Książki · Świat gier

„Bajki kameruńskie” s. Tadeusza Frąckiewicz, wyd. Espirt |Gra Kaleidos od Trefl Joker Line

Rozpoczął się weekend a to dobra okazja aby spędzić czas z bliskimi np. z książką i/lub przy wspólnej grze. Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam podróż na inny kontynent – odległy, dziki i gorący. Tam gdzie żyją lwy, żyrafy, słonie a kultura i zwyczaje są inne od tych znanych nam w Polsce.
Jest jeszcze gra. Co powiecie na rozgrywkę w której znaczenie ma nasza spostrzegawczość, umiejętność kojarzenia faktów a także czas? Do tego należy dodać emocje i przede wszystkim dużo śmiechu i zabawy. ^_^Stali czytelnicy bloga oraz Ci, którzy mnie znają wiedzą, że od najmłodszych lat fascynowały mnie inne kultury (w szczególności starożytność) oraz baśnie przeróżnych narodów. To nie tylko ciekawe i wciągające historie z morałem ale przede wszystkim niesamowita podróż do zakątków świata, których najprawdopodobniej wielu z nas nigdy nie zobaczy na własne oczy jak również możliwość poznania tamtejszej kultury. Wszystkie mają swoją tradycje, historie i ukazują ważne wartości w życiu.OLYMPUS DIGITAL CAMERA  „Bajki kameruńskie” to zbiór 11 opowieści dzieci adrykańskich zebranych przez misjonarkę s. Tadeuszę Frąckiewicz (ze Zgromadzenia Sióstr św. Dominika). Opatrzone wstępem w którym siostra pisze o pochodzeniu tych opowieści, tak na prawdę trudno nazwać bajkami. Nie są to historie znane z ekranów telewizora, czy słodkie opowiastki do poduszki, które kiedyś słyszeliśmy od naszych Babć i Mam przed snem. To historie wywodzące się z tradycji i kultury ukazujące je jak również wartości jakimi kierują się mieszkańcy plemienia żyjącego w Kamerunie (bo stąd pochodzą te opowieści).OLYMPUS DIGITAL CAMERA  Bohaterami tych opowieści są zarówno ludzie jak i zwierzęta, zjawiska przyrody oraz duchy charakterystyczne dla regionu oraz kultury z których się wywodzą. Nic dziwnego, że spotkamy w nich między innymi wielbłąda, jeżozwierza, czy inne. Mimo iż są różne i każda z nich opowiada o czymś innym łączy je jedno – poruszają i przekazują ważne wartości, które były, są i zawsze będą aktualne w życiu. Prawdziwa miłość, przyjaźń, szacunek, zaufanie, szczerość, wspólnota i prawda to tylko niektóre z mądrości, które w sobie skrywają. Ponadto dzięki personifikacji zwierząt i zjawisk przyrody ukazują cechy ludzkie np. głupotę czy naiwność.OLYMPUS DIGITAL CAMERA  Opowiadania te nie tylko uczą ale również pokazują życie afrykańskich dzieci, które różni się od tych żyjących w Europie. Inaczej postrzegają świat, w pewnych sytuacjach inaczej się zachowują i zupełnie inaczej wygląda ich codzienne życie. W Afryce rodziny mieszkają w lepionych domkach, tata wyrusza na polowanie a dziećmi często opiekuje się „mamka”. Ponadto najmłodsi całe dnie spędzają na dworze i inaczej wyglądają ich wspólne wieczory. Tam ludzie wieczorami siadają w okręgu przy ognisku naprzeciw gawędziarza i słuchają a w te opowieści często wplecione są przyśpiewki. U nas w Europie w dobie internetu rodzinne wieczory wyglądają zupełnie inaczej. I to nie tylko to. Te różnice widać już na pierwszy rzut oka co z jednej strony jest ciekawą przygodą a z drugiej zachęca do rozmów z dziećmi na ten temat i wyjaśnianiu im tych różnic.OLYMPUS DIGITAL CAMERA „Bajki kameruńskie” to przede wszystkim tradycja, historia i cała mądrość życiowa tamtejszego regionu. Przy pomocy tych opowieści dzieciom przekazywano prawdy życiowe, wzorce, to co jest najważniejsze i czym należy kierować się w życiu – jak należy żyć. Każda z tych opowieści zakończona jest cennym morałem. To podróż do innego świata nie tylko baśniowego ale przede wszystkim kulturalnego. Wartości jakie ze sobą niosą są uniwersalne i ponadczasowe – szkoda, że tak dużo ludzi o nich zapomina.

Tytuł: Bajki kameruńskie | Autor: s.Tadeusza Frąckiewicz | Wydawnictwo: Espirt | Stron: 128 | Okładka: Twarda

~Informacje ~
Tytuł:
Kaleidos
Wydawca:
Trefl Joker Line
Wiek graczy:
8+
Ilość graczy: 
2-4
Czas gry:
2-30 minut
Cena:
85 zł

~ Zawartość pudełka ~

20 ilustrowanych plansz
4 tekturowe sztalugi
4 ołówki
talia kart
notes
klepsydra
instrukcja
~ Wygląd ~
W kartonowym pudełku znajdziemy 20 dwustronnie ilustrowanych plansz z ilustracjami Eleny Prette. Każda z nich wiążę się z określoną scenerią (dżungla, garaż, wnętrze statku kosmicznego….) wypełnionych przeróżnymi detalami –  niektórych z nich ciężko dostrzec na pierwszy rzut oka.

Dodatkowo umieszczono tutaj tekturowe składane „sztalugi” na których gracze układają swoje obrazy a także karty z niemalże każdą literą polskiego alfabetu.
W zestawie jest również notesik oraz cztery ołówki do zapisywania swoich wyników w grze oraz klepsydra odmierzająca czas zabawy.

~ Cel gry ~
Celem gry jest odszukanie jak najwięcej liczby przedmiotów na literę, którą wylosowaliśmy w określonym czasie (czas odmierza klepsydra). Nową rundę rozpoczyna się od umieszczenia na sztaludze kolejnej ilustracji. Gra trwa 10 rund, czyli tyle ile jest kolorowych plansz.

~ Przygotowania do gry ~
Każdy z graczy otrzymuje swoją sztalugę, kartkę z notesu oraz ołówek. Następnie wszyscy układają na swojej sztaludze obrazek z numerem 1. Talię kart liter należy potasować.
~ Jak grać ~
Jeden z graczy odwraca pierwszą kartę z talii kart liter obrazkiem do góry jednocześnie przekręcając klepsydrę. Od tego momentu wszyscy zaczynają zapisywać obiekty których nazwa rozpoczyna się na wylosowaną literę i które znajdują się na ilustracji. Kiedy piasek w klepsydrze przesypie się ołówki zostają odłożone. Następuje podliczenie punktów.

W grze nie ma ustalonych zasad odnośnie tego jak zapisywać przedmioty np. jeśli na ilustracji widzimy konia możemy nazwać go klaczą, ogierem lub kobyłą. Wszelkie wątpliwości odnośnie nazewnictwa należy uzgodnić z pozostałymi graczami. Dodatkowo aby zmniejszyć poziom trudności, możemy przed rozgrywką umówić się na wydłużenie czasu na każdą rundę.

~ Zakończenie gry ~
Po przejściu wszystkich rund podliczamy punkty. Wygrywa gracz z największą ilością punktów.
Punktacja:
– za każdy unikatowy obiekt gracz otrzymuje 3 punkty
– za każdy obiekt, który powtórzył się u innego zawodnika gracz otrzymuje 1 punkt

~ Wrażenia ~
Pierwsze co wpada w oko po otworzeniu pudełka z grą to jego wielkość. Według mnie jest za duże w stosunku do wszystkich elementów gry i wypełnione pustym powietrzem. Z drugiej strony wszystkie elementy są starannie wykonane a karty z obrazami dopracowanie. Każda z nich posiada swój motyw przewodni np. „Dżungla” i została zapełniona elementami z nią związanymi. Nie wszystkie widać od razu – bardzo często należy dokładnie się przyjrzeć a nawet i to nie gwarantuje, że każdy dostrzeże to co skrywa się np. za listkiem.
Rozgrywka jest szybka a dzięki presji czasu może dostarczyć sporo emocji. Klepsydra odmierza czas i graczom zależy na zapisaniu jak najwięcej poszukiwanych przedmiotów, jednak mózg zaczyna wariować – odmawia posłuszeństwa. To co na początku wydawało się być banalnie proste („Szukanie obrazków – nic więcej”), zmienia się w prawdziwe wyzwanie. Na prawdę trudno skoncentrować się na poszukiwaniu przedmiotu, wiedząc, że czasu jest coraz mniej. Czasem w ciągu kilku sekund dostrzeżemy np. sześć przedmiotów a innym razem dwa. Może zdarzyć się również, że nasze oczy dostrzegają tego, czego szukamy, ale nie będziemy w stanie podać pasującego skojarzenia.
Kaleidos to przyjemna gra rodzinna – w naszym odczuciu tak na prawdę bez większych granic wiekowych. Mogą przy niej miło spędzić czas zarówno dzieci, młodzież jak i dorośli (grając z dzieciakami można wydłużyć czas poszukiwań np. o dwa lub trzy przesunięcia klepsydry). W grę z powodzenia zagramy również w większym gronie niż limit, który zaleca wydawca. Z jednej planszy obrazu mogą korzystać jednocześnie dwie osoby jak również idąc za głosem twórców gry rozegrać wariant drużynowy w którym gracze wspólnie szukają obiektów.
Kaleidos to gra familijna, którą można wyciągnąć podczas rodzinnych uroczystości. My bawiliśmy się bardzo dobrze i nie raz rozgrzaliśmy mózg do czerwoności. Dzięki prostym zasadom można wciągnąć w nią każdego, choć nie  gwarantuje, że każdy będzie tak samo zadowolony.

Gra nie tylko dostarcza rozrywki ale również ćwiczy spostrzegawczość, słownictwo i skojarzenia a jeśli zagracie w nią np. w języku angielskim, rosyjskim lub hiszpańskim (w obcym języku wypisując przedmioty) również naukę języka. Wadą jest sugerowana cena (można kupić taniej), mała ilość planszy ilustracji (szkoda, że nie ma ich więcej) jak również fakt, że po pewnym czasie jak wszystko gra może się „przejeść” a gracze nauczyć planszy na pamięć

Plusy
♦ jasna instrukcja
♦ proste zasady
♦ elastyczność zasad
♦ bardzo dobra gra familijna
♦ gra bez granic wiekowych
♦ możliwość gry drużynowej
♦ szybka rozgrywka
♦ wciągająca rozgrywka
♦ ćwiczy spostrzegawczość, słownictwo i skojarzenia
♦ emocje podczas zapisywania i sprawdzania typów
♦ przypomina grę „Państwa-Miasta”
♦ możliwość gry w języku angielskim

Minusy:
♦ sugerowana cena
♦ za duże pudełko
♦ za mało kart z ilustracjami
♦ po pewnym czasie gra może się „przejeść”

Ocena: 5/6http://mamajanka.blogspot.com/2016/02/grajmy.html

ilustracje z https://www.boardgamegeek.com/

Reklamy

95 myśli na temat “„Bajki kameruńskie” s. Tadeusza Frąckiewicz, wyd. Espirt |Gra Kaleidos od Trefl Joker Line

  1. Książką jestem oczarowana i sama chętnie bym ją przeczytała. Gra jest.. delikatnie mówiąc zajefajna. Bardzo mi się spodobała 🙂

    Polubienie

      1. Dziecinna? Nie wydaje mi się, chociaż ilustracje mogą tak sugerować. Jak wspomniałam w recenzji kiedy zegar tyka „tik-tak” mózg płata figle i niekiedy ciężko jest znaleźć prawidłowe skojarzenie a i na pierwszy rzut oka od razu wszystkiego nie widać 😉

        Polubienie

      2. Oczywiście. Rozumiem. Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoją opinią – jest ona dla mnie ważna 🙂
        Jakby co zapraszam do siebie na kilka partyjek xD :*

        Polubienie

      3. Bardzo mi miło 🙂 Z wypiekami staram się chociaż nie śmiem porównywać się do Pandek – One dopiero wypiekają ❤ Niemniej ciesze się, kiedy Komuś smakuje i mam nadzieję, ze Tobie również by posmakowało. Miałabyś jakieś życzenie odnośnie ciasta lub ciasteczka? 🙂 Swoją drogą ja również z przyjemnością spróbowałabym Twojego wypieku jak również zagrała w grę, którą byś zaproponowała 😉

        Polubienie

      4. Ojj ja bym chętnie sprobowala tej Twojej kremowki co ostatnio wrzucalas. A jesli chodzi o grę to zawsze świetnie się bawie kiedy gram w zgadnij kto to, postaw na milion czy zwykle monopoly 😀

        Polubienie

      5. Jej przygotowanie nie jest skomplikowane – z przyjemnością zrobiłabym jeszcze raz 🙂
        Monopoly nie mam ale mam coś na wzór tej gry 🙂 W Zgadnij kto jako dziecko grałam w szpitalu 🙂

        Polubienie

  2. Myślę, że bajką mój synek byłby zachwycony.. i nie tylko on, wbrew pozorom dorośli też chętnie do ciekawych bajek zaglądają 🙂 Gra fajna, ale na przyszłość.. od 8 lat nie bez przyczyny, bo i słownictwo i ilość szczegółów na razie dla nas na zbyt wysokim poziomie. Miłego weekendu 😊

    Polubienie

    1. Jak najbardziej. Ja od dziecka uwielbiam baśnie z przeróżnych zakątków świata, podania, mity, legendy – to możliwość poznania tamtejszej kultury i świata 🙂
      Kaleidos jest jeszcze w wersji Junior 😉

      Polubienie

      1. Też mnie zawsze ciekawiły inne kultury i światy, lubię poczytać i mam nadzieję że Mały też się wkręci 🙂 Co do gry dobrze wiedzieć, ale jeśli koszt też 85 zł to trochę za drogo..

        Polubienie

      2. Jak najbardziej – przyjemne z pożytecznym i rozrywką 😉
        Niestety Kaleidos Junior to ok 80zł ;/ To na prawdę drogo i tak sobie pomyślałam, że samemu można by zrobić podobną grę: wydrukować z internetu kolorowe ilustracje lub posługiwać się tymi z książeczek dla dzieci, na karteczkach napisac literki a w sklepie z zabawkami kupić małą klepsydrę… jest zabawa 😉

        Polubienie

  3. Lubię takie zabawy na spostrzegawczość, aczkolwiek do tego typu gier mam mieszane uczucie – o ile do zwykłych planszówek można wrócić nawet po latach, tego typu gry mogą się ograć. Jeśli już grasz któryś z kolei raz i znasz układ tych obrazków, może się to znudzić po pewnym czasie. Takie odnoszę wrażenie, nie twierdzę, że na pewno tak jest;)

    Polubienie

    1. Myśląc logicznie masz rację i rzeczywiście tak może być, z drugiej strony wszystko zależy od graczy i wychodzi z czasem. Warto by wprowadzić do gry jakieś urozmaicenia, wariant, który sprawdziłby się praktycznie zawsze 😉

      Polubienie

  4. Takie książki wartościowe i z morałem bardzo lubię. Nie słyszałam jeszcze o niej, a widzę, że warto zwrócić na nią uwagę. Gra też mogłaby mi się spodobać. Ostatnio gram w planszówki coraz częściej, w tę również bym zagrała. 🙂

    Polubienie

    1. Książka nie była promowana w mediach (a przynajmniej nie głośno), dlatego miałas prawo nie słyszeć – sama dowiedziałam się o niej przypadkiem. Gracie w planszówki? Upatrzyliście sobie ulubione tytuły? 🙂

      Polubienie

    1. Ilustracje są proste ale piękne w tej prostocie – nadają klimatu. Moja Mama powiedziała, że są piękne (zachwycała się nimi) a same bajki mądre i przyjemne. Kto wie – może spodobałyby się nie tylko chrześniakowi? 🙂

      Polubienie

  5. „Rozpoczął się weekend a to dobra okazja aby spędzić czas z bliskimi np. z książką i/lub przy wspólnej grze” – albo na przespanie połowy soboty, jak ja ;D Do dziś dziś u nas leje jak z cebra, a miała być randka i dobre jedzonko…

    Kamerun, bajki i siostra zakonna… Od razu stanęła mi przed oczami jedna z najwspanialszych, najcudowniejszych i najcieplejszych osób, jakie miałam szczęście poznać w swoim życiu (choć nie osobiście). Siostra Judyta. Nie ma jej już kilka lat, a wciąż ją pamiętam. I jej kameruńskie opowieści.

    Polubienie

    1. Można ten czas przeznaczyć na sen i regeneracje – mózg odpocznie w szczególność po zapracowanym tygodniu 🙂 Można i tak… A randka jest zapowiedzią niezapomnianego i cudownego wieczoru, wspomnień.. będzie pięknie. Pewnie nie możesz się doczekać 🙂

      Siostra o której piszesz i która nosisz w sercu opowiadała takie bajki/opowieści? To musiała być na prawdę wyjątkowa osoba, że zapisała się w Twoim sercu ❤

      Polubienie

      1. Miała być randka na mieście. Spacer po rynku, może nad Wisłą, potem przycupnięcie w jakiejś knajpeczce, a tak to siedzimy w domu jak te ciućmoki. Zamiast randki zaraz zjemy nieromantyczny krupnik, a potem obejrzymy jakiś film. Tyle z randki 😉

        Tak. To była absolutnie wyjątkowa osoba. Podsyłam Ci link do jej bloga i gorąco zachęcam do poczytania w wolnej chwili jej opowieści: http://lavieestbelleijatez.blogspot.com/ Ostatnie notki to, wiadomo, niestety pożegnanie, ale te wcześniejsze, z samego serca gorącego kraju, są piękne. Proste i piękne.

        Polubienie

      2. A co się stało, że plany odwołane? Brak sił czy ochota przeszła? Możecie sobie zrobić romantyczny wieczór w domu – we dwoje i z kotem. Może być miło i wierzę, że będzie – nawet z krupnikiem, który na pewno wyszedł Ci smaczny i z filmem (wybierzcie jakiś fajny) 🙂

        Z największą przyjemnością przeczytam – zacznę jutro przy niedzieli. Dziękuję za podanie linku ❤ Te ostatnie wpisy… chyba się rozkleję ale i to jest człowiekowi potrzebne – takie oczyszczenie.
        Możliwe, że widziałam jakiś filmik z siostrą na YouTube?

        Polubienie

      3. Lało cały dzień, więc po prostu siedzieliśmy w domu. W taką pogodę co za radość wychodzić? 🙂 Za to oglądnęliśmy kilka odcinków „Kronik Frankensteina”. Ot, taka sobota. I miałam poczytać, ale w efekcie wyjęłam książkę z półki („Domek z piernika”) i tyle było czytania…

        Nie kojarzę, żeby Judyta coś nagrywała. Wydaje mi się, że ograniczała się tylko do pisania, ale głowy nie dam sobie uciąć.

        Polubienie

      4. Niektórzy lubią spacerować w deszczu ale to prędzej człowiek złapie jakiegoś wirusa. U nas była ładna pogoda, troszkę popadało w nocy ale dzisiaj bez deszczu i słońce przebija. W domu również można odpocząć w szczególności z ukochaną osobą 🙂 Nie znam serialu o którym piszesz. To jakaś nowośc? 🙂

        Jakby nie było przysiądę i poczytam. Dziekuję 🙂

        Polubienie

      5. Nie, sprzed kilku lat ten serial. Dziś go skończyliśmy, cała niedziela nam na tym zeszła 😁 Miałam pisać artykuł o fibrynie, ale tak nie miałam głowy, że przesunęłam to na jutro rano 😊

        A gdybym wiedziała od razu, że nic konkretnego dziś nie zrobię, wyciagnęłabym P. na Veganoc. Dopiero dziś się dowiedziałam, że ma się odbyć. Poszłabym :/

        Polubienie

      6. Jeden odcinek, drugi odcinek, trzeci odcinek… nie dało się przerwać. Wciągający 🙂 Teraz oglądamy „I nie było już nikogo”, ale to też wciągniemy na jeden raz. Skończymy przed północą, akurat przed snem. I kolacją 😉

        Dopiero dziś dowiedziałam się, że w ogóle jest coś takiego. Można było przynieść jakieś swoje wegańskie jedzenie, albo dać 20 zł i jeść ile wlezie. Teraz żałuję, że się nie wybrałam, ale wierzyłam, że uda mi się popracować 🙂

        Polubienie

      7. Wciągnęliście jedną dziurką od nosa? xD

        To na podobnej zasadzie działa Vegamania z tą różnicą, że ja słyszałam o swoim jedzeniu (ciekawe ile trzeba by przynieść) lub 10zł za wstęp (przeglądając internet ludzie trochę jedzenia z Vegamanii wynosili:P) 😉

        Polubienie

      8. Nom 🙂 A teraz biegnę kończyć ten drugi serial. Zginęło już kilku bohaterów, a piszę na lapku i zerkam jednym okiem. Wracam, bo nie będę wiedzieć o co chodzi 🙂

        O, byłam na paru Weganmaniach i nawet nie wiedziałam (pewnie nie doczytałam), że można tak zrobić. ZA każdym razem wchodziłam i kupowałam co mi tam pasowało. Jak już udało mi się dopchać i zdecydować 😉

        Polubienie

      9. Tak jak w książce (bo to na podstawie powieści?) Z dzieciństwa pamiętam wersję czarno-białą – takie urywki. Życze miłego wieczoru z serialem – niezapomnianych wrażeń i emocji 🙂

        Warto również zapytać ile tego jedzenia trzeba przynieść aby wejść za darmo – z pewnością nie 2 naleśniki ale pewnie z jedno ciasto. Wydaje mi się, że chodzi o to aby podzielić się z innymi, jednak mogę być w błędzie. Sama wiem z opowieści bo na Veganmanie mi nie po drodze ale słyszałam, że tam jedzenie rozchodzi się jak świeże bułeczki xD Takie smaczne? 🙂

        Polubienie

      10. Nawet nie wiedziałam, że to na podstawie powieści 😀 I to jeszcze samej Agathy. Podobał mi się ten mini serialik, naprawdę nas wciągnął.

        Na Weganmanii zawsze umierałam z głodu, bo robiłam kilka rundek po całej sali i nie miałam pojęcia, co wybrać. Wszystko takie piękne, tak pachniało… Znakomita większość mi smakowała, bodaj raz trafiłam na coś, by było po prostu nijakie.

        Polubienie

    2. Jeśli mówimy o tym samym serialu (zaproszenie do rezydencji na odludziu, 10 osób z których po kolei każdy ginie) to tak. Wcześniejszy tytuł to „Dziesięciu murzynów” ale został ocenzurowany 😉

      Jeśli byłaś głodna żołądek powinien podpowiedzieć albo brać wszystkiego po trochu, chyba że ceny odstraszały xD

      Polubienie

      1. Tak, to ten serial.

        Za dużo tego było, żeby spróbować wszystkiego. Ceny też średnie, ale do tego zdążyłam się już na takich imprezach przyzwyczaić 🙂

        Polubienie

      2. Jeśli jeszcze „stary” to pamiętam z dzieciństwa 🙂
        Czytałam też książkę i znałam rozwiązanie xD

        Zorganizować taką imprezę również kosztuje ale ciekawe na co idą pieniądze, które zostają? Może na jakiś szczytny cel? 😉

        Polubienie

      3. Ten jest bodajże z 2015 roku.

        Mam nadzieję, ale szczerze powiem, że nie wiem. Kojarzę, że na każdym, na którym byłam, widziałam Otwarte Klatki, ale tak o, to było jedno ze stoisk.

        Polubienie

      4. Poleciłabym Ci ten serial, ale już znasz rozwiązanie zagadki 🙂

        Przed następną Vega. przygotuję się lepiej 🙂 Za to między innymi kocham moje miasto – jest w nim coraz więcej wega i wega knajpek i restauracji, a do tego odbywa się tutaj coraz więcej takich fajnych festiwali. Aż się czasem zapominam, kiedy wyjeżdżam gdzieś dalej i łapię na zdziwieniu, że nie mogę znaleźć dla siebie nic poza wega kebabem, który jest po prostu suchą bułą z samą kapustą. Tak było np. w Żywcu ubiegłego lata :/

        Tak w ogóle to wciąż zapominam Ci napisać, że odnotowałam, jak piszesz o fajnych miejscach w Zamościu 🙂 I chciałam podpytać, czy mogłabyś polecić jakąś jadłopodajnię 🙂 Myślę, że wybierzemy się tam w trakcie urlopu na jakąś małą wycieczkę, więc można by skoczyć gdzieś na jakiś obiad. Sprawdzałam tamtejsze restauracje, ale do każdej ktoś tam się przyczepił, więc póki co jestem sceptyczna 🙂

        Polubienie

    3. Zawsze mogę udawać, że nie wiem. Poza tym jeśli serial jest dobrze nakręcony i wciąga (Ciebie wciągnął) to nie przeszkadza 🙂

      W moim mieście niestety nie ma i zastanawiam się czy w ogóle wiedzą co to takiego wegetarianizm, czy weganizm. Jednak coraz więcej osób w Polsce jest uświadomiona. Kiedy byłam ostatnio w Zamościu odkryłam nowo otworzone bistro z cateringiem. Można zamówić tam dietę pudełkową z wyliczonymi kaloriami (chyba 3 opcje – 5 posiłków z podaną kalorycznością) jak również zjeść coś na miejscu w lokalu (na kwiecień zamknęli). Nie zachodziłam tam ale po powrocie do domu weszłam na ich fanpage. Lokal istnieje mniej więcej od grudnia bo w grudniu zaczęły pojawiać się pierwsze opinie. Proponują dietę pudełkową o czym wspomniałam a na miejscu w lokalu zestawy obiadowe. Zawsze są dwa: wersja mięsna oraz wegetariańska i bez glutenu. W taki zestaw wchodzi zupa, drugie danie i smoothie a cena to 22zł.
      Ludzie chwalą za smak, świeżość, zdrowe podejście do tematu, zbalansowane posiłki, porcje (tutaj pojęcie duża porcja o czym napisały dwie kobiety to pojecie względne – dla każdego będzie oznaczać do innego) ale również wersje wege i bezglutenową. Inne restauracje oferują np. pierogi ale kto tam przejmuje się glutenem. W tym lokalu np. na drugie jest zapiekanka pasterska, makaron, gołąbki , nadziewany bakłażan…. Apetycznie to wygląda 🙂 Wiem co zjem na Starym Mieście w Zamościu (Ormiańska), tylko od kwietnia lokal zamknięty – nie wiem do kiedy 😦 Ale mają fanpage na facebooku i insta to można poczytać 🙂 Nie wiem czy polecam bo tam nie jadłam i nie wiem czy np. można zamówić tylko jedno danie (nie pijam smoothie i nie jem na raz zupy oraz drugiego).

      Jeśli chodzi o inne miejsca to ja nie jadłam w żadnej restauracji bo ceny są wysokie. Za drugim razem znalazłyśmy BAR ASIA (ul. Stanisława Staszica 6) coś na wzór mlecznego baru – zawsze zamawiałam pierogi lub kopytka. Pierogi i kopyta jak domowe – kopytka po 7zł za porcje a pierogi 8 pierogów po 8zł. Do tego brałam zestaw surówek za 5 zł (za okienkiem ustawione są surówki, więc można wybrać) a mama brała kompot. Nasze obiad był w cenie ok 12-13zł. Tylko jeśli chodzi o pierogi to ja prosiłam bez tłuszczu a tak prosto z wody bo najczęściej polewają skwarkami, chociaż czasem cebulką ale można poprosić o masło, sos grzybowy lub śmietanę. Jednak nigdy się nie zatrułam i tam większość ludzi się żywi. W sezonie ok. 13-14 kiedy jest obiad duży ruch – zresztą zawsze tam ktoś jest i to sporo. Uczniowie wracają ze szkoły idą na obiad, ludzie z pracy idą na obiad i biorą na wynos do domu, w trakcie pracy rówież. W wakacje przychodziły dziewczyny pracujące w restauracjach i brały obiad na wynos dla siebie i pracowników – nie jadły u siebie. Dla porównania pierogi w restauracji kosztują 14zł – bez surówki.
      Tam widać, że takie swojskie jedzenie i robione a nie z mrożonek – jak w barze mlecznym 🙂 Oczywiście są również ziemniaki, kasza gryczana, bigos, kotlety, ryba, marchewka z groszkiem jak również wersje śniadaniowe: kakao, mleko, jajecznica, naleśniki… kawa, herbata itp 🙂 A na opinie nie ma co patrzeć – jedna kobieta porównywała właśnie ten bar to restauracji a przecież to trzeba oceniać w innych kategoriach 🙂

      A odnośnie tego cateringu to jak wspomniałam nie jadłam ale w przyszłości jak będę w Zamościu to chyba tam zajdę i coś zjem o ile to nie będzie makaron bo nie lubię 😉 Jednak opinie są pozytywne (na facebooku same 5) i jest opcja wegetariańska co bardzo mnie cieszy. Nie wiem kiedy lokal zacznie działać ponownie – w tej chwili ulepszają i pracują (może remont), trzeba śledzić fanpage gdybyś chciała tam zjeść a jeśli będzie zamknięty bar Asia mogę polecić. Wprawdzie jadłam tylko tam ale nie zatrułam się i było smaczne (tylko zamawiając pierogi mówić ze bez tłuszczu ew. zapytać czy można polać przesmażoną cebulką bo czasem tym polewają). A pierogi mają ruskie, z kaszą i twarogiem oraz z soczewicą. Mama zawsze brała te z kaszą i twarogiem i jej smakowały 🙂

      PS Za pierwszym razem jadłyśmy też w jakimś barku bo nie wczytałam się w internet i nie wiedziałam o tym barze Asia. Przechodziłyśmy koło niego i go nie widziałyśmy 😛 Zjadłyśmy gdzie indziej gdzie wszystko było na wagę a pierogi z mrożonki – zapłaciłyśmy więcej niż potem w Asi a porcje były mniejsze a by głodne i jeszcze coś nie tak z żołądkiem. Coś nam mówiło aby może tam nie jeść bo praktycznie ludzi nie było ale głodne już byłyśmy a też nie chciałyśmy zbytnio przepłacać w restauracjach i może to był błąd? Niemniej Bar Asię oblegają – nie wiem jak z tym cateringiem/lokalem o którym wspomniałam.

      Ale się rozpisałam – mam nadzieję, że wyłapałaś to co najważniejsze xD

      Polubienie

      1. Oooo, bardzo dziękuję za taki treściwy komentarz! 🙂 Upewniłaś mnie, że dobrze myślałam o tym barze Asia. Początkowo nie bardzo chciałam, no bo to bar, a bary raczej są takie same wszędzie, ale skoro mówisz, że tam fajnie karmią… No i do tego są tam pierogi z kaszą i twarogiem, no to nie ma co się zastanawiać 🙂

        Dziękuję Ci raz jeszcze! 🙂

        Polubienie

      2. Nie ma za co – jakoś tak wyszło. Pewnie już zauważyłaś, że jeśli się rozpisze to na maksa xD A tutaj chciałam być szczera i dokładna (pomijając fakt, że pisałam ten komentarz po raz drugi). Czytałaś o barze Asia i brałaś go pod uwagę? 🙂 To nie jest bar typu fast-food a takiej stołówki, jadłodajni. Jak już napisałam ludzie biorą na wynos, do domów (bo po pracy nie mają czasu gotować), wycieczki wykupują karnety a nawet ludzie żywią się kiedy przyjeżdżają do Zamościa na kilka dni. Może w godzinach szczytu jest troszkę szumu ale to normalne, kiedy nazbiera się dużo ludzi – obsługa przyjemna, szybka… Raz byłyśmy w tym barze Zimą i przyszedł staruszek – wyglądał na ubogiego. Podeszła do niego pracująca tam Pani i powiedziała aby chwilkę poczekał i potem przyniosła mu talerz zupy, tak bez niczego. Nie musiał płacić. Przychodzą tam starsze osoby, matki z dziećmi takimi malutkimi aby zjeść a wiadomo, że dieta dla takich osób musi być odpowiednia 😉

        To Twoje ulubione pierogi? Ja po raz pierwszy spróbowałam ich w szpitalu niestety ze słodką śmietaną i jak odwaliłam tę śmietanę to mi posmakowały, potem powiedziałam o nich Mamie i jak się okazało Mama jadła je będąc dzieckiem – zaczęła lepić w domu i wszystkim posmakowały (rodzice ze skwarkami a młodsza siostra ze śmietaną ale bez cukru) 🙂

        Nie masz za co dziękowac. Przyjemność po mojej stronie. Służę radą i pomocą (jeśli będę w stanie). Tam na rynku Wodnym jest księgarnia TAK CZYTAM 🙂

        Polubienie

      3. Właśnie nie jadłam ich jeszcze w ogóle 🙂 Wyczytałam, że to jedno z dań Roztocza, a potem Ty też o nich pisałaś, więc wiem, że na pewno chcę ich spróbować. Poczytałam więcej o tamtejszej kuchni i widzę, że głodna tam nie będę 😉

        Polubienie

      4. Według mnie są bardzo smaczne – czasem z dodatkiem mięty, jednak w tym barze bez. Warto spróbować, tylko jak wspomniałam zaznaczyć z jaką chce się omastą lub bez (jest też śmietana ale trzeba dopłacić) 😉

        Polubienie

  6. Autorkę znam osobiście, pracowała w naszej szkole jako katechetka, świetna kobieta (dziewczyna z gór) i wspaniały człowiek. Pisałam też kiedyś o tych opowieściach na blogu:-)

    Polubienie

    1. Nie miałam okazji poznać siostry osobiście ale oglądałam na youtube wywiad z nią przeprowadzony (a także przeczytałam wyżej wspomniane opowieści) i poczułam, że to życzliwy, uprzejmy człowiek o wielkim sercu. Z przyjemnością zajrzę do Ciebie i przeczytam Twój wpis o tej książce:)

      Polubienie

      1. Niestety Obie Wnuczki ( 14 latka zbuntowana bardzo i 21latka przeżywająca pierwszy zawód miłosny)zajęte własnymi sprawami, a Wnuk w Chinach – za daleko. Jak przyjeżdża to przywozi gry w obcych językach, i ja niekumata! ;-)))))

        Polubienie

      2. Oby młodzieńczy bunt przeszedł szybko i bez komplikacji a zawód miłosny nie był aż tak bardzo bolesny, z kolei wnuk niech przyjeżdża do Babci i rodziny częściej (nie ma to jak rodzina). A język? Może na migi można się we wszystkim połapać? 😉

        Polubienie

  7. Książka wydaję się ciekawa, ale za to gra jeszcze bardziej przykuła moje oko. Jest to bardzo fajny pomysł, ale tak jak napisałaś po pewnym czasie może ona się znudzić. Jednak zawsze można samemu stworzyć taką planszę szukając inspiracji w internecie 😉

    Polubienie

    1. Dokładnie o tym samym wspomniałam w jednym z komentarzy wyżej. Dodatkowo można by wprowadzić własne zasady – wersję gry w której np. szukamy obiektów zakończonych na literę, którą wylosowaliśmy, obiektów w których dana litera nie występuje itp 🙂 Masz własny pomysł? 🙂

      Polubienie

  8. Te bajki wyglądają interesująco, bardzo fajne jest poznawanie w ten sposób innej, egzotycznej kultury ;).
    Muszę przyznać, że i opisywana przez Ciebie gra mnie zaciekawiła. Lubię gry „słowne” i ze słowami powiązane, stąd myślę, że odnalazłabym się w „Kaleidos” :).

    Polubienie

    1. Mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła ale nie w przypadku baśni. Według mnie warto je poznawać – dzięki takim opowieściom mamy możliwość poznać inną kulturę, świat, zwyczaje… to co często jest nam odległe i nieznane 🙂

      Polubienie

  9. Bajki afrykańskie uwiebiam. Swego czasu miałam trzy lekcje suahili i właśnie nauczyciel opowiadał nam też te bajki… Bywają one trudne, a może powinnam powiedzieć bezwzględne, ale trochę taka jest rzeczywistość Afryki… Te wyglądają cudownie. Na pewno poszukam ich dzisiaj w swoich bibliotekach!
    Co do gry – cena rzeczywiście trochę odstrasza, ale pomysł mi się podoba. Jeśli grać w nią raz na jakiś czas to wydaje mi się, że można uniknąć „przesytu”, a wydaje mi się, że w ten sposób rozgrywka będzie też zawsze interesująca. Jednak na razie nie takiej gry szukam. 😉

    Polubienie

    1. Gdzie miałaś te lekcje? Na studiach? To musiało być ciekawe. Chciałabym mieć takie lekcje nawet trzy 🙂
      Odnośnie bajek Afryki to w wywiadzie przeprowadzonym przez siostrę jest mowa o tym, że bajki mają za zadanie uczyć i przekazywać prawdę o świecie a jak wiemy świat nie jest słodki i kolorowy. Ponadto siostra wspominała, że ciężko jest je spisać, bo przelatane są przyśpiewkami ale ogólnie jest zadowolona z tego co udalo jej się spisać 😉
      Tak na prawdę wszystko z czasem moze się „przejeść” 🙂

      Polubienie

  10. A nie, w gimnazjum! Właśnie afrykańskie bajki wyjątkowo zapadły mi w pamięć przez to, że były w pewnym sensie… Powiedziałabym brutalne! Przy tym też filozoficzne, ale i życiowe (w odróżnieniu np. od baśni braci Grimm). 😉

    Polubienie

    1. Baśnie braci Grimm w głównej mierze opierają się na podaniach, legendach, przesłaniach.W oryginalnych wersjach są brutalne i mają drugie dno (najczęściej głęboko ukryte) a zarazem występują w nich wątki fantastyczne. W bajkach afrykańskich również pojawia się ten niepokój ale jak wspomniałaś jest w tym głębsza filozofia a owe niebezpieczeństwa wynikają z tradycji a także tamtejszego życia. Bajki afrykańskie są takie… bardziej prawdziwe i życiowe (co również zaznaczyłaś) 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s