Ciasta i Wypieki · Książki · Przepisy

Czekoladowo-gryczane ciasteczka i wizyta w fabryce czekolady


Nie chcę zbytnio wypowiadać się na temat czekolady i jej miłośników ale przypuszczam, że większość z Was ją lubi a niektórzy wręcz uwielbiają. Mnie osobiście do niej nie ciągnie, bo wolę czyste kakao ale z przyjemnością wybrałabym się do takiej fabryki czekolady, zwłaszcza wyjątkowej i magicznej jaką jest Fabryka Willy’ego Wonky (jeszcze 2-3 lata temu nie wiedziałam o istnieniu czekolady Wonka).
Jednak nie myślałam o tym od zawsze, wszakże nigdy nie pałałam miłością do czekolady. Owa myśl zrodziła się w głowie po obejrzeniu filmy Charlie i Fabryka Czekolady, bo książkę poznałam kilka lat potem.

Jest w mroźnej pogodzie coś, co wzmaga apetyt. Większość z nas zaczyna w takich okolicznościach marzyć o gęstych, dymiących gulaszach i szarlotkach prosto z pieca oraz o całej masie innych gorących pychotek; a ponieważ jesteśmy dużo większymi szczęściarzami, niż to sobie wyobrażamy, więc zwykle, a przynajmniej dość często, dostajemy to, cośmy sobie wymarzyli.


  Charlie Bucket, chłopiec mieszkający z rodziną w małym domku na przedmieściach dużego miasta marzył o czekoladzie. Niestety jego rodzina była bardzo biedna i nie stać ich było na taki smakołyk. Wyjątek stanowił dzień urodzin chłopca w którym to w prezencie urodzinowym otrzymywał tabliczkę upragnionej czekolady. I w jednej z takich tabliczek Charlie odnajduje złoty kupon, który jest przepustką do największej fabryki czekolady na świecie – fabryki Willy’ego Wonky. Taki sam kupon znalazło pięcioro innych dzieci z których każde może zabrać ze sobą jednego dorosłego. Czeka na nich fantastyczna przygoda w miejscu gdzie rzeką płynie czekolada a wszystkie rośliny zrobione są ze słodyczy….

„Śmietana nigdy nie będzie ubita, jeśli się jej nie potraktuje biczami. Podobnie jak nie zrobisz jajek sadzonych bez stołka do posadzenia.”


  Co mogę powiedzieć o tej książce? To ciepła, przesympatyczna opowieść, która spodobała mi się tak samo jak wtedy kiedy czytałam ją po raz pierwszy i kiedy oglądałam film (3-4 razy). Nie wiem czy to ze względu na magiczny klimat i czekoladę, czy czas emisji filmu w telewizji, podobnie jak „Opowieści z Narnii” kojarzy mi się ze Świętami Bożego Narodzenia ale właśnie tak jest (choć nie ukrywam, że za pierwszym razem czytałam ją latem a teraz wczesną jesienią).
  Jakby nie było książka dostarczyła mi wiele frajdy mimo iż lata dziecięce już dawno mam za sobą a czekolada mogłaby dla mnie nie istnieć (co innego kakao). Bo czego tutaj nie ma….
  Rzeka i wodospad z płynącej czekolady, chmury z waty cukrowej, guma do żucia o smaku trzydaniowego obiadu… Małe ludziki pracują w pocie czoła, wiewiórki siedzą na małych niebieskich stołeczkach i sumiennie przebierają orzeszki, wodospad miesza i ubija czekoladę, wszystko dookoła było jadalne (nawet trawa) a w powietrzu unosiły się najpiękniejsze zapachy świata: czekolada, kawa, orzechy, fiołki, skórka pomarańczowa.

 „Wszystko jest tutaj jadalne, łącznie ze mną. Ale to nazywa się kanibalizmem, drogie dzieci, i spotyka się z dezaprobatą w większości społeczeństw.”


  Jest dziecięca fantazja, magia i wyobraźnia. Są też marzenia i dobra zabawa. A to wszystko bez wampirów, wilkołaków i czarownic. Bez przemocy, agresji i wulgaryzmu.
  Prosta fabuła i proste słowa a jaki wielki wydźwięk i przekaz. I jest on jeszcze mocniejszy bo ta opowiastka niesie ze sobą piękny morał i przesłanie. Dla każdego – małego i dużego.
  Pokazuje jak istotną rolę w wychowaniu i dorastaniu dziecka pełnią rodzice. W historii mamy czwórkę dzieci – każde zadufane w sobie i z jakimś „uzależnieniem”, bo mają wszystko. I każde z tych dzieci za nieodpowiedni los spotyka kara. Jedynie Charlie jako biedy chłopiec wykazuje się skromnością – nie został rozpieszczony.
  A co najważniejsze pokazuje, że nie można rezygnować z marzeń, bo one mogą się spełnić. I kiedyś się spełnią ale w najmniej oczekiwanym dla nas momencie. To piękna, mądra i pouczająca opowieść o marzeniach i sile rodziny.

„(..) nic nie jest niemożliwe”


  I na koniec mała ciekawostka. Inspiracją do napisania tej książki były wspomnienia Roalda Dahla z dzieciństwa. Jego szkołę odwiedziła delegacja z fabryki czekolady i uczniowie mieli możliwość degustować jej wyroby. Całość powstała w 1964 roku w niewielkiej murowanej chatce, którą pisarz kazał zbudować w swoim sadzie. Można powiedzieć, że to był taki „warsztat pracy”, gdzie powstawały wszystkie powieści autora i nikt poza nim nie miał tam wstępu. Dziś to miejsce jest udostępnione dla zwiedzających, którzy mogą zobaczyć między innymi biurko przy którym tworzył pisarz.

 „[…] większość z nas ma więcej szczęścia, niż podejrzewa, więc najczęściej dostajemy to, czego pragniemy, albo przynajmniej coś zbliżonego.”

A jeśli interesują Was ciekawostki ze świata Roalda Dahla zapraszam na poświęcony jemu fanpage 🙂

I teraz obiecany przepis na wegańskie, bezglutenowe ciasteczka owsiano-gryczane z powidłami i czekoladą

(przepis inspirowany przepisem z mojego zeszytu)
Składniki:
szklanka płatków owsianych (u mnie bezglutenowe)
szklanka mąki gryczanej
3 łyżki bezglutenowej mąki owsianej (zmielone płatki owsiane)
1-2 łyżki kakao – takie z górką (dałam dwie)
*1/2 szklanki ksylitolu
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
220g powideł śliwkowych (u mnie domowe, bez cukru)
**80ml oleju rzepakowego/kokosowego
100g gorzkiej czekolady (u mnie 90% kakao)
100g posiekanych orzechów włoskich
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
ew kilka łyżek wody (gdyby masa nie chciała się lepić)

*ilość zależy od stopnia słodkości powideł śliwkowych i czekolady. Ich dodatek wpłynie na końcowy smak ciasteczek – zmniejszy ich słodkość. Najlepiej spróbować gotowej masy i ewentualnie ją dosłodzić
**może być rzepakowy jak również rozpuszczony kokosowy

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy kakao, siemię lniane, ksylitol, sodę, sól oraz posiekane orzechy włoskie i mieszamy. Następnie dodajemy powidła, wlewamy olej i ponownie mieszamy – masa powinna być zwarta. W razie potrzeby dolewamy kilka łyżek wody.
Na końcu dodajemy posiekaną czekoladę i jeszcze raz delikatnie mieszamy.
Z masy formujemy kulki, które wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i delikatnie spłaszczamy. Najlepiej by masa długo nie miała styczności z ciepłymi dłońmi, gdyż czekolada zacznie się rozpuszczać.
Pieczemy w 180 stopniach ok 20-25 minut. Jednak należy to sprawdzać, gdyż każdy piekarnik jest inny. Studzimy na kratce.
Smacznego

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s