoje innych pada ofiarą niewidzialnego napastnika, czyszczenie komina kończy się katastrofą a ponadto z hotelu zaczynają znikać cenne przedmioty co oznacza, że grasuje po nim złodziej.

Czysty przypadek? Zbieg okoliczności? Czy aby na pewno?

   Pojawiają się kolejne zagadki, sekrety i tajemnice a w głowie rodzą pytania. Jakieś ślady, poszlaki a także cenna mapa i stara pradawna legenda z nią związana, która mówi, że mapa przedstawia obraz okolicy odkrywając wiele zagadek. Właśnie dlatego ten obiekt jest tak poszukiwany – strach pomyśleć co stanie się, kiedy wpadnie w niepowołane ręce.

   „Bluecrowne. Opowieść o Greenglass House” to powrót do świata Greenglass House, która wydaje się być zupełnie odmienną historią. Jej akcja nie toczy się w zajeździe, który znamy z poprzednich dwóch części a wiele lat wcześniej, bowiem aż w 1810 r. Nie spotkamy tutaj Milo, jego rodziców i inne postacie o których czytaliśmy a poznamy pierwotnych właścicieli tego domu, którzy „stworzyli” ten budynek od podstaw – pierwszej cegiełki. Wybudował go Kapitan Richard Bluecrown – dowódcza statku korsarskiego, który po wielu latach „tułaczki”, pragnie osiąść na lądzie i razem ze swoją dwunastoletnią córką Lucy (po śmierci matki, wychowywał ją na morzu) oraz drugą żoną Chinką Xiaoming i jej synem, siedmioletnim Liao, rozpocząć nowe – w nadziei spokojne życie.

   Jednak nie wszystko dzieje się tak jak tego oczekiwał. Lucy mimo iż kocha zarówno swoją macochę jak i przyrodniego brata, nie cieszy się z perspektywy zamieszkania na lądzie. To na morzu, otoczona błękitem mórz, „muskania” przez wiatr, podziwiająca latające mewy a niekiedy od czasu do czasu zmagająca się z przerażającą i niebezpieczną naturą żywiołów, czuje się jak ryba w wodzie. Kocha to wszystko, tak samo jak przygody, wyzwania, czy przeszkody i nie straszni jej korsarze, którzy łupią napotkane statki. Statek „Przewrotna Fortuna”, na którym żyła od chwili, kiedy skończyła pięć lat był i jest jej domem w którym czuje się naprawdę szczęśliwa. Teraz miała nastać wielka zmiana, zmiana, która dotyczyła także Liao. Jednak rodzina potrzebowała stabilizacji, spokoju, wytchnienia i bezpieczeństwa w szczególności, kiedy wychodzi na jaw, że przybranego brata Lucy interesuje wszystko co jest związane z ogniem, materiałami wybuchowymi i łatwo palnymi. Takie eksperymenty na drewnianym statku są i nadal byłyby bardzo niebezpieczne – zagrażały ich życiu.

   Na miejscu dziewczynka postanawia pozostawić chociaż namiastkę morskiego życia. W tym celu poszukuje analogii pomiędzy nim, a statkiem, nadając mu nazwę – Bluecrowne a także sprawia sobie mały kuter, którym będzie mogła samodzielnie żeglować po rzece. Z kolei Liao w nowym domu odkrywa przy domu warsztat, w którym będzie mógł robić fajerwerki. Wydawać by się mogło, że ich życie w nowym miejscu wkrótce się ułoży, jednak pewne przypadkowe wydarzenie, niesie ze sobą kolejne i jeszcze jedne… cały ciąg zaskoczeń i niespodzianek, wplatając naszych bohaterów w wir przygód, intryg ale i śmiertelnych niebezpieczeństw.

POCZĄTKOWE OBAWY – PODOBIEŃSTWA DO „HOTELU WINTERHOUSE”
   Przyznam, że obawiałam się lektury tych książek a dokładnie tego, że będzie to kopia wcześniej przeczytanego przeze mnie „Hotelu Winterhouse”, jednak ciekawość była silniejsza i postanowiłam zaryzykować. Już na samym początku spotkałam się z pierwszym podobieństwem: zima, Święta, stary dom- wydawać by się mogło hotel pełen tajemniczych pokoi, zakamarków, sekretów a także zagadek a do tegp nieznana historia domu, nastoletni bohaterowie z których jeden jest sierotą…. Jednak po kilku stronach przekonałam się, że otrzymujemy zupełnie inną historię, nawet pomimo tego, że schemat i zamysł są do siebie podobne (rozwiązywanie zagadek, tajemnic zarówno tych, które piętrzą się na każdym kroku jak i samego budynku).

KLIMAT POWIEŚCI, CZYLI TO CO MNIE ZAUROCZYŁO
    Przede wszystkim zauroczył mnie klimat opowieści a dokładnie miejsce i czas w którym akcja się rozgrywa. Miejsce na peryferiach miasta – gdzieś na odludziu, gdzie ciężko dojechać a tam na szczycie klifu tytułowy budynek – wydawać by się mogło, że hotel lub zajazd do którego zimą można się dostać jedynie skrzypiącym wciąganym wagonikiem lub po trzystu oblodzonych schodach i to cały osnuty śniegiem. Wewnątrz wielkie sięgające sufitu witraże, ciepło kominka, gorąca czekolada, która czeka na wyciągnięcie ręki, choinka, blask świec, drewniane i skrzypiące podłogi, cała masa drzwi, tajemniczych pokoi…
Może nie ma w nim stołów uginających się pod ciężarem wykwintnych i wymyślnych potraw, gier komputerowych, sauny, basenu, czy dostępu do w-fi i internetu. Jednak jest za to rodzinne ciepło, szacunek, życzliwość i tajemnica, która kryje się na każdym kroku.

   Na zewnątrz raz słońce a innym razem szalejące burze śnieżne, ciemność i mrok. A nieopodal szczyty do których prowadzi kolejka linowa, przepaść, stara karczma pełna przemytników o których nikt nie wie. Greenglass House nie jest zwyczajnym hotelem – to hotel z duszą, jedyny w swoim rodzaju w szczególności teraz, kiedy został tak pięknie urządzony na Święta a do starego budynku zjeżdżają się „dziwni” goście. Z jednej strony atmosfera błogości i relaksu, natomiast z drugiej tajemnicy, niebezpieczeństwa, intrygi, która czyha na każdym kroku. Wyobraźnia czytelnika zaczyna pracować i to na wysokich obrotach.
Sam język i styl powieści jest poważniejszy i bardziej skomplikowany niż w serii „Hotel Winterhouse”, tym samym powiedziałabym, że jest to książka dla nieco starszych dzieciaków.

   „Bluecrowne. Opowieść o Greenglass House” to już zupełnie inna historia, inne czasy, realia i klimat. Przenosimy się do odległej przeszłości aż do 1810 r. kiedy świat rządził się własnymi prawami. Nie można porównywać tego do pierwszych dwóch tomów, choć i tutaj pojawiają się „współczesne” wątki a mianowicie motyw podróży w czasie i związanej z nią zbiegów okoliczności oraz paradoksów.

AKCJA POWIEŚCI
    Akcja pierwszych dwóch książek jest prowadzona raczej niespiesznie – powiedziałabym, że bardzo, bardzo powoli, wręcz nieco monotonnie. W trzeciej części odrobinę przyśpiesza, jednak tak naprawdę nie są to nie wiadomo jak wielkie i potężne emocje – żadne wścigi, powiedziałabym raczej, że spacer, natomiast w „Opowieściach…” nieśpieszny marsz.
Czytelnik otrzymuje czas na poznanie bohaterów, potem pojawiają się kolejne wydarzenia rodzące nowe zagadki i tajemnice, które należy odkryć i które powoli odkrywają nasi bohaterowie. Zwroty akcji, chwile napięcia i emocji – takie przyśpieszenie, które intryguje i dzięki którym czytelnik zostaje wciągnięty w wir wydarzeń. Mimo iż ich nie brakuje, jest też sporo miejsca na na ciszę, spokój i wytchnienie. I tutaj warto zaznaczyć, że w przypadku tej serii według mnie drugi tom wypada słabiej – jest powolniejszy, monotonniejszy i właściwie akcja nabiera w nim tempa dopiero pod koniec, kiedy bohaterowie odkrywają krok po kroku wszystkie tajemnice. Pod względem akcji „Duchy Greenglass House” nieco kuleją, tak jakby ta część powstała na siłę – według mnie w pierwszym tomie dzieje się zdecydowanie więcej. Z kolei (jak już wspomniałam) „Bluecrowne. Opowieść o Greenglass House” jest nieznacznie szybszy od swoich poprzedników.

BOHATEROWIE PIERWSZEGO I DRUGIEGO TOMU
    Jeśli chodzi o bohaterów to według mnie zostali poprawnie skonstruowani. Milo ma 12-lat i został adoptowany. Wygląda na Chińczyka, jednak nic nie wie o swojej przeszłości ani dziedzictwie. Kocha swoich rodziców, jednak czasem czuje się zmęczony i przybity tym, że nikt nie może powiedzieć mu skąd pochodzi – nie może przestać myśleć o mamie i tacie, którzy go porzucili. Chłopiec jest cichy, spokojny, nieco koloryzuje postrzeganie samego siebie. Nie lubi zmian i uważa, że są one nie potrzebne w szczególności jeśli jest dobrze tak tak jak jest obecnie. Jednakże charakteryzuje się „zadufaniem”, bowiem najczęściej musi być tak jak to jemu się podoba i tutaj nie ma mowy o sprzeciwie.
Jednocześnie wydał mi się dość bystry, choć nie zawsze. Ponadto strzelający gafy lub działający nim pomyśli i dobrze się zastanowi a także nie zawsze odpowiedzialny oraz dziecinny – według mnie dość często zachowywał się nie jak 12-latek a 7-8 latek – po prostu niedojrzale i nieodpowiedzialnie. Jest uparty, krnąbrny, często podejmuje zbyt pochopne decyzje, tak jakby miał „sianko” w głowie a do tego myśli bardzo schematycznie i potrafi obrazić się jeśli nie jest tak jak to sobie zaplanował.
Może i po spotkaniu Meddy zaczyna powoli „rozkwitać” i dorastać, jednakże w głębi w jakieś części nadal pozostaje i wykazuje cechy dziecka. Z drugiej strony mimo iż rodzice rozpieszczali go praktycznie na każdym kroku (Milo zmył naczynka i w nagrodę dostaje kakao itp.), nie sprawia wrażenia osoby rozpieszczonej i rozwydrzonej – po prostu chłopak ma charakter. Ponadto cieszę się, że nie zachowuje się aż zanadto dojrzale jak na swój wiek – taki maleńki-stareńki, co niestety jest „plagą” w książkach dla dzieci i młodzieży. Jednocześnie nie brakuje w nim wrażliwości.

   Rodzice chłopca to mocno zapracowani ludzie, którzy zajęci prowadzeniem gospody. Nie zawsze mają czas na Milo a jednocześnie są aktywną częścią jego życia. Dbają o niego, co jakiś czas sprawdzają jego historię a jeśli chłopiec chce z nimi porozmawiać, to poświęcają mu uwagę i starają się wytłumaczyć wątpliwości, które targają chłopcem np. związane z jego adopcją. Choć sam ten temat (kwestie adopcji) został szerzej i dokładniej rozwinięty w drugim tomie. Jednoczesne nigdy nie ingerują w jego prywatne sprawy i dochodzenia w szczególności, że odkrywanie sekretów domu jest dla chłopca swoistą lekcją życia ale i dociekaniem do swojej przeszłości. Jednocześnie uważam, że zbyt bardzo rozpieszczają chłopca i pozwalają mu na zbyt wiele, dając za dużą swobodę (trochę tak jakby chłopiec wychowywał się sam). Czuć, że to rodzina, która się kocha naprawdę cieszy się swoim towarzystwem.

   Jest jeszcze Meddy – towarzyszka zabaw Millo dzięki której chłopiec powoli otwiera się, rozkwita i nabiera skrzydeł. To ona miedzy innymi zachęca chłopca do tego by zainteresował się grami RPG (gra w której jej uczestnicy wybierają sobie kampanię a następnie rozgrywają ją w rzeczywistym świecie, tym samym gra wymaga fizycznego zaangażowania.). Współczesnym dzieciom z pewnością trudno będzie uwierzyć, że kiedyś i teraz istnieją gry, które nie wymagają dostępu do komputera i nawet nie są grami planszowymi za zapewniają równie dobrą – jeśli nie lepszą zabawę. Wystarczą tylko ludzie i wyobraźnia, której trzeba pozwolić dać się ponieść. Ten wątek jest warty uwagi, chociaż kiedy już się pojawia czytelnik może poczuć zmieszanie – bohaterowie przyjmują wówczas imiona bohaterów gry (Milo wciela się w postać przechery o imieniu Negret, natomiast Meddy informatorki – Sirin) i zwracają się do siebie w tych imionach, co może wprowadzić lekkie zamieszanie. Jeśli chodzi o samą Meddy warto przyglądać się jej zachowaniu a następnie je przeanalizować.

  No i oczywiście cała plejada innych bohaterów – gości pensjonatu o odmiennych charakterach, usposobieniach, sposobie „bycia”. Niestety tutaj w mojej opini autorka nieco przesadziła i w fabuły swojej powieści wplotła ich zbyt wielu przez co można było się pogubić, tym bardziej, że część z nich (jeśli nie większość) tak naprawdę nie wnosiła nic lub niewiele do fabuły a stanowiła zbędny „zapychacz”. Niektórzy z bohaterów powieści pojawiają się na ich początku, potem całkowicie znikają lub pojawiają się pod sam koniec w związku z czym, czytelnicy którzy nie potrafią na dłużej skupić swojej uwagi i nie mają dobrej pamięci, najprawdopodobniej będą musieli przypomnieć sobie kim te postacie są. Ponadto niektórzy bohaterowie mają po dwa a nawet trzy imiona, co wprowadza jeszcze większe zamieszanie a nawet bywa frustrujące.

BOHATEROWIE I FABUŁA DRUGIEGO TOMU
    W drugim tomie oprócz tytułowych istot nadprzyrodzonych pojawia się też wiele postaci z przeszłości portowego miasteczka. Ponadto fabuła w pewnym stopniu koncentruje się również na folklorze i świątecznych tradycjach związanych z kolędowaniem i przebieraniem się za dziwne, czasami nieco przerażające postaci jak również kartografii. Do tego dochodzą wyżej wspomniane tematy adopcji, przeszłości, poszukiwanie swego ja, własnej drogi w życiu, sensu a także celu. Nabieranie pewności siebie, dorastanie i dojrzewanie, przyjaźń, rodzina… i inne ważne aspekty, które w połączeniu z elementami powieści na pograniczu przygody, fantastyki i baśni, tworzą dość zgrabną lekturę, która może wciągnąć czytelników w różnym wieku.

BOHATEROWIE TRZECIEGO TOMU
    Autorka wymyśliła rodzinę, w której mieszają się zarówno kultury jak również niezwykłe zdolności. Kochający ponad wszystko rodzinę korsarz wraz wychowaną na statku odważną i rządną przygód dziewczynką a także z piękną macochą Chinką, która z jednej strony skrywa tajemnice, natomiast wiele szacunku a także matczynej miłości oraz ciepła. Nie zapominajmy o małym Liao – krnąbrnym, czasem nieposłusznym chłopcu, który z czasem okazuje się zdolnym pirotechnikiem, który w mojej opinii nie zawsze zachowuje się i postępuje jak dziecko w jego wieku (jest zbyt dorosły). Jednakże czuć, że ta rodzina kocha się ponad wszystko – czuć tę miłość jaka łączy członków rodziny, czuć ciepło, wzajemną troskę o siebie… Widoczne ale i odczuwalne. Niestety w moim odczuciu, byli za słabo rozwinięci w wyniku czego nie byłam w stanie zżyć się z żadnym z nich.

ALE….
    Pierwsze dwa tomy nazwałabym nierównymi. Niby język jest poważniejszy i poprawny (choć to zasługa także polskiego przekładu) ale jednak fabuła nie zawsze wciąga i intryguje. Raz mamy kilka stron żywych dialogów a innym razem zbliżoną ilość opisów, które aż się proszą o to by je pominąć. Ponadto miejscami książki wydały mi się „przegadane” i „przeciągane” – niektóre wątki oraz fragmenty wepchnięte jakby „na siłę”, tak aby sztucznie „nabić” ilość stron lub zmieścić się w normie, którą narzuciło pierwotne wydawnictwo.
Do tego mnogość bohaterów – wielu okazała się zbędna, bowiem pojawiali się tylko raz lub zostali jedynie wspomnieni a potem ślad o nich zaginął – ani widu, ani słychu a część tych, która przewinęła się ponownie, tak naprawdę niewiele wnosiła do całej historii. Naprawdę można się pogubić w szczególności, kiedy w pewnym momencie jeden z kluczowych bohaterów na chwilę przybiera drugie imię i od tego czasu przez kilka stron te dwa imiona są używane naprzemiennie w tym raz z zupełną zmianą – powstaje trzecie imię. Niemniej pamiętajmy, że są także i Ci, którzy wybijają się na tle pozostałych – są wyraźni, charakterni, rozwijają się – bardziej rozbudowani.

   W książce pojawia się sporo określeń, które wzywają imię Boga bez potrzeby, jak również „niemiłych” wręcz obraźliwych komentarzy („Ty idioto”) a także kilka „bzdurek” i wydarzeń, których nie powinno się naśladować (bohaterowie piją, palą, przezywają się, noszą przy sobie broń, której chętnie używają….),  pojawiają się wzmianki o dziewczynce zabijającej kota, jest mowa o kościach, duchach, zjawy, widma… a w pierwszym tomie, pod koniec historia zupełnie zmienia klimat z początkowej ciepłej, przyjemnej, zimowej, przeplatanych tajemnicą i zagadek na znacznie mroczniejszą, smutniejszą, mniej przyjazna dzieciom (a przecież to książka od 9+) na mroczną.
W pewnym momencie, praktycznie zupełnie znikąd pojawia się pewna przemoc – na szczęście nie aż tak brutalna i przerażająca jak w niektórych książkach obecnie pisanych dla czytelników w podobnym wieku np. Harrym Potterze.
   Jednakże to tylko i wyłącznie moja osobista opinia – większość najprawdopodobniej w ten sposób tego wszystkiego nie odbierze. Niemniej nie ukrywam, że zakończenie mimo iż zaskakujące i rzeczywiście może spodobać się (i spodoba się) pewnej grupie czytelników (a nawet i większości), nie dla każdego będzie takie satysfakcjonujące. Jak dla mnie to wszystko zbyt szybko i gwałtownie. Jednakże ze względu na wychowanie i osobiste przeżycia jestem na to wrażliwa i „wyczulona”

PODSUMOWANIE
  Podsumowując: klimat, miejsce akcji, zimowa atmosfera, tajemniczy dom nad morzem, zagadki, tajemnice, sieć pogłębiających się tajemnic, rodzice głównego bohatera, którzy stanowią część jego życia a nie stoją obok, sekrety… do tego bohaterowie trzeciego tomu a także możliwość poznania historii zajazdu jak najbardziej na tak. Z kolei mnogość bohaterów, powolna fabuła, zbyt rozwleczone opisy pierwszych dwóch części – niekoniecznie.

   Jakby nie było „Greenglasses House” uważam za serię, którą jak najbardziej mogą zainteresować się czytelnicy w wieku od 9 lat ale również dorośli. To takie połączenie fikcji, fantastyki oraz baśni z tym co realne i wątkami detektywistycznymi. Pojawia się intryga, cała masa zagadek, tajemnic, niedopowiedzeń i pytań bez udzielonej odpowiedzi, wątków para nienormalnych (dla mnie zbędnych), duchy a także związana z nimi intryga. To również niesamowity klimat, ciepło rodziny i domowego ogniska, ważne rozważania na temat adopcji i bycia adoptowanym, nad swoją przeszłością i korzeniami.
Dojrzałość, przyjaźń, wzajemna więź i wsparcie, szacunek, nauka między innymi o tym, że „grupie siła” a także należy sobie pomagać. Dość ciekawa historia i przygoda.
   Pojawiają się również refleksje na temat ludzkiej psychiki, wnętrza, dojrzewania, poznawania samego siebie i poszukiwania celu w życiu. Wewnętrzne wątpliwości, które targają człowiekiem nie tylko na co dzień ale również rodzą się z czasem.

 POWIĄZANIA TRZECH TOMÓW
    Na koniec dodam, że trzeci tom spokojnie możecie czytać bez znajomości poprzednich dwóch części – łączy się z poprzednimi książkami Milford, jedynie motyw domu no i przygody a także zagadki. Tak więc swoją przygodę z „Greenglass House” swobodnie można rozpocząć od „Bluecrowne. Opowieść o Greenglass House”. Cała seria może spodobać się wielbicielom zagadek, w szczególności tym, którzy nie oczekują od książek, brawurowej akcji już od pierwszej strony – nie zawsze się śpieszą, doceniają relaks, odpoczynek (nie koniecznie zawsze, nawet od czasu do czasu) i potrafią dostrzec i docenić urok klasycznych opowieści, bo właśnie tak można powiedzieć o tych książkach. Klasyka swojego gatunku, bez wydziwiania, wydziwiania i wymyślania nie wiadomo czego (tak jak w wielu obecnych powieściach), bo przecież nie jest to potrzebne – klasyka sama się obroni.
Polecam, gdyż jak najbardziej może to okazać się przyjemna seria zarówno dla dzieci, młodzieży jak i dorosłych.

CIEKAWOSTKA
      Pierwsze dwa tomy przywołały mi na myśl twórczość „Agathy Chrisite”, którą cechuje miedzy innymi fakt, że akcja wydarzeń rozgrywa się w konkretnej, ograniczonej przestrzeni dotyczą konkretnych bohaterów.

Tytuł: Przygoda w Greenglass House / Duchy Greenglass House / Bluecrowne. Opowieść o Greenglass House | Autor: Kate Milford | Tłumacz: Anna Anita Wicha | Ilustrator: Maciej Szymanowicz | Wydawca: DWUKROPEK | Okładka: twarda | Ilość stron: 376 / 480 / 272

fotografie fanpage DWUKROPKA