Książki

„Ostatni” maja Lunde | wydawnictwo Literackie

  Twórczość Mai Lunde poznałam dzięki przepięknej i wzruszającej świątecznej opowieści „Zimowa siostra”, która w Polsce wzbudziła tak wielkie zainteresowanie, że jej nakład został wyczerpany i tego roku dzięki wydawnictwu Literackie doczekał się dodruku. Mimo iż powieść teoretycznie powstała z myślą o młodszych czytelnikach, swoim przekazem i obrazem podbiła serca również starszych i zupełnie dorosłych czytelników – mnie również książka zauroczyła i na stałe zagościła w domowej biblioteczce. Jednakże pisarka tworzy również prozę „typowo” dla dorosłego odbiory: „Błękit i „Historia pszczół”, to dwie powieści, które do tej pory nakładem Literackiego ukazały się w Polsce – książki o których słyszałam przeróżne opinie i których nie miałam okazji przeczytać a tym samym poznać tę stronę twórczości autorki. Kiedy otrzymałam fragment „Ostatniego” najnowszej powieści, która swoją premierę miała mieć 13 stycznia, zauroczona przede wszystkim językiem jakim posługuje się Linde oraz klimatem, który tworzy, zdecydowałam się poznać tę historię w całości.

SŁOWEM WSTĘPU
    „Ostatni” to trzecia po „Historii pszczół” a także „Błękicie” część klimatycznej tetralogii Mai Lunde. Jak już wspomniałam nie miałam okazji czytać poprzednich, jednak nie wykluczone, że to nadrobię – dzisiaj opowiem o ostatniej. Jak się dowiedziałam wszystkie powieści pochodzą z gatunku o którym nigdy wcześniej nie słyszałam i chyba nie poznałam a mianowicie ecological fiction i muszę przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Nie będę ukrywać – powieść wciągnęła mnie już od pierwszej strony. Język jakim posługuje się autorka i klimat jaki tworzy przywołały mi na myśl klasyków – gatunek który uwielbiam. Cała historia jest powolna, pełna nostalgii, refleksji, przemyśleń ale i faktów. Linde nie będzie z narracją i już z pierwszych, czy kolejnych stron nie wyskakuje z akcją, czy brawurą a stopniowo rozwija trzy wątki związane z jednym gatunkiem dzikiego konia Przewalskiego. Można powiedzieć, że płynie powoli niczym spokojne jeziorko snują swoją opowieść. Historia ta rozgrywa się na trzech planach czasowych, w trzech różnych miejscach i w trzech rodzinach a swoją podróż rozpoczynamy od brutalnej i „zimnej” przyszłości. Dzielą ich setki kilometrów i setki lat a łączy motyw dzikich koni a także miłość do nich i walka o ich przetrwanie.

FABUŁA
    W pierwszej kolejności przenosimy się do Norwegii 2064 roku. Eva wraz z nastoletnią córką Isą opiekują się ostatnimi zwierzętami w parku, który ich rodzina niegdyś prowadziła od trzech pokoleń. Życie nie jest łatwe. Po latach zapaści, katastroficznej suszy i walki o żywność a także wodę, nastał czas niepokoju, lęki, głodu. Ludzie zaczęli wędrować w poszukiwaniu miejsc nadających się do osiedlenia, takich, które zapewniłyby chociaż minimalne warunki do życia, tam gdzie można by uprawiać ziemię. W sklepach brakuje żywności. Nigdzie nie uświadczy także sprzętu elektronicznego, samochodów, markowych ubrań, czy nawet zegarków. Nie ma pieniędzy jakie ludzie znali w postaci banknotów i bilonów – teraz „walutą” jest towar, którymi wymieniają się ludzie nawzajem… rzeczy, które jeszcze im pozostały. Evie nie jest łatwo żyć. Ciągle martwi się i głowi jak by tu zdobyć jedzenie dla córki i zwierząt, jak zwalczyć przeciwności każdego dnia, jak zadbać o bezpieczeństwo – wszędzie grasują rabusie. Córka błaga matkę o to by opuścić to miejsce i wyruszyć na północ, jednak Eva nie chce opuszczać zwierząt, tym bardziej, że jej ukochana klacz spodziewa się źrebaka. Pewnego dnia do ich drzwi puka tajemnicza kobieta, która szuka noclegu.

  Następnie wędrujemy do Mongolii 1992 roku, gdzie poznajemy młodą panią weterynarz Karin. Kobieta wraz z dorosłym synem Mathiasem wyrusza do Parku Narodowego Chustajn aby sprowadzić z Europy do Mongolii niegdyś trzymane w niewoli konie Przewalskiego. Gotowa do największych poświęceń, za wszelką cenę pragnie uratować ginący gatunek. Wygodne łóżko i ciepły kominek zastąpił zimny, niewygodny namiot, mróz i głód, jednak cel jest tak blisko… walka jest tego warta.

  Na koniec Sankt Petersburg 1881 roku. Odnalezione w Mongolii kości nowego gatunku konia trafiają do zoologa Michaiła, który ze zdumieniem odkrywa, że szczątki do złudzenia przypominają szkielet prehistorycznego dzikiego zwierzęcia. Od tej chwili mężczyzna marzy o wyprawie badawczej na stepy mongolskie. Czy awanturnik i poszukiwacz przygód Wolff pomoże mu ziścić to pragnienie?

KLIMAT, JĘZYK POWIEŚCI – PRZERAŻAJĄCA WIZJA ŚWIATA
Jak już wspomniałam oczarowała mnie ta historia zarówno językiem, klimatem co i całą opowiedzianą historią. Można powiedzieć, że to wizja autorki dotyczącymi między innymi tego jak będzie wyglądał świat gdy wyginą pszczoły lub gdy w Europie zabraknie wody…. Wizja tego jak i co będzie jeśli człowiek nie opamięta się i zamiast niszczyć, nie zacznie się troszczyć o to co zostało nam dane, tak bezinteresownie. To bardzo smutna, wręcz przerażająca wizja w szczególności ta z 2064 roku, która jest scenariuszem dystopicznym, pełnym niepokoju, niepewności, lęku, grozy, niebezpieczeństw. To wizja świata o której jeszcze wolimy i nie chcemy myśleć, taka której się obawiamy, gdyż jest pokazywana w najstraszliwszych filmach, książkach, opisywana w wierszach. Taka, która budzi lęk, niepokój, wprowadza dyskomfort i jest odsuwana na dalszy plan. Świat w którym brakuje jedzenia, wody, podstawowych środków do życia. Taki w którym nie świeci słońce, nie jest błogo, lekko i wesoło i nie słychać śmiechu dzieci, tylko płacz, niepokój, jęk… a każdy dzień stanowi walkę o byt i życie. Świat w którym zwierzęta, rośliny i ludzie powoli stają się gatunkiem wymarłym…

  Druga wizja – niby lżejsza ale i tak niewesoła i nie napawająca optymizmem. Konie Przewalskiego niegdyś żyjące w Mongolii na wolności, teraz w złych i przykrych warunkach trzymane w niewoli, gdzieś daleko… z dala od rodzimego miejsca, gdzie od wieków były wychowywane, gdzie cieszyły się wolnością, mogły „czerpać z życia”, były szczęśliwe…. i jedna kobieta z synem z wielką pasją, planami i marzeniami by przywrócić utraconą wolność i narodowe dziedzictwo Mongolii. Tylko ona i syn przeciw wielkim korporacjom, dokumentom, zasadom, papierkom. Ona w świecie pełnym niebezpieczeństw i w trudnych warunkach klimatycznych i nie tylko. Jak udźwignąć ten ciężar? Jak tego dokonać? Jak pokonać przeszkody, kiedy spotykani ludzie nie ułatwiają sprawy tylko ją jeszcze bardziej utrudniają?

  I jeszcze jedna historia, także o koniach a właściwie ich „początkach” – narodzinach… I wielkich marzeniach. Jednak czy są one do zrealizowania?

TO CO ŁĄCZY. FAKTY
Te trzy wątki mimo iż dzielą bohaterowie, miejsca i setki lat, łączy gatunek konia Przewalskiego, jedynego przedstawiciela obecnie żyjących dzikich koni. Autorka umiejętnie powiązała informacje o owym gatunku na przestrzeni lat, wplatając je w niebanalną fabułę powieści. Wyraźnie można poczuć ogromną miłość nie tylko do tych zwierząt (zarówno tych małych jak i dużych) ale wszystkich gatunków jak również całej przyrody. Próba okazania im hołdu, należytego szacunku – pokazanie jak są cudowne, ważne, wręcz bezcenne. Jednak nie robi tego w najczęściej wybierany sposób – nie mówi otwarcie „dbaj”, „szanuj”, „troszcz się” czy też nie pokazuje pięknej wizji, szczęśliwego świata. Wręcz przeciwnie – przedstawia najmroczniejszy scenariusz. Stawia pytania odnośnie świata, przyrody, roli człowieka w tym świecie jak również całym ekosystemie. Zachęca aby zastanowić się nad sobą, swoim postępowaniem, tym do czego zostaliśmy powołani, gdzie jest nasze miejsce, jaka rola, życiowa „misja” do wypełnienia, cel w życiu… do tego by uświadomić jak ludzkość wiele zabiera, wręcz kradnie, do tego oczekuje i wyszykuje – wysysa ostatnie „soki życia” i niszczy, nie dając niczego w zamian, niczego od siebie, tak bezinteresownie. Pokazuje świat, który zmierza ku zagładzie, taki w którym nie tylko rośliny i zwierzęta są na wymarciu ale na wymarciu są także ludzie. Pokazuje człowieka, który każdego dnia zmierza ku samozagłady, ciągnąc za sobą inne gatunki. To przykra, bolesna, przerażająca wizja a taka realna i prawdziwa. Taka, która na dobrą sprawę powoli się spełnia a wszystko za sprawą człowieka.

PRZESŁANIE I PRZESTROGA
Proza Mai Lunde nie jest lekka, pogodna i wesoła. Śmiało mogę nazwać ją trudną i „niewygodną”, gdyż może przerazić, uświadomić. Wątpię w to by sprawiała komuś przyjemność, prędzej wprowadzi w dyskomfort, przygnębienie, troskę, być może strach. Taka, która może „weżreć” się w myśli i serce człowieka – uświadomić, że jesteśmy na najlepszej drodze do samozagłady. Z drugiej strony autorka nie pozostawia czytelnika z poczuciem winy, żalu, rozpaczy i beznadziei – niesie ze sobą otuchę, wprowadza cień nadziei, wizji na „lepsze jutro”. Pokazuje, że wszystko zależy od nas, wszystko jest w naszych rękach i bez względu na to jak źle by nie było, zawsze ale to zawsze pozostaje cień nadziei i szansa na to, że da się jeszcze coś zrobić – naprawić popełnione błędy, wynagrodzić złe czyny, krzywdy, odmienić los. Jest szansa i nadzieja na to zawrócić ze ścieżki „zła” oraz wyniszczenia i wkroczyć na tę prawidłową. Prawdą jest to, że człowiek ciągle żąda i bierze – niszczy ale są też i tacy, którzy wciąż kochają i pomagają sobie nawzajem a w obliczu niebezpieczeństwa i wizji „śmierci”, potrafią się zjednoczyć, wspierać, pomagać – działać wspólnie dla dobra ogółu. Bo może jeszcze nie jest za późno, aby zawrócić i odmienić los Ziemi.

PODSUMOWANIE
  „Ostatni” nie jest łatwą książką i nie przeczytacie jej w jeden wieczór. W mojej opinii to książka z „wyższej półki”, nie dla każdego i nie na każdy czas. Powolny, melancholijny, nostalgiczny i przeważane przygnębiający klimat nie każdemu przypadnie do gustu, tak samo jak nie każdemu czytelnikowi spodoba się treść powieści. Jestem pewna, że powieść oprócz słów zachwytu, zdobędzie także i te nieprzychylne opinie – część powie, że jest nudna, monotonna, rozwleczona, pozbawiona akcji. I rzeczywiście nie znajdziecie w niej brawurowych zwrotów akcji, napięcia i dreszczu niepewności jakie dostarczają thrillery, kryminały, czy niektóre powieści przygodowe. Jak już wspomniałam sporo tutaj spokoju, ciszy, melancholii, smutku, czy przygnębiania z pozostawioną na koniec nadzieją i namiastką szczęścia.

   Jednak nie akcję w tej powieści chodzi a Maja Lunde nie stawia na brawurę i atrakcje. Tutaj liczy się słowo – słowo, treść i historia. To aby powoli chłonąc każdy wyraz, „chłonąć” treść, rozważając ją, analizując, „trawiąc”. Aby przyswoić ją, przeanalizować i zajrzeć w głąb siebie. Zastanowić nad sobą samym, postępowaniem, priorytetami, swoją rolą we świecie i rodzinie, bo to nie tylko wizja świata i przyrody ale również trudne i często skomplikowane relacje międzyludzkie (miłość, nienawiść, macierzyństwo), które są nieodłączną częścią nas i naszego życia. To także bezsilność, nieudolność, smutek, trudna miłość, bliskość… wszystko co jest takie ludzkie i prawdziwe. Dlatego warto przystanąć i pomyśleć…
Pomyśleć nad własną rolą we świecie, priorytetami, celami, rodziną… Nad tym, czy nie mamy zbyt wielkie mniemanie o sobie, nie jesteśmy zbyt dumni, zadufani, ślepi na krzywdy innych.

Czy mamy prawo do tego by w jakikolwiek sposób ingerować w świat i w wieczny krąg życia – zmieniać go, wykorzystywać, wyzyskiwać.
Czy nie jest tak, że nie dostrzegamy tego, że na każdym kroku siejemy zniszczenie? Jesteśmy aż tak ślepi? Może warto nauczyć się skromności, nabrać nieco pokory i samozagłady? Zjednoczyć się i zrobić coś dla dobra innych, dla dobra ogółu póki nie jest za późno?

   Cały świat jest niczym mapa lub gra w której ludzie są jak pionki a przyroda wskazówki, czy znaki. Aby nie zostać wyeliminowanym z gry, musimy nauczyć się odczytywać znaki i symbole, które każdego dnia i na każdym kroku stawia nam życie i świat. Jeśli nie nauczymy się ich rozpoznawać, szybko zostaniemy wyeliminowani.

  „Ostatni” Mai Lundne nie polecam każdemu i na każdy czas. Nie kupujcie jej „w ciemno” kierując się opisem, przychylnymi recenzjami lub co gorsze okładką, gdyż możecie się zawieść,… chociaż oczywiście nie musicie. Najpierw poczytajcie o niej nieco więcej, znajdźcie fragment (wydawnictwo udostępnia na swojej stronie), przeanalizujcie i zastanówcie się, czy taka forma powieści a przede wszystkim treść przypadną wam do gustu. Osobiście mimo trudnego etapu w życiu, jak również tematów, które porusza książka, dość dobrze spędziłam. Urzekł mnie język i klimat powieści. Maja Lunde pisze raz poetycko, innym razem melancholijnie, delikatnie, wrażliwie a innym razem dynamicznie. Przeplata rożne style, jednocześnie umiejętnie łącząc je ze sobą. Ponadto urzekła mnie delikatność jak również wrażliwość autorki na otaczający ją świat – zarówno roślin jak i zwierząt. Umiejętność w obserwacji opisywaniu rzeczywistości, natury, zwierząt, ludzi i ich relacji. Radość i wdzięczność za to co nas otacza – za cały świat. To naprawdę piękne i na swój sposób niezwykłe – wyjątkowe. Bo czy na co dzień zastanawiamy się nad tym jak złożony jest świat? Jakie mechanizmy nim rządzą, jakie są prawa natury? Na jakiej zasadzie zmieniają się pory roku, dlaczego dzień jest podzielony na noc i dzień a w innych zakątkach świata panuje wieczna ciemność? Dlaczego wulkany wybuchają? Dlaczego rzeki wylewają, mamy powodzie, susze? Skąd wzięły się gwiazdy na niebie? Świat opisany z tak niezwykłą delikatnością i czułością….

Tytuł: Ostatni | Autor: Maja Lunde | Przekład: Mateusz Topa | Wydawnictwo Literackie | Oprawa: twarda | Stron: 512

fotografie strona wydawnictwa   zdjęcie w tle pierwszego unspash

495 myśli na temat “„Ostatni” maja Lunde | wydawnictwo Literackie

  1. Bardzo mnie zachecilas tymi recenzjami. Chetnie siegne po ksiazki pani Lunde. Sa bardzo intrygujace zmuszaja do refleksji. Nastepnym razem zarezerwuje je w bibliotece. Zycie bez wody byloby raczej niemozliwe, trudno je sobie wyobrazic. Czlowiek, zwierzeta rosliny wszystko potrzebuje wody do zycia.

    Pozdrawiam serdecznie Ervisho.

    Polubienie

    1. Miło mi, z przyjemnością poznam Twoją opinię 🙂
      Nie tylko wody ale i powietrza, zieleni, drzew, natury, zwierząt…. jesteśmy nierozerwalną częścią tego świata, natury…. razem tworzymy krąg życia. Dlaczego to niszczymy?

      Polubienie

  2. Witam serdecznie ❤
    Już dawno powinnam zapoznać się z twórczością autorki… nie wiem jak to się stało, że jeszcze nie poznałam jej pióra 🙂 Pewnie dlatego, że ledwo się ze wszystkim wyrabiam, ostatnio strasznie narzekam na brak czasu! Szkoda, że czas nie może się zna chwilę zatrzymać. Tak bym zdążyła zrobić wszystko co mam w planach 😀 Pewnie sięgnę po tę twórczość, jestem nią bardzo zaciekawiona, ale na chwilę obecną mam książkę, którą chcę przeczytać w pierwszej kolejności 🙂
    Wspaniała recenzja!
    Pozdrawiam cieplutko ❤

    Polubienie

    1. To nic złego, dziwnego itp. Miałaś prawo – masz co innego na głowie, jednak zawsze jeśli będziesz miała ochotę i czas możesz to zrobić. Wszystko w odpowiednim dla siebie czasie 🙂
      Co obecnie czytasz? 😉

      Polubienie

      1. Co nie co o kodach html i css 🙂 Chciałabym poszerzyć wiedzę w tym, co najbardziej mnie interesuje. Chętnie poszukałabym również książek o grafice komputerowej i mediach 🙂
        Wspaniała recenzja o Lisku Kochana! Sama chętnie zapoznałabym się z tą książką. Zawsze jak słyszę coś o liskach, czuję jakby mówiono o mnie xD
        Buziaki skarbie!

        Polubienie

      2. O.. czyli bardziej skomplikowane sprawy – takie techniczne 🙂
        Skąd te zainteresowanie? 🙂

        Dziękuję ❤
        Tak myślałam, że przypadnie Ci do gustu – w końcu to też Japonia 🙂

        Polubienie

  3. Wydaje się to być idealną książką dla wszystkich „koniarzy” 🙂 Tym razem to nie książka dla mnie, ale „Zimową siostrę” mam na liście do przeczytania.

    Polubienie

  4. Mocno zachęcasz tą recenzją. Na pewno sięgnę po Historię Pszczół, bo mam ją na swojej półce i jeśli mi podejdzie to być może skusze się i na kolejne części :). Szkoda, że po takie książki raczej nie sięgną Ci, którzy najbardziej ingerują negatywnie w środowisko. Zwykle po takie książki sięgają Ci którzy naturę właśnie kochają.

    Polubienie

    1. Dziękuję. Miło mi 🙂
      „Historia pszczół” długo już tak czeka? Na wszystko przychodzi odpowiedni czas, miejsce i pora. Prawda? 🙂
      A czy tacy w ogóle coś czytają? Nie wiem… nie chce nikogo oceniać ale nawet Ci co kochają przyrodę mogą być książką niezainteresowani

      Polubienie

      1. No czeka długo czeka ale nie tylko ona. Ja mam chyba aktualnie więcej nieprzeczytanych swoich książek niż przeczytanych :P.
        Pewnie są tacy co czytają a i miłośnicy przyrody, którzy całe dnie siedzą w ogrodzie i nie mają czasu czytać :).
        Niestety tak jest, że niektórzy ekologicznie wręcz świrują, bo robią wszystko, żeby było eko, ale większość nawet śmieci do kosza wyrzucić nie potrafi. Podobnie z książkami. Większość nie czyta wcale ale Ci co to czytają to dosłownie połykają książki xD

        Polubienie

      2. Tak zwany „Stosik wstydu” xD ale co nagle to po diable… wszystko w odpowiednim czasie 🙂
        A i tacy, którzy mówią, że kochają a nie robią nic lub szkodzą…
        Oj weź… to nie tylko ekologów dotyczy ale wszystkich – mięsożerców, wegan, wegetarian…. zawsze znajdzie się ktoś komu wydaje sie, że jest ponad
        Niektórzy czytają brukowce typu Fakt i jacy są dumni 😛

        Polubienie

      3. Czarna ❤ Przez jakiś czas będę czytała tylko Achaję i Sagę o Ludziach Lodu bo mam przed sobą kilka części 😛 chyba że stwierdzę, że robię sobie przerwę i sięgnę po coś innego.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s