Spożywka

Z klasyką w kuchni… „Mały Lord”-Frances Hodgson|SuroVital COCOA Orzechy brazylijskie w surowej czekoladzie

egzystencjonalna psychoterapia  Kolejne spotkanie z literaturą klasyczną to dobra okazja aby odświeżyć cykl, który rozpoczęłam jakiś czas temu. Powracamy do „Z klasyką w kuchni” – łączymy literaturę klasyczną z wątkiem kulinarnym. Ciekawi? 🙂

  Zapraszam również na fanpage, gdzie przeczytacie więcej niż zostało opisane na blogu 🙂  Frances Hodgson Burnett znana jest z takich powieści jak „Tajemniczy Ogród” oraz „Mała księżniczka” – książek, które podbiły serca ludzi na całym świecie i do których w swoim życiu co jakiś czas nadal wielu wraca. „Mały Lord” jest jej pierwszym utworem skierowanym do młodych czytelników początkowo wydawanym w 1885 roku w odcinkach przez amerykańskie czasopismo a rok później wydanym jako książka.
Pierwszy polski przekład Marii Julii Zalewskiej ukazał się w 1889 roku nakładem wydawnictwa Gebethner i Wolff pod tytułem Mały lord: powieść dla młodzieży. Potem wielokrotnie wznawiany między innymi przez wydawnictwo Zysk S-ka tym razem w przekładzie Jerzego Łozińskiego, w twardej okładce i ilustracjami pochodzącymi z pierwszych wydań. Powieść ma już aż 134 lata i zaliczana jest do literatury klasycznej dla dzieci, mimo tego wydaje mi się ciągle mało znana – sama poznałam ją niedawno. Fabuła skupia się na losach siedmioletniego Cedrica, syna kapitana ze znamienitego rodu, mieszkającego z owdowiałą matką w Ameryce. Pewnego dnia chłopiec dowiaduje się, że jest lordem a w przyszłości zostanie spadkobiercą ogromnego majątku i tytułu szlacheckiego. W związku z tym jego dziadek (zgorzkniały i samolubny starzec), hrabia Dorincourt sprowadza chłopca do Agnlii. Cedric musi zostawić swoich przyjaciół i rozpocząć zupełnie nowe życie, bez tych których kocha i tego co zna. Musi nauczyć się żyć na co dzień bez matki a także tego jak zostać władcą. Hrabia Dorincourt nie zna swojego wnuka i nie wie, że spotkanie z nim całkowicie odmieni jego życie.Znalezione obrazy dla zapytania reginald Birch Little Lord Fauntleroy flickr  „Mały lord” to powieść, która mimo iż została napisana na przełomie XIX i XX wieku nie trąci tak zwaną „myszką”. Czyta się ją na prawdę ciepło i przyjemnie, niczym baśń a przynajmniej mnie tak czytało. To nie tylko czytelnicza przygoda, ale również nośnik wartości, które były, są i będą aktualne bez względu na upływ czasu. Jednak jak w przypadku wielu powieści, tak i tu nie obyło się bez pewnych minusów, chociaż tak na prawdę ciężko nazwać je minusami – zależy jak na to spojrzeć.Znalezione obrazy dla zapytania reginald Birch Little Lord Fauntleroy  Najpierw skupmy się nad tym co w tej powieści jest najlepsze. To nie tylko język którym posługuje się i świat oraz klimat, który stworzyła autorka (wszyscy, którzy czytali „Małą księżniczkę” doskonale wiedzą co mam na myśli). To cała historia. Burnett w umiejętny sposób przedstawiła dziecięce spojrzenie na świat pełene życzliwości, spokoju, dobroci i wiary w dobro ludzi jak również dziecięce myślenie o drobnostkach i sprawach poważnych. Sporo w tym charakterystycznej dla dziecka słodyczy, szczęścia, dobroci i poczucia ciepła w sercu. Dzięki temu czytelnikowi łatwiej utożsamić się z bohaterem a dziecku naśladować jego zachowania.Znalezione obrazy dla zapytania reginald Birch Little Lord Fauntleroy  Na uznanie zasługuje również to w jak piękny sposób autorka pokazała czułość matki do syna – matczyną miłość, która jest chyba najpiękniejsza a z pewnością największa i najsilniejsza. To także budowanie relacji dziadka z wnukiem jak również stopniowa wewnętrzna zmiana, która zachodzi pod wpływem spotkania z kimś z jednej strony dla nas obcym a z drugiej jednak znanym, bo to rodzina – osobą o czystym sercu i dziecięcym spojrzeniem na świat pełnym miłości i dobra.
Jest tutaj również o rodzinie i jej sile, o samotności, pomocy innym, wrażliwości a także tym jak istotne jest dobro i to by dzielić się nim z innymi. Z jednej strony oczywistość. Można by pomyśleć „nic wielkiego”, jednak z drugiej warto o tym wszystkim przypominać, w szczególności kiedy widzi się co obecnie dzieje się na świecie.Znalezione obrazy dla zapytania reginald Birch Little Lord Fauntleroy flickr   Jednak nie jest tak idealnie jak mogłoby się wydawać. Wszystko to dzięki czemu książkę czyta się przyjemnie niczym baśń, jednocześnie sprawia, że ta opowieść o życiu jest aż nazbyt baśniowa, wręcz nierealna. Główny bohater jest przykładem idealnego dziecka – życzliwego, uprzejmego, uczynnego, słodkiego, nie sprawiającego żadnych problemów. Czaruje wszystkich swoją urodą i rozmową, nienagannymi manierami, zyskuje sympatie każdego z kim się spotka a jego dobrym uczynkom nie ma końca. Mimo iż pojawia się tutaj bieda, tak na prawdę nie ma miejsca na dramat – przeważa szczęście i sielanka, świat w którym jest błogo, wesoło i wszystko się układa. Zabrakło mi tych dramatów. Nie mam na myśli przeraźliwych tragedii rodzinnych czy losowych a takich zupełnie zwyczajnych i codziennych dylematów – skomplikowanych wyborów przed którym staje bohater, kiedy sam musi podjąć decyzje. Takie połączenie pokazało by młodym czytelnikom, że świat to nie tylko zabawa ale również trudne wybory przed którym staje każdy – nawet dziecko. Zabawa, nauka i osobista refleksja – fajnie, gdyby to wszystko szło ze sobą w parze.Znalezione obrazy dla zapytania reginald Birch Little Lord Fauntleroy flickr  Mówi się, że cukier w nadmiarze szkodzi, ale większość dzieci (i nie tylko) lubi słodkie. Powieść mimo zewsząd wylewającego się cukru i lukru w ogólnym odbiorze jest bardzo przyjemna i warta tego aby ją poznać. Ot taki styl tej autorki, chociaż w późniejszych jej powieściach: „Tajemniczym Ogrodzie”, czy „Małej księżniczce” już nie ma ten nadmiernej słodyczy – widać, że są dojrzalsze. Jakby nie było „Małego lorda” z przyjemnością i uśmiechem na twarzy przeczytają nie tylko dzieci ale również dorośli, chociaż wiadomo, że nie wszyscy – upodobania czytelnicze są różne.

Tytuł: Mały lord | Autor: Frances Hodgson Burnett | Ilustracje: Reginald B. Birch, C.E. Brock |Wydawnictwo: Zysk S-ka | Stron: 352 | Okładka: twarda

ilustracje pochodzą ze strony https://www.flickr.com

Na dziś postanowiłam odświeżyć recenzję, która nie została przeniesiona w trakcie przenosin bloga. Na poprzedniej domenie bloga została opublikowana 1 marca 2018 roku – sam produkt był próbowany rok wcześniej w styczniu. Tak się złożyło, że zupełnie o nim zapomniałam stąd tak duże opóźnienie.  Od tamtego czasu nie miałam możliwości spróbowania orzechów po raz drugi, dlatego recenzja pozostaje w swojej pierwotnej wersji, beż żadnych zmian.Skład: czekolada 50% (ziarno kakaowca*, cukier palmowy*, masło kakaowe* – zawartość masy kakaowej 70%), orzechy brazylijskie* 50%, *składniki pochodzące z upraw ekologicznych.
Opakowanie: 70g/9 sztuk

Wartość odżywcza w 100g:
białko 12,4g węglowodany 15,2g w tym cukry 14,9g tłuszcz 55,54g kw. tł. nas. 22,3g błonnik 1,3g sód 0,04g
Opinia: Skład orzechów jest jak najbardziej naturalny. To w połowie czekolada deserowa o zawartości miazgi kakaowej 70% a w połowie orzechy brazylijskie. Nie znajdziecie tutaj zbędnych dodatków, wypełniaczy i wzmacniaczy a składniki, które wykorzystano pochodzą z upraw ekologicznych. Opakowanie ma 70g co przełożyło się na 9 sztuk sporej wielkości, oblanych surową czekoladą orzechów.

 Po otwarciu opakowania doszedł do mnie przyjemny i intensywny aromat kakao zachęcający do spróbowania. Czekolada jest ciemna i gładka. Nie rozpuszcza się w palcach pod wpływem ciepła – na języku również rozpuszcza się dość powoli. W smaku intensywna. W pierwszej kolejności poczułam lekko karmelową słodycz cukru palmy kokosowej do której po chwili doszła lekka gorycz kakao. Tak jak w przypadku surowej tabliczki Cocoa, tak i tu poczułam lekką bananową nutę, najprawdopodobniej pochodzącą od cukru kokosowego. Ogólnie czekolada smakowała jak surowa tabliczka tej firmy, o której pisałam TUTAJ. Dla mnie była zdecydowanie za słodka.  Warstwa czekolady jest jest dość gruba i bez większych problemów da się ją zeskrobać z orzecha. Z kolei orzechy są świeże i chrupiące, bez nieprzyjemnego zapachu, oznak stęchlizny itp. Widać i czuć, że są świetniej jakości.  Całość dla mnie słodka – osobiście wolę same orzechy bez dodatku czekolady.

Wartość energetyczna w 100g – 623 kcal
Ocena
– 4/6 —> ocena ze styczna 2017 roku – teraz najprawdopodobniej oceniłabym je niżej
Cena – prezent. Orzechy bywają w większych marketach typu Tesco, Carrefour, L. Eclerc (ok. 10zł)

Reklamy

Odpowiedz na Ervisha Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s