Książki

„Nie umieraj do jutra” Wacław Gluth-Nowowiejski

  Zawód, który towarzyszył mi w trakcje jak również po skończonej lekturze „Kołysanki z Auschtiwz” sprawił, że postanowiłam sięgnąć po książkę traktującą o wojnie, jednak będącą szczerym i prawdziwym zapisem a nie gdybaniem. Zmyślone historie jak również te będące wytworem naszej wyobraźni ale oparte na prawdziwych wydarzeniach mamy na co dzień czy to w literaturze, czy filmach bądź serialach emitowanych w telewizji. Chciałam prawdy – faktów aby lepiej poznać historię i to od środka.
Złożyło się tak, że wydawnictwo Marginesy postanowiło wznowić nakład kiedyś wydanej już książki Wacława Gluth-Nowowiejskiego „Nie umieraj do jutra” na której to kartach przedstawiono portrety i historie ludzi, którzy prawdziwych i żyjących już tylko w pamięci oraz sercach.OLYMPUS DIGITAL CAMERA  Pan Wacław urodził się 10 czerwca 1926 w Warszawie – miał trzech starszych braci (wszyscy zginęli podczas okupacji hitlerowskiej lub w powstaniu). Podczas powstania warszawskiego na stanowisku kaprala podchorążego dowodził drużyną zgrupowania „Żmija” na Żoliborzu. Jako jeden z dwóch rannych ocalał z masakry w powstańczym punkcie sanitarnym przy ulicy Rajszewskiej 12. Z zawodu polski publicysta ale również powstaniec warszawski, żołnierz zgrupowania Żmija Armii Krajowej.

  W swojej książce w zróżnicowanych stylistycznie dziesięciu nowelach opowiada historie „warszawskich robinosów” – ludzi którzy po upadku powstania warszawskiego przez kilka miesięcy musieli ukrywać się gruzach. Najczęściej były to stare piwnice, strychy a także budynki zrujnowanie, którym ze względu na zły stan nie groziło podpalenie, jednak tak na prawdę nigdy nie mieli pewności, że tak się nie stanie. W ekstremalnie trudnych warunkach bez dostępu do pożywienia, wody, światła. W ciemności i brudzie narażeni na przeróżne choroby i zakażenia ale przede wszystkim w strachu, zagrożeniu i obawie o własne życie ze strony Niemców, których oddziały podpalały i wysadzały w powietrze kolejne warszawskie dzielnice, z nadzieją czekali na wolność – nie tylko własną ale również Warszawy.

  Według mnie warto zacząć od tego, że wszystkie historie zostały zasłyszane przez znajomych znajomych, czyli z drugiej ręki a dopiero potem spisane przez Gluth-Nowowiejskiego – tym samym prawdopodobne jest, że ktoś „coś” mógł dopowiedzieć a być może zmienić. Jednak to ani trochę nie odejmuje na wartości książki a przynajmniej nie literackiej. Każda z nowel i opisanych historii jest inna ale tak samo przerażająca, wstrząsająca, wzruszająca, poruszająca i prawdziwa. Każda opatrzona zdjęciami i notatkami biograficznymi ludzi, których znajdziemy na kartach historii – wystarczy tylko poszukać. To z kolei tylko potęguje te wszystkie uczucia, sprawiając, że wszystko o czym czytamy jeszcze bardziej trafia do serca.

  W kolejnych nowelach poznajemy przeróżnych ludzi a także ich heroiczne czyny, walkę o życie i to do czego byli skłonni aby przeżyć. Czytamy o „Jesieni na Marymoncie” i żołnierzach, którzy oddali swoje życie za wolność, Aresie – mścicielu z ruin, który postanowił popsuć szyki nazistom i o piekarzu Czesławie Lubaszka, który wykupił żydowską dziewczynę za pięć bochenków chleba (rzekomo była mu potrzebna do fachowego przygotowywania posiłków, podczas gdy piekarz z mąki głównie przygotowywał chleb i suchary. Czy na prawdę do tego była mu potrzebna żydowska dziewczyna?).

  Kiedy poznajemy historię Panny X, która przybiera tożsamości niedorozwiniętego i nieatrakcyjnego mężczyzny, by w chwili śmierci okazać się kobietą w głowie rodzi się pytanie „Po co i dlaczego”? Dlaczego wyrzekła się swej kobiecości?” Czy były ku temu powody? Jakieś podstawy? Gluth-Nowowiejski wyciąga własne wnioski, chociaż my czytelnicy możemy mieć własne. A kiedy dochodzi do tych najmniejszych i młodych – dzieciach i młodzieży w mundurach którym granaty obrywają ręce oraz nogi, którzy umierają na rękach kolegów jak również pod ich ciałami w człowieku coś pęka.OLYMPUS DIGITAL CAMERA  Każda nowela – historia bez względu na to czy zasłyszana z drugiej ręki, czy nie mówi o ludziach, którzy żyli i zapisali się na kartach pamięci. Każda skłania do refleksji, wstrząsa i porusza serca. Każda zapada w sercu i pamięci.

Tytuł: Nie umieraj do jutra | Autor: Wacław Gluth-Nowowiejski | Wydawnictwo: Marginesy | Okładka: miękka | Stron: 272

94 myśli na temat “„Nie umieraj do jutra” Wacław Gluth-Nowowiejski

    1. Nie przeczytałam zbyt wielu książek o tej tematyce, jednak na podstawie tytułów, które poznałam, mogę powiedzieć, że nie każda zrobiła na mnie wrażenie.

      Polubienie

  1. Twój wpis zaciekawia, naprawdę masz dar do recenzji i aż się czuje Twoje poruszenie i przeżycia po przeczytaniu tej książki. Może kiedyś po nią sięgnę, choć już wiem, że nie obyłoby się bez łez i ściśniętego serca..

    Polubienie

    1. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiego komentarza – takich słów. Nigdy też nie myślałam o swoich wpisach w ten sposób – zawsze staram się być szczera, pisać z serca i sercem a jednocześnie w taki sposób aby emocje nie wzięły góry, chociaż czasem nie jest to łatwe (różne książki, różne tematy i przeróżne emocje). Miło, że Ktoś tak uważa, że to czuje – niektóre książki czyta się emocjami.
      Książka rzeczywiście może poruszyć i najprawdopodobniej poruszy wrażliwe osoby ale też może zszokować determinacją i niektórymi wyborami (nie że w negatywnym sensie) a także skłonić do refleksji

      Polubienie

  2. Myślę,ze książka warta jest przeczytania. Jestem ciekawa jak obecnie opisuje się historie II wojny światowej, te wszystkie wydarzenia, które budzą trwogę i nie mieszczą się po prostu w głowie!

    Polubienie

    1. Z tego co wiem ta książka została napisana wcześniej – wydawnictwo Marginesy postanowiło ją wznowić. Jak się opisuje? Wszystko zależy, czy siegamy po literaturę faktu, czy na motywach lub inspirowaną. Te drugie w mojej opinii nastawione są na „grze na uczuciach” aby wzruszyć, poruszyć, rozczulić a historia jakby była dodatkiem. Ale może tylko tak mi się wydaje

      Polubienie

      1. Myślę,ze masz rację.
        Ja jednak zawsze będę się skłaniać do literatury pięknej.
        Pamiętam jak się spłakałam czytając „Jabłko granatu ” Haliny Auderskiej.

        Polubienie

  3. Takie prawdziwe historie jakoś głębiej człowiekowi zapadają w pamięć, niż te wymyślone, wygładzone opowiastki… A przynajmniej ja tak mam, że bardziej mnie dotykają wydarzenia, które się zdarzyły rzeczywiście… Interesuję się też historią wojenną i powojenną, więc zainteresowała mnie ta książka. Pierwszy raz o niej słyszę, ale wygląda na coś, co chętnie przeczytam i przemyślę. Dziękuję za podpowiedź, zapisuję tytuł 🙂

    Polubienie

    1. Dokładnie – bardziej niż te pisane ma motywach i inspirowane historią. To historia – wprawdzie zasłyszana od „kogoś” i opisana słowami innej osoby ale jednak. Nasi dziadkowie, pradziadkowie – przodkowie również takie historie opowiadali i opowiadają i one zawsze zapadają w pamięci, o nich się pamięta. Tutaj nie ma takiego usilnego pokrzepiania serc, wzruszania, poruszania bo ta historia sama w sobie porusza i wzrusza a także szokuje. Mnie również takie wydarzenia dotykają – wprawdzie wzruszam się również przy fikcji literackiej czy filmowej (i tak bywa) ale jeśli chodzi o powieści inspirowane według mnie takie usilne uwrażliwianie i „bajanie”, tylko tej powieści szkodzi… mało tego wielu ludzi wierzy, że to wszystko prawda a nie czyta pomiędzy wierszami i tego co jest napisane drobnym druczkiem.
      Dziękować nie musisz – podziękowaniem będzie jeśli książka spodoba Ci się 😉

      Polubienie

      1. Dokładnie! Zgadzam się z każdym słowem ;). Takie książki przypominają właśnie historie gdzieś tam zasłyszane od bliskich czy nieznajomych, historie, które nie wymagają koloryzowania, bo same w sobie mają spory ładunek emocjonalny…
        Nie no, ja też przy fikcji się czasem wzruszam (rzadko!), ale jakoś lepiej do mnie przemawiają takie prawdziwe opowieści…
        To jest właśnie fajne w blogosferze, że można tu się natknąć na perełki, książki, o których w innym wypadku by człowiek nie usłyszał 😉

        Polubienie

      2. Kilka lat temu czytałam taką serię Barbary Rybałtowskiej z której pierwszy tom to „Bez pożegnania” – zamierzam do tej serii powrócić aby sobie przypomnieć. Jednak dokładnie pamiętam klimat tej książki – to tak jakbyś usiadła obok babci, cioci albo nawet kogoś obcego i ta osoba opowiadała Ci historię swojego życia, wojenne czasy to jak jej oczami wyglądał wówczas świat, jak widzieli go jej bliscy, sąsiedzi, ludzie z którymi się zetknęła. Takie świadectwo historii. To normalne, że w zależności od osoby mogą one się różnić ale w tym tkwi ich siła i piękno. Czytałam, że wiele osób płakało czytając „Kołysankę z Auschwitz” – nie powiem książka porusza i z pewnością poruszy nie jedną matkę ale wiedząc, że jest to opowieść inspirowana, że autor snuł własne przypuszczenia opierając się na jakiś książkach itp. inaczej ją odebrałam – nie płakałam. A wszelkie zabiegi w celu „pokrzepienia serc” wcale mnie nie pokrzepiły – wywołały inne emocje. Co innego gdyby to było świadectwo, takie jak ludzi którzy wypowiadają się w filmikach dostępnych w internecie lub świadectwa mojego świętej pamięci Dziadka, Babci lub tych Dziadków, którzy żyją. Za każdym razem w Święta Dziadkowie je opowiadali a my mimo iż znaliśmy chcieliśmy słuchać – czasem nawet brat prosił aby Dziadek jeszcze raz opowiedział. Bo to była prawda, prawdziwa historia… i teraz też byśmy jej wysłuchali ale nie ma już kto opowiadać. To świadectwo wstrząsające ale zarazem „piękne” bo żywe i prawdziwe.

        Odnośnie wzruszania się to na książkach rzeczywiście rzadko się wzruszam (jeśli już to opowieści kierowane do młodszego czytelnika i młodzieży w momentach w których najprawdopodobniej czytelnik by się nie wzruszył ale może to wynikać z mojego „wnętrza”). Kiedy widzę obraz to chyba bardziej do mnie dociera ale ja w dzieciństwie potrafiłam wzruszyć się oglądając film przyrodniczy a materiały, reportaże o złym traktowaniu zwierząt, walkach psów itp tego nie oglądam. Ciężko jest mi również kiedy widzę wychudzone dzieci, ludzi… nie tylko obrazy obozowe i wojenne ale współczesne. To nie na moje nerwy, nie na moje wnętrze…

        Dokładnie 🙂 Jednocześnie o ksiązkach można dowiedzieć się śledząc nowości wydawnicze 😉

        Polubienie

      3. Zainteresowała mnie ta seria Barbary Rybałtowskiej, o której wspominasz, chętnie i ja ją poznam.
        „Kołysankę z Auschwitz” mam w planach, nie sądzę żebym płakała przy czytaniu, ale może mnie poruszy…
        Ja to żałuję, że moi dziadkowie zmarli kiedy byłam dość mała i nie mogłam usiąść przy nich i posłuchać tych historii z dawnych czasów… A mieliby co opowiadać… Jak dorosłam to się zaczęłam interesować historiami wojennymi, obozowymi, opowieściami o życiu w czasie, kiedy było tak biednie, tak tragicznie, tak niebezpiecznie, a ludzie nie tracili nadziei. Dlatego zainteresowałam się takimi książkami, bo nie miałam już najbliższych osób, które mogłabym o to zapytać…
        Wiesz, nie da się śledzić wszystkich nowości wydawniczych, ja staram się być na bieżąco, przeglądam strony internetowe wydawnictw, czy księgarni, ale często mi umykają ciekawe książki ;).

        Polubienie

      4. Według mnie wciąga – w mojej opinii książka jest rewelacyjnym scenariuszem na film, tam już niczego nie trzeba dodawać. Kiedy ją czytałam obrazy same przewijały mi się przed oczami i czułam jakbym słuchała opowieści przodków.
        Jestem ciekawa Twojej opinii o „Kołysance..” – bardzo 🙂
        Naprawdę przykro mi nie tylko ze względu na to o czym piszesz ale fakt, że nie chyba nie masz zbyt wiele wspomnień z Nimi związanych. I tak smutno mi się zrobiło 😦 Mocno ściskam ❤
        Masz rację – nie raz i nie dwa człowiek coś przeoczył i jeszcze przeoczy 🙂

        Polubienie

      5. Jak przeczytam „Kołysankę…” to na pewno napiszę kilka słów ;).
        Takie życie, że człowiek rodzi się i umiera… Jedna babcia zmarła jak miałam 1,5 roku, więc nawet jej nie pamiętam, druga jak miałam 5 lat, więc mam tylko pojedyncze wspomnienia. Dziadkowie żyli dłużej, jeden zmarł gdy miałam 15 lat, ale nigdy mi nie opowiadał żadnych historii, drugi coś tam mówił, zmarł zanim skończyłam 18 lat, ale już był w bardzo podeszłym wieku i schorowany, więc nie było takich prawdziwych opowieści… Żałuję tego, ale cóż, taka kolej rzeczy… Nie zmienię nic…

        Polubienie

      6. Przyznam, że po ciuchu na to liczyłam 🙂
        Niektórzy też nie chcą opowiadać – jedni opowiadają bo czują się lżej (bo chcą z siebie wyrzucić) a inni kiedy przypominają te czasy, czują się jeszcze gorzej bo wraca ból. Bo takie historie nie są łatwe. Przemija wiele rzeczy tak jak życie (o czym wspomniałaś) historia pozostaje – teraz to my ją tworzymy.
        Mocno Ciebie ściskam i szczerze… szczerze ❤

        Polubienie

  4. Zauważyłam, że coraz rzadziej się sięga po takie książki. Może to dlatego, że mimo wszystko łatwiej znieść fikcję, że ludziom już się wojna osłuchała. W każdym razie ze wzruszeniem zawsze wspominam wszystkie części prozy Grzesiuk, te o wojnie szczególnie, ale również książkę opisującą czasy powojenne. Nie wiem czy zakłamywał jakieś fakty, może trochę, kto wie. Ale mój brat czytał wszystkie części już kilka razy. Uświadomiłaś mi tym wpisem, że mam ochotę wrócić do Grzesiuka. Może i tą polecaną przez Ciebie książkę przeczytam, choć generalnie ostatnio jest zafiksowana na kryminałach.

    Polubienie

    1. Możliwe, możliwe że ludzie potrzebują „pokrzepienia serc” z drugiej strony fikcje i powieści inspirowane często są naciągane tak aby wywołać wzruszenie jakby sam temat te był wzruszajacy. Wszystko zależy od punktu patrzenia i człowieka. O książkach Grzesiuka słyszałam – podobno to taki „wojenny humor” (najprawdopodobniej próba poradzenia sobie np. z pobytem w obozie), ale że to dobre książki. Sama jeszcze ich nie czytałam ale wiem, że prędzej czy później po nie sięgnę.
      Czy to fikcja? Na pewno jest to punkt widzenia i pojmowania świata autora – to co on widział, czuł, myślał i spisał. Na takie książki musi przyjść odpowiedni czas. Wszystko w swoim czasie, dlatego Ty również nie śpiesz się z tym

      Polubione przez 1 osoba

      1. Im wcześniej po wojnie napisana książka, tym więcej wojennych szczegółów, które można uznać za oddane z realizmem. A Grzesiuk jest w tym oddawaniu rzeczywistości bardzo specyficzny, bo wbrew tematyce humoru tam nie brakuje.
        Co do tego czasu, doboru tematyki, to ja już zauważyłam, że to ona wybiera nas. Ty też tak masz?

        Polubienie

      2. A tedy nie było jeszcze cenzury? Nie było zabronione pisanie o wszystkim – dużo faktów wychodzi po czasie a nawet teraz chociaż czy one rzeczywiście są faktami, czy tylko „nagonką? Nie wiadomo.
        Słyszałam o tym humorze i wspomniałam o nim wydaje mi się, że to próba radzenia sobie z okolicznościami i tamtejszymi realiami.
        Dokładnie. Człowiek czuje to w środku.

        Polubienie

  5. A mi Kołysanka się podobała, o ile można w tych kategoriach mówić o takich książkach…Nie spodziewam się po takich lekturach tego, czego szukam w innych książkach. Dla mnie liczy się też delikatność przekazywanych treści, bo wyobraźnię mam niestety zbyt wybujałą…

    Polubienie

    1. Nie mogę powiedzieć, że „Kołysanka” mi się nie podobała co rozczarowała. Jak wspomniałam pisząc o ksiące w mojej opinii można przeczytać, jednak nie sięgając po nią człowiek zbyt wiele (a może i nic) nie traci. Przeczytać można, bo czemu by nie. Tej książki nie traktowałabym w kategorii „Kołysanki” to zupełnie inna literatura. Wyobraźnia rzeczywiście może zadziałać i działa ale to w przypadku każdej książki w szczególności o takiej lub podobnej tematyce.

      Polubienie

  6. Tak, masz rację, takie książki są naprawdę wartościowe, ponieważ zawierają wspomnienia autentycznych wydarzeń, mówią o przeżyciach autentycznych osób. Dzięki temu dają wyobrażenie, przez co przechodzili nasi przodkowie, przybliżają naszą historię. Podziwiam Powstańców Warszawskich, to pokolenie jest da mnie wzorem. Widać, że książka porusza wstrząsające, przejmujące treści. Napisałaś też piękną, emocjonalną recenzję.

    Polubienie

    1. Zgadzam się i to nic, że są one zasłyszane od kogoś – to nadal świadectwo. To też trochę tak jakby słuchać opowieści dziadków, wujków, ludzi, którzy opowiadają o tym w różnych reportażach… to jest świadectwo historii. Prawda a ludzie zasługują na podziw i szacunek – ja również ich podziwiam, młodzież również. Nie wiem czy obecnie młodzież byłaby na to gotowa, stanąć w obronie kraju, walczyć o wolność. Nie wiem czy ja zdobyłabym się na taką odwagę. Ciężko jest mi sobie to wyobrazić. I ciężko było napisać recenzję nie czując w sobie tylu emocji, myśli… nadal one kłębią się we mnie… Zauważyłaś i poczułaś… :*

      Polubienie

      1. 😀 No nie, aż taka spostrzegawcza to ja nie jestem 🙂 Chodziło mi tylko o to, że zauważyłam, iż napisałaś o tej książce w sposób bardzo uczuciowy. Podoba mi się to, jak ktoś potrafi, tak jak Ty, z taką szczerością i prostotą wyrazić uczucia, które wzbudziła w nim książka. Uważam, że emocjonalna recenzja to nic złego, a przeciwnie, lubię taki sposób pisania. Emocji nie trzeba się wstydzić.

        Polubienie

      2. Z pewnością czytasz, patrzysz i czujesz (nie co niektórzy, że nawet nie chce im się spojrzeć na zdjęcie i przeczytać co widnieje na okładce). Szanujesz czytelnika – każdego a do tego masz „dar” empatii bo nie każdy jest w stanie poczuć emocje i jesteś szczera – szczera w tym co piszesz, mówisz. To w jaki sposób powstają moje wpisy wychodzi ze mnie – samo. Nie planuje tego, chociaż bywa, że wpis analizuje, wycinam, poprawiam, skracam bo wydaje mi się za długi – takie wypracowanie (i myślę sobie, że nieliczny przeczytają 1-2 osoby). Emocje…te zawsze w sobie tłumiłam

        Polubienie

      3. Ogromnie pozytywne słowa na mój temat… Sama nie wiem, czy zasługuję… Ale bardzo dziękuję. Z pewnością jednak jest więcej osób, o których można to powiedzieć!
        To ciekawe, bo piszesz, że tłumisz w sobie emocje, a mnie zawsze Twoje wpisy wydają się emocjonalne – takie ciepłe. Może te uczucia jednak jakoś się z Ciebie „wydobywają”?
        Ściskam! 🙂

        Polubienie

      4. Napisałam co czuję – szczerze. Nie prowadzę bloga od dziś i już potrafię wyczuć kto zagląda tutaj z sympatii, kto czyta i dopiero wtedy coś napisze a kto wchodzi aby wejść (np. z poczucia obowiązku, ponieważ wcześniej ja odwiedziłam blog tej osoby lub abym zajrzała do niej). Szanuję wszystkich czytelników i ich wybory (rozumiem, że człowiek nie zawsze ma czas wszystko dokładnie czytać) ale być może sama wiesz jakie myśli czasem same pojawiają się w głowie, kiedy ktoś komentuje trochę nie na temat. I pewnie sama wiesz jakie to miłe uczucie, kiedy ktoś wnikliwie skomentuje wpis, można powiedzieć, że „wejdzie” w niego. Nie wiem czy wiesz co mam na myśli. I tutaj masz rację – mogę jeszcze o kimś tak napisać i dziękowałam im za to – może nie tymi samymi słowami ale dziękowałam.:) Jednocześnie tak jak wspomniałam każdy czytelnik jest dla mnie mile widziany i każdego szanuje za czas, który poświęca na to miejsce, bo przecież nie musi a jednak to robi, nawet jeśli nie czyta. I to nie jest tak, że chciałabym kogoś wyróżnić czy faworyzować… ponownie myśli i emocje same ze mnie wyszły…

        Być może „uwalniają” się w słowie pisanym, dlatego od kiedy pamiętam coś pisałam (takie pseudo „wiersze”), bo tak było mi łatwiej – łatwiej niż słowami. W ten sposób to samo wylewa się z człowieka.. Nie wiem..
        Miłego wieczoru 🙂

        Polubienie

  7. Gdyby choć kilka osób zastanowiło się do czego prowadzi rozniecanie nienawiść, odczuło to, co odczuwali ludzie podczas wojny – może lepiej zrobiłoby się wokół nas. Dlatego cieszę się, że przywołałaś tę tematykę wybraną pozycję. Pozdrawiam 🙂 – Anka

    Polubienie

  8. Przy takich wpisach aż pęka mi serduszko, bo tak piszesz, że człowiek się wzrusza na samą myśl i nie dokończył jeszcze czytać a już wkłada buty i biegnie do księgarni… A ja siedze i nie wiem co mam robić, bo nienawidzę książek o czasach wojennych. Wiem, że mnie znudzi, że mi się nie spodoba, że wcale nie będę zadowolona z lektury. I cóż robić?

    Polubienie

    1. Nie wiem co mam powiedzieć… Chyba nie da się poruszać takich i podobnych tematów bez emocji – one same udzielają się człowiekowi, tlą w nim i kłębią. Nie wiem czy to po części również zasługa tego w jaki sposób się o nich pisze ale jeśli pozytywnie odebrałaś mój wpis to mi miło. Przyznam, że chciałam wprowadzić trochę nostalgii, refleksji ale przede wszystkim podziwu i szacunku do tych osób, bo to byli odważni ludzie. Jednocześnie rozumiem Twoje upodobania czytelnicze, które z pewnością wynikają również z tego w jaki sposób przeżywasz dane książki. Czy książka Ciebie zanudzi? Możliwe. Jeśli jednk lubisz świadectwa i fakty – relacje niczym z opowieści dziadków i babć, możliwe, że będzie odwrotnie. Można sprawdzić wypożyczając książkę z biblioteki.

      Polubienie

    1. Wiem o której okładce mówisz – widziałam ją kiedyś w internecie. Rzeczywiście nieciekawa i jeśli ktoś ocenia ksiązkę po okładce to najprawdopodobniej po nią nie sięgnie. Dobrze, że zdecydowano się na wznowienie w „lepszej” oprawie graficznej – to może sprawić, że ludzie zaczną zwracać uwagę na tę publikacje a warto.

      Polubienie

  9. Zawsze mnie smucą i poruszają takie historie. Ale uważam, że to obszar wiedzy, którą każdy obowiązkowo powinien pogłębiać.

    Polubienie

    1. Cieszę się, że udało mi się wzbudzić Twoją ciekawość. Według mnie książka jest warta tego aby poznać jej treść, chociaż jej lektura nie należy do najłatwiejszych. Będzie mi miło jeśli podzielisz się swoją opinią po lekturze tej książki.

      Pozdrawiam i życzę miłego weekendu 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s