Książki

Książkowe prezenty cz II | Książkowy kalendarz adwentowy. Święta dzieci z dachów i Hurra, są Święta!, Zakamarki


zdjęcie

 Mam świadomość tego, że dzisiejszy wpis może wydać się Wam dziwny a nawet nie na miejscu. Z drugiej strony Święto Zmarłych i Zaduszki to czas refleksji, wzruszeń, zmian…
  Książki, które jakiś czas temu przeglądałam to nie pierwsze lepsze pozycje, takie, które są książką ale i jednocześnie kalendarzem adwentowym. Zgadza się. Takie książki też istnieją..

  Być może taka książka to dobry pomysł na prezent? Refleksyjny, mądry…

   „Święta dzieci z dachów” została podzielona na 24 rozdziały. Jej lekturę powinniśmy zacząć 1 grudnia i stopniowo dawkować w każdy grudniowy wieczór aż do Wigilii, czyli 24 grudnia. I uwierzcie… to nie lada wyzwanie i mam tutaj na myśli cierpliwość i chęć zaspokojenia ciekawości, bo opowieść potrafi wciągnąć.

  Nie zdradzę Wam fabuły, nie powiem kim są i jak postępują bohaterowie, ani nie wyjaśnię skąd wziął się tytuł. Powiedziałabym Wam wszystko – odebrała przyjemność z czytania. Odpowiedzi na te pytania będą pojawiać się stopniowo – każdego dnia wraz z lekturą tej książki. Powoli i bez pośpiechu, dzień po dniu aż do Wigilii. Zdaje sobie sprawę z tego, że może być to trudne ale mam wrażenie, że tylko wówczas poczujecie jej urok i czar. Zobaczycie ile tkwi w niej uroku i magii…  Metafor, ciepła, blasku, smutku i radości. Blasku i piękna, które poruszy nawet najtwardsze serca.

  Treść skłania do refleksji, zapada w pamięci i zostawia ślad w sercach. Być może niektórych serce również przemieni. Sieć odniesień, symboli i przenośni. Piękne i klimatyczne ilustracje będące uzupełnieniem treści. Niech każdy z jej rozdziałów będzie jak ta czekoladka z Kalendarza Adwentowego – tajemnicą, której smak – czasem słodki, czasem gorzkawy – odkrywamy powoli i stopniowo. Z każdym dniem grudnia aż do Wigilii, by tego dnia odkryć to co skrywa się za ostatnim zjedzonym okienkiem. 

Tytuł: Święta dzieci z dachów | Tekst: Ulf Nilsson | Ilustracje: Lina Bodén | Tłumaczenie: Marta Wallin | Wydawnictwo: Zakamarki| Objętość: 100 strony


  Święta…. wydawać by się mogło, że to czas radości, miłej atmosfery i spokoju. Jednak nie w każdej rodzinie i nie dla każdego. Istnieją stworzenia, którym nie jest do śmiechu.
  Młody prosiaczek Rufus za radą starego knura ucieka z farmy a dokładnie transportu do rzeźni. W końcu zaznał wolności. Jest sam i trochę przestraszony ale szczęśliwy, bo żywy. Wkrótce poznaje równie bezdomną kotkę, która prowadzi prosiaczka do opuszczonego domu w środku lasu. Postanawiają w nim zamieszkać…. i przygotować się do Świąt, bo „Święta i tak nadejdą”.


  Mam przed sobą książkę, podzieloną na 24 rozdziałów, tyle ile okienek ma kalendarz adwentowy. Książkę, której bohaterowie są niecodzienni: filozofujący prosiak, który umie czytać, przebiera się ludzkie ubrania i w ogóle zachowuje jak człowiek, przemądrzałą kotkę, która nie potrafi przyznać się do tego, że czegoś nie wie, wiecznie zaprzeczające sobie myszy (Andersson i Petersson) a potem całe stado dzików z Dziką na czele.

  Czytam, czytam i z każdą przeczytaną stroną zastanawiam się czy to aby na pewno o zwierzętach. Te zyskały tutaj własną świadomość – myślą, mówią, zachowują się jak ludzie. Przygotowują się do Świąt – razem, wspierając się i pomagając. Bo czy właśnie nie o to chodzi? O bycie razem, miłą atmosferę, wzajemny szacunek? Miłość?
  Człowiek z kolei zostaje pokazany w złym świetle: albo jako ten, który niesie ze sobą śmierć i zniszczenie albo jako mruk, gbur, ktoś nie przyjemny.



  „Hura, są Święta!” to filozoficzna i refleksyjna opowieść. Opowieść o miłości, zaufaniu, wsparciu, potędze współpracy. O byciu razem, radości z prostych rzeczy, Świętach i świątecznych tradycjach widzianych innym okiem. O życiu, które nie rozpieszcza ale potrafi przynieść dobre chwile a także istocie śmierci. Opowieść bez lukru i słodyczy… taka gorzko-słodka, która składnia do refleksji.

  I tak sobie myślę w głębi serca… Czy to aby na pewno powieść tylko i wyłącznie dla dziecka? A może powstała z myślą o nas – ludziach. Po to abyśmy choć przez chwilę zastanowili się co tak na prawdę jest najważniejsze w Świętach..
  Abyśmy w całym tym natłoku przygotowań, zatrzymali sie choć na chwilę, rozejrzeli dookoła siebie i pomyśleli..
  Pomyśleli, czy ten pęd, nerwy i stres mają sens.
  Zastanowili się nad sobą, swoim życiem, zaczęli dostrzegać to a także tych, których zazwyczaj ignorujemy. 

Co tak na prawdę liczy się w Świętach?

Tytuł: Hura, są święta!| Tekst: Marten Sandén | Ilustracje: Emma Adbage | Tłumaczenie: Agnieszka Strożyk | Wydawnictwo: Zakamarki | Objętość: 100 strony

Dzisiaj to by było na tyle. Nie chcę przedłużać i zanudzać. Proszę w komentarzach napiszcie co sądzicie o książkach, które pokazałam. Jakie macie przemyślenia. Czy według Was są to książki tylko i wyłącznie dla młodszego czytelnika? Tak, czy nie? Dlaczego? 🙂

O innych książkowych prezentach możecie przeczytać:
Cz I
Cz II
Cz III 

CZ IV

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s