Książki

Magia Świąt… „Gwiazdkozaur” Tom Fletcher, Zysk i s-ka | Strucla dorżdżowa z makiem/makowiec

Wiem, że do Świąt jeszcze jest trochę a może nawet więcej, ale sami zobaczycie jak ten czas szybko Wam minie. Nim się obejrzycie będzie już grudzień. Ja powoli zaczynam kompletować listę lektur na grudniowe wieczory i popołudnia. Listę na której na stałe oprócz znanych klasyków jak „Opowieść wigilijna”, czy „Noelka”, zagoszczą inne-lżejsze pozycje. Chciałabym Wam o nich opowiedzieć.

  Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Na biegunie północnym praca wrze. Podczas wydobywania prezentów z lodu grupa elfów trafia na niezwykły znalezisko… dinozaurze jajo. Postanawiają zabrać je do domu aby Święty Mikołaj zadecydował co z nim zrobić. Dinozaur ten zaczyna dorastać w otoczeniu elfów, Mikołaja oraz reniferów..
  Tym czasem w zupełnie innym zakątku świata, mieszka chłopiec, którego życie nigdy nie rozpieszczało. Kiedy był mały stracił w wypadku mamę a także sprawność nóg. Od tego czasu nie mógł biegać, skakać i grać w piłkę jak inni chłopcy – jego „nogami” stały się koła wózka inwalidzkiego. I chociaż przywykł do swojego losu czegoś mu brakowało…. czuł się inny od reszty dzieci. Nierozumiany. Samotny.
  Pewnego dnia pisze list. List adresowany do Mikołaja w którym prosi o jedno – prawdziwego dinozaura.


    Opowieść kierowana jest do dzieci, jednak napisana w taki sposób, że ja mimo iż mam grubo ponad 20 lat świetnie bawiłam się przy jej lekturze. Z każdą przeczytaną stroną powoli rozbudzałam w sobie wewnętrzne dziecko, które cieszy wszystko – nawet najmniejszy detal i szczegół.
  Pierwsze płatki śniegu, lepienie bałwana, skakanie w zaspy, wypatrywanie Gwiazdki na niebie…
  Zapach maku, orzechów, kiszonej kapusty, świeżej choinki…
  Jej strojenie razem z Siostrami, śpiewanie kolęd tylko przy światełkach zawieszonych na choince, „Merry Christmas Everyone” rozbrzmiewające w radiu i „Cicha Noc” nucona przez Mamę…
  Wyjazdy do Babci i Dziadka, opowieści Dziadka, sernik Babci….
  Szron na gałęziach drzew i mróz na oknach. Wspólnie spędzony czas z rodziną – nawet nic nie robiąc.


  Był śmiech, żarty (np. taki Mikołaj wysiadujący dinozaurze jajko, ponieważ jako jedyny ma na tyle dużą pupę) ale również łzy wzruszenia i ponownie uśmiech. Wróciły wspomnienia. Pojawiły się refleksje… o życiu, przemijaniu, szczęściu, nadziei, świętach, rodzinie, wierze… cała masa przeróżnych emocji, wspomnień, uczuć. Na raz a osobno jednocześnie. To nie jest pierwsza lepsza bajeczka napisana na potrzeby tłumu.

  To mądra, przemyślana i piękna historia, jakich tak na prawdę ze świecą szukać (bo masówki potrafi pisać każdy). Jej treść porusza wiele ważnych i zarazem trudnych tematów: śmierć bliskiej osoby, samotne rodzicielstwo, niepełnosprawność, dziecięce potrzeby, ukryte marzenia i wiara w ich spełnienie.
  Jest w niej również bliskość, ciepło, miłość, wsparcie i radość – mimo iż nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Jest wszystko co ważne i potrzebne każdego dnia a czego tak często brakuje… bo o tym zapominamy.
  To na prawdę może poruszyć, wzruszyć i ścisnąć za gardło… mnie wzruszyło. Bardzo…

  Nie skłamię kiedy napiszę, że „Gwiazdkozaur” to jedna z najpiękniejszych świątecznych opowieści jakie miałam przyjemność przeczytać – w pełni ukazująca magię i istotę Świąt. Tylko z pozoru kierowana do młodego odbiorcy – tak na prawdę jej przesłanie dotrze do szerszego grona. Nie ma znaczenia wiek, płeć i wzrost. Każdy może dostrzec w niej to ukryte piękno i przesłanie. Każdy może ulec urokowi i magii w niej zawartej – ponownie poczuć się dzieckiem. Szczęśliwym i beztroskim, mimo iż w życiu piętrzyły i piętrzą się czarne chmury.

  Jest tutaj śnieg, jest Mikołaj, są elfy a nawet dinozaur…. ale przede wszystkim jest piękno, świąteczna magia, radość i ciepło, które poruszą każde serce i roztopią każdy lód… są łzy wzruszenia i nadzieja, która zawsze umiera ostatnia.

Tytuł: Gwiazdkozaur | Autor: Tom Fletcher | Ilustracje: Shane Devries | Wydawnictwo: Zysk i s-ka | Liczba stron: 416

I tak nawiązując do klimatu Świąt, chciałabym pokazać Wam przepis z którego moja Mama zawsze przygotowuje struclę drożdżową. Nie jest to dokładna receptura, ponieważ Mama zawsze daje składników „na pałę”, ale mniej więcej udało mi się je odmiezyć 🙂

Ciasto (2 strucle)
550g mąki
15-20g świeżych drożdży
ok. 300-350ml napoju sojowego (Alpro) lub mleka
4-5 łyżek cukru
2 żółtka
30g masła
1-2 łyżki oleju
szczypta soli (u mnie Piątnica)

Masa makowa:
250g suchego maku
2 ubite białka
4 łyżki cukru (lub więcej jeśli lubicie słodsze)

Dodatkowo:
1 jajko do posmarowania

Najpierw przygotowujemy masę makową.
Mak płuczemy, odcedzamy, wsypujemy do garnka, zalewamy wodą ponad jego powierzchnię i gotujemy na wolnym ogniu przez 30 minut. Zostawiamy do całkowitego ostygnięcia na kilka godzin lub na całą noc (jeśli mak nie wchłonie wody, przekładamy go na sito i odcedzamy).
Następnie mielimy dwukrotnie w maszynce do mięsa po czym dodajemy cukier do smaku i mieszamy.

Białka ubijamy na sztywno i mieszamy z masą tuż przed rozłożeniem na cieście.

Ciasto drożdżowe:
Drożdże rozcieramy z łyżką cukru, 2 łyżkami mąki i odrobiną mleka (zaczyn powinien mieć konsystencję gęstej śmietany) po czym zostawiamy do wyrośnięcia.

Mleko zagotowujemy, zalewamy 1/3 mąki i dokładnie rozcieramy tak by nie było grudek. Kiedy masa wystygnie dodajemy wyrośnięty rozczyn, żółtka, cukier oraz szczyptę soli. Wyrabiamy gładkie, elastyczne, nieco luźne ciasto między czasie dodając roztopione i przestudzone masło oraz olej. Wyrabiamy do czasu aż przestanie kleić się do rąk i miski przez 10-15 minut. Ciasto oprószamy mąką, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia.

Przygotowanie makowca:
Wyrośnięte ciasto odgazowujemy i dzielimy na dwie równe części. Każdą przekładamy na oprószony mąką blat stolnicy i rozwałkowujemy na prostokąt o grubości ok. 3mm. Na ciasto wykładamy po połowie masy makowej, zostawiając ok. 2cm od brzegu i zawijamy jak rolady dokładnie zlepiając końce i podwijając je pod spód. Gotową rolady delikatnie przekładamy na blaszkę wyłożoną natłuszczonym papierem do pieczenia i pozostawiamy na ok. 20 minut do ponownego podrośnięcia.
Po tym czasie każdego makowca smarujemy rozbełtanym jajkiem. Pieczemy do zrumienienia w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni (grzanie góra-dół bez termoobiegu) 30-40 minut (trzeba to sprawdzać bo każdy piekarnik jest inny).
Smacznego

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s