Książki

Baton RAW Alesto, Peanuts & Dates | Elizabeth i jej ogród, Elizabeth Arnim

Dzień dobry
Na początku trochę spraw formalnych. Na pewno zauważyliście, że blog rozwija się w różnych kierunkach – trochę tu kuchni, trochę książek, gier a ostatnio również recenzji. Przez jakiś czas zastanawiałam się, czy łączenie wpisów o różnej tematyce jest dobre. Z jednej strony wpis staje się dłuższy co nie każdemu może się spodobać, ale z drugiej jest większa szansa, że czytelnik znajdzie w nim coś dla siebie. Jeszcze dokładnie nie wiem jak całość będzie wyglądać w przyszłości – będę eksperymentować i obserwować. Przydadzą mi się Wasze opinie.
~~~~
.Od zawsze kochałam przyrodę: rośliny i zwierzęta. Czułam z nią więź, szanowałam… w jej towarzystwie czułam się najlepiej. Kocham też kwiaty, choć moja Mama jeszcze bardziej – to nie tylko jej „miłość” ale również hobby – coś co ją odpręża. Tym samym nie mogłyśmy przejść obok tej książki obojętnie.

  „Elizabeth i jej ogród” jest autobiograficznym zapiskiem fragmentu z życia Elizabeth von Arnim – angielskiej pisarki australijskiego pochodzenia a także hrabiny, która kochała ciszę, spokój a największą radość sprawiało jej uprawianie ogródka. Znajomi nie mogli zrozumieć jej pasji, twierdząc, że prawdziwe życie toczy się w mieście. Jednak Elizabeth kochała takie życie, swoją wiejską posiadłość, książki i ogród. Codziennie pielęgnowała tę małą „oazę”, poszerzała wiedzę odnośnie ogrodnictwa przeznaczając pieniądze na zakup nasion. Elizabeth kochała kwiaty – pielęgnowała je, troszczyła się o nie, obserwowała…. A musicie wiedzieć, że była świetnym obserwatorem i to nie tylko roślin ale całego świata.

„Kocham mój ogród. Tutaj właśnie piszę w urocze późne popołudnie, odrywana co chwilę od pracy przez bzyczące komary i kuszona do podziwiania przepychu młodej zieleni, którą pół godziny wcześniej zmoczyła zimna ulewa”.

  W książce pisze o znajomych, rodzinie i sąsiadach opisując ich zachowania a także cechy charakteru z uwzględnieniem zarówno zalet jak i wad. W swoich opisach nie stroni od złośliwości oraz ironii, ale jednocześnie nie brakuje w nich poczucia humoru oraz sympatii.
Z miłością pisze o swojej pasji. W jej słowach jest wiele szacunku do roślin, ukazując piękno przyrody jak również fakt, że człowiek jest jej nieodłączną częścią i dlatego powinien o nią dbać. Tak wiele od człowieka zależy. Dlaczego o tym zapominamy?
Same opisy ogrodu, kwiatów, krzewów i drzew są na tyle malownicze, że jeśli czytelnik ma w sobie chociaż nutkę wyobraźni, będzie w stanie zobaczyć to wszystko swoimi oczami.

„Długie rabaty przed domem dźwigają jednoroczne i wiecznotrwałe ostróżki, orliki, ogromne maki, goździki, lilie, złote laki, malwy, zimoodporne floksy, peonie, lawendę, astry, bławatki, jasne goździki i wetknięte tam też kwiaty cebulowe. To są rabaty, które ledwo tknęła ręka ogrodników.”

Jednak książka to nie tylko opisy przyrody. Pod tym pięknym płaszczykiem kryje się drugie dno. To osobiste refleksje o życiu: obchodzeniu świąt, sprzątaniu mieszkania, przygotowywaniu posiłków przez służbę, niechęć do panujących zasad, które miedzy innymi podporządkowywały kobietę mężczyźnie. Obserwacja otoczenia i ich ocena, zwykłe, codzienne czynności, małżeńskie problemy…. Autorka porusza tutaj wiele tematów, które przybliżają tamtejsze realia i panujące zasady w tym odniesienie do rodziny jak i do służby.

Jaka byłam szczęśliwa! Nigdy nie przeżyłam tak wspaniałych chwil od czasu, gdy będąc jeszcze zbyt mała na naukę, z kromką chleba posypaną cukrem na drugie śniadanie, zostałam wysłana na trawnik gęsto porośnięty mleczem i stokrotkami. Cukier na chlebie z masłem stracił już swój czar, ale dmuchawce i stokrotki kocham jeszcze namiętniej niż wtedy i nigdy nie pozwoliłabym, by wszystkie zostały skoszone, gdybym nie miała pewności, że wkrótce znowu odchylą swoje twarzyczki do góry, tak samo zuchwale jak wcześniej.

W książce nie ma akcji i niewiele się dzieje. Jest za to spokój, harmonia, obserwacja świata a także miłość i szacunek do roślin oraz radość z życia. Chwila zadumy nad światem i pięknem przyrody, kontakt z naturą a także chwila wytchnienia w ciągle pędzącym do przodu świecie.

„Jesteśmy stworzeni do szczęścia i do zaakceptowania go z wdzięcznością.”

Tytuł: Elizabeth i jej ogród | Autor: Elizabeth Arnim | Wydawnictwo: MG | Okładka: twarda | Ilość stron: 320

Batony z Lidla i pod marką Lidla, jednak tak na prawdę produkowane przez Bombus Natural Energy – skład ten sam a cena znacznie niższa. Jeszcze jakiś czas temu batony Alestro można było zakupić po 2,49zł – od jakiegoś czasu już po 2,99 zł. Jednak to nadal mniej niż oryginał, którego cena waha się w granicach 3,99 zł-6,99 zł.
Dostępne w czterech smakach: kokos i sok marakui, orzeszki ziemne i daktyle, kakao i ziarna kakaowca, kokos i kakao

Baton RAW Alesto, Peanuts & Dates

Skład:
daktyle (54,9%), orzeszki ziemne (45%), sól
Rodzaje: Coconut Maracuja, Cocoa Cocoa beans, Coconut Cacao

Wartość odżywcza w 100g:
Węglowodany 37,6g w tym cukry 11,7g Białko 14,19g Tłuszcz 22,7g kw.tł.nas. 2,3g sól g

Wartość odżywcza w 40g:
Węglowodany 18,8g w tym cukry 5,85g Białko 7,10g Tłuszcz 11,49g kw.tł.nas. 1,6g sól g

Ocena: Baton Alesto, Peanuts & Dates Raw Bar na myśl od razu może przywołać ten sam baton od Bombus Natural Energy. Skład jest taki sam, wartości odżywcze również, co dowodzi, że to ten sam producent (tylko cena jest niższa).
Bazą batona są daktyle, następnie mamy orzeszki ziemne oraz sól dla podkręcenia smaku – naturalnie i bez zbędnych wypełniaczy.

Sam baton jest prostokątny, koloru karmelowego z połyskiem i wyraźnie widocznymi kawałkami arachidów. W dotyku zwarty, niezbyt twardawy i tłusty – na palcach pozostawia tłusty nalot. Aby go przekroić należy zrobić to z lekkim naciskiem ale jednocześnie palcami można urwać jego kawałek – bez problemu się go gryzie. Jest również lepki – z jego kawałków można formować kulki. Pachnie słodko-słonymi fistaszkami ale nie masłem orzechowym.

Wgryzienie w baton nie sprawia problemów. Pod zębami baton jest żujny z lekką domieszką proszkowatości, jakby od fistaszków. W smaku czuć przede wszystkim wysoką słodycz daktyli a potem fitaszki z nutką soli. Zęby bardzo często trafiają na arachidy, których producent nie pożałował. Z zewnątrz stawiają lekki opór ale jednocześnie złapały wilgoć z daktyli – są twardo-miękkie, przy czym zachowały swój fistaszkowy smak. To co mnie zaskoczyło to fakt, że po zjedzeniu mniej więcej 1/3 batona poczułam również coś z makowca.

Całość smakuje słodkimi fistaszkami, ale nie masłem orzechowym. Masła orzechowego tutaj nie ma i nawet tego nie oczekiwałam. Jest bardzo słodko (dla mnie aż muląco) i wyraźnie fistaszkowo… tyle – trochę jak wegański Snickers. Dla mnie przeciętnie. Baton nie ma w sobie nic zaskakującego, czy też ciekawego abym chciała do niego wrócić. Jednocześnie nie mogę powiedzieć, że jest okropny – po prostu nie ma w sobie charakteru i tego „czegoś” (a przy okazji dla mnie jest zdecydowanie za słodki – zjadłam mniej więcej do połowy). Wiem jednak, że niektórym smakuje.

Wartość energetyczna w 100g – 438 kcal
Wartość energetyczna w batonie (50g) – 219 kcal
Cena – 2,99zł Lidl
Ocena – 4/6

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s