Ciasta i Wypieki · Książki · Przepisy

Wegańskie brownie bez cukru | Chłopiec zwany Gwiazdką, Mat Haigh

To już drugi przepis na brownie jaki pojawia się na blogu (pierwszy przepis). Proste w przygotowaniu z ogólnodostępnych składników, bez dodatku cukru (no prawie – nie licząc tego w czekoladzie), mleka i jajek – produktów odzwierzęcych. Aromatyczne, intensywnie czekoladowe, smaczne i na swój sposób zdrowe. Wegańskie brownie

Składniki / 21×21/

* 100g namoczonych rodzynek
*300g czekolady gorzkiej lub deserowej

150 ml oleju rzepakowego/kokosowego (ok 1/2 szklanki)
50-100 ml ml ciepłej wody
2 kopiaste łyżki masła orzechowego (u mnie TAKIE)

10 łyżek kakao (1/2-2/3 szklanki – użyłam TAKIEGO)
2,5 szklanki mąki pszennej
szczypta soli
łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki mielonego siemienia lnianego

* mogą być również: wiśnie/daktyle/żurawina/morele lub ich mieszanka
** wykorzystałam J.D.Gross z Lidla 70% – możecie użyć o mniejszej zawartości miazgi kakaowej
*** kakao jest od firmy BRAT o której pisałam w HAUL SPOŻYWCZYM

Mąkę przesiewamy do miski razem z proszkiem do pieczenia. Dodajemy kakao, sól oraz siemię lniane.
Czekoladę rozpuszczamy w garnuszku i na małym ogniu razem z olejem oraz wodą.
Rodzynki blendujemy na gładką masę. Jeśli pojawi się problem, dodajemy trochę czekoladowej masy i miksujemy.

Tak powstałą masę dodajemy do suchych składników. Następnie dodajemy masę czekoladową, masło orzechowe i dokładnie mieszamy. Gdyby masa była zbyt sucha jeszcze dolewamy wody.

Wylewamy do natłuszczonej foremki. Pieczemy w 180 stopniach ok. 30 minut lub dłużej jeśli uznamy, że brownie jest zbyt wilgotne.
Brownie po wyjęciu z piekarnika jest miękkie ale tężeje po spędzeniu kilku godzin w lodówce.
Smacznego

Na koniec aby umilić popołudniowy kawałek ciasta i oczekiwanie na Święta – świąteczna opowieść. Jednak nie taka, która jest powiązana z religią oraz wiarą, mimo iż tytuł może tak sugerować. I mimo iż znajdziecie w niej ziarenka prawdy, jak i cały ogólny przekaz do niej nawiązuje, tak na prawdę to zupełnie nowe spojrzenie na tę historię – taka alternatywna opowieść… z nutką „grozy” ale i przesłaniem

  W małej drewnianej chatce w głębi Finlandii mieszka chłopiec, którego tata nazywa Gwiazdką. Dziecko przedwcześnie straciło matkę, ponadto żyje w ciężkich warunkach, żywi się czerstwym chlebem a jego jedyną zabawką i zarazem pamiątką po mamie jest lalka wyrzeźbiona z rzepy. Tata – drwal ciężko pracuje i praktycznie przez cały dzień nie ma go w domu. Mimo tego chłopiec jest szczęśliwy i posiada w sobie mnóstwo wrażliwości oraz empatii a także wierzy… całym sercem w magię.

  Pewnego dnia jego Tato opuszcza dom na trzy miesiące w celu odnalezienia wioski Elfów. Na czas jego nieobecności opiekę nad chłopcem przejmuje ciotka Karlotta, która nie jest uprzejmą osobą. Kiedy po trzech miesiącach ojca chłopca nadal nie ma w domu, ten postanawia udać się na jego poszukiwania, rozpoczynając największą przygodę swojego życia.

  Chłopiec zwany Gwiazdką Matta Haig’a to opowieść o Mikołaju, jednak nie tym w czerwonym kubraku i workiem prezentów na plecach. Nie jest to również biskup, którego znamy w mniejszym bądź większym stopniu. To opowieść o chłopcu, który chciał pomagać innym.
Nie jest to słodka, lukrowana i wesoła historia. Miód i czekolada nie wylewają się strumieniami, nie jest błogo i wesoło. To nie zabawa. Znajdziecie tutaj niepewność, tajemnicę i nutkę grozę niczym z baśni braci Grimm lub filmu Grinch Świąt nie będzie. Tym samym nie jest to opowieść dla wrażliwych maluchów. I mam wrażenie, że również nie dla osób którzy tradycję Mikołaja wiążą tylko i wyłącznie z religią.

  Jesteście ciekawi dlaczego?
Autor stworzył nowe i nietypowe spojrzenie na historię świętego Mikołaja – alternatywną opowieść. Z jednej strony stara się odpowiedzieć na pytania skąd wziął się Mikołaj, którego w naszej świadomości utrwaliła popkultura (ten, który nie ma nic wspólnego z biskupem z Miry) a także tradycja pisania listów, chowania prezentów w skarpety, czy też powstania listy dobrych i złych uczynków.
Z drugiej tak na prawdę stanowią one skrawek powieści, będąc pretekstem do poruszenia innych – istotnych tematów takich jak bieda, tęsknota, trudne dzieciństwo, pojęcie dobra i zła, poważne i ciężkie wybory a także wiara, dobroć, nadzieja i istota Świąt Bożego Narodzenia…

  Klimat. No właśnie. Wspominałam, że nie jest słodko i wesoło?
Przełożyły się na to treść jak i ilustracje, które wydawać by się mogło nie pasują do świątecznej opowieści. Jednak zważywszy na tekst, człowiek zupełnie zmienia zdanie – tak na prawdę bardzo dobrze uzupełniają treść tej opowieści.
Tutaj niemal z każdej strony wydzierają się bieda, smutek i mrok, jednak nie ten „demoniczny”, ale który spotykamy książkach z dreszczykiem. Znajdziemy tu między innymi wróżkę bawiącą się w wysadzanie głów elfów, trolla, zdeformowanego i rannego renifera a także poświęcenie aby uratować życie kogoś kogo kochamy. Jednocześnie opisy nie są krwawe i brutalne niczym w horrorach.

    Jednak jak na książkę dla młodszego czytelnika przystało zostają one wplecione w fabułę na przemian z tym co piękne i dobre. Przez tą gorzko-słodką otoczkę przebija morał i wiele ponadczasowych wartości.
Czytelnik dostrzega odwieczną walkę dobra ze złem, to jak chciwość wyniszcza człowieka i do jakich prowadzi to dramatów. Widzi co tak na prawdę jest ważne w życiu i co stanowi istotę Świąt: dobroć, wiara, czyste serce, życie w zgodzie z własnym sumieniem, poświęcenie dla innych… Rodzina i wspólnie spędzony czas. Nie kłamstwo, pieniądze i prezenty a bycie razem.

  Wyłania się z niej również człowieka, który od dziecka chce pomagać innym. I tak! Jest to portret Mikołaja, który mocno odnosi się do popkultury, jednak tak na prawdę taki sam obraz dostajemy w familijnych filmach o życiu tego człowieka… i nie ukrywajmy, wielu z nas je ogląda.

Tym co a raczej kto nie spodobał mi się w książce, to wróżka i wysadzanie w powietrze elfich głów – wprawdzie to tylko jeden fragment i ma on na celu pewien zabieg związany z fabułą a wróżka odnajduje alternatywę tej „zabawy”, jednak według mnie można byłoby inaczej to pokazać.

  W moich oczach Chłopiec zwany Gwiazdką to nie dzieło na miano Diceknsa (chyba nikt i nic nie przebije „Opowieści wigilijnej”), ale doceniam pomysł i przesłanie. Zdaję sobie sprawę również z tego, że za stylem Dickensa nie każdy przepada – dla niektórych jest on zbyt ciężki. Tutaj powinno być lżej – wszakże to książka dla młodszych czytelników. Przypuszczam, że powstała po to aby pomóc zrozumieć co tak na prawdę jest ważne w życiu – nie tylko w Święta ale każdego dnia.

Tytuł: Chłopiec zwany Gwiazdką | Autor: Matt Haig | Tłumaczenie: Ernest Bryll, Marta Bryll | Ilustracje: Chris Mould |Wydawnictwo: Zysk i s-ka | Liczba stron: 260

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s