Książki

A co gdyby warzywa miały uczucia? „Horror” Madlena Szeliga, il. Emilia Dziubak. Wydawnictwo GEREON | Faszerowana cukinia

(…) Szybie ruchy strasznych dłoni pocierały jej odartym ze skóry ciałem o tarkę. Kawałek po kawałku ginęła. Kawałek po kawałku znikała. Nie została z niej część większa niż kilka milimetrów. (…) Ostatnim miejsce jej spoczynku była salaterka. Zbrodni dokonał przykładny mąż i ojciec.(…)”

 
  Brzmi mrocznie? Strasznie? I makabrycznie? Zdawaliście sobie sprawę, że każdego dnia w Waszej kuchni dochodzi do zbrodni? Okrutnego zabójstwa?
  Może dosłownie nie leje się krew ale są winni i poszkodowani. Jest ból, smutek i cierpienie. Narzędziami zbrodni są: nóż, tarka, blender, łyżka. Bez winy nie pozostaje również patelnia, łyżka, widelec, wyciskarka do soków. Kuchnia pełna jest wielu wymyślnych narzędzi tortur. To miejsce rzezi.
  Winowajcą jest człowiek czasem przy współudziale z dziećmi. Czasem są to dzieci. Ofiarami Ci o których zazwyczaj nie myśli się w ogóle. „Istoty” bezbronne i niewinne – nie mogące się bronić.
  Ja również nie jestem bez winy. Dzisiaj rano dokonałam takiej zbrodni. Zabiłam. Jestem pewna, że Wy również. To dzieje się codziennie, w każdym domu i na całym świecie.

  Madlena Szeliga już dawno zaobserwowała fakt iż każdego dnia człowiek dokonuje makabrycznych czynów. Stworzyła dwadzieścia krótkich opowiadań w których opisuje to jaki horror z własnej, niewymuszonej woli szykujemy… warzywom i owocom. I robi to mocno, dosadnie i obrazowo.
  Zaskakujące? Dziwne? Brzmi jak drwiny i kpiny „mięsożerców” z wegan? (sama doświadczyłam podobnych żartów). Można mieć takie wrażenie, jednak teksty nie są zabawne i lekkie. To nie humorystyczne opowiastki do czytania dziecku przed snem. To historie, które mimo iż potraktowane z dystansem i z przymrużeniem oka, jednocześnie są mocne, mroczne i mogą wywołać dreszcze… przestraszyć. Naprawdę włos jeży się na głowie.

  Autorka opisując zupełnie normalne sytuacje z życia użyła słownictwa, z którym możemy się zetknąć czytając powieści kryminalne i akta sądowe morderców. Nawet nazwy rozdziałów np. ,,Sprawa Marchwi. Solenie ran” sugerują charakter i mocną treść historii. Madlena Szeliga przedstawia ludzi jako bezdusznych, nikczemnych i pozbawionych serca. To człowiek jest oprawcą. Katem. Warzywa i owoce cierpią. Są obdzierane ze skóry, dźgane, siekane, duszone, zamrażane, wyrywa się im serca…  Płaczą, jęczą i zawodzą. Umierają.
  To spojrzenie na świat oczami tych, których bezdusznie zjadamy każdego dnia. Jednak potraktowany w sposób abstrakcyjny i tak jak wspomniałam z dystansem. Przecież człowiek nie może trafić do więzienia krojąc pomidora, ścierając marchew lub obdzierając ze skóry banana. Prawda?

  Dreszczyku przeczytanym historiom dodają niesamowite ilustracje Emilii Dziubak, którą uważam za jedną z najbardziej utalentowanych ilustratorek na świecie (liczne nagrody, zagraniczne wystawy a także fakt iż jest znana poza granicami naszego kraju a książki z jej pracami tłumaczone na wiele języków o czymś świadczą).
  Bardzo lubię Jej obrazy, które widziałam między innymi w „Dziewczynce w parku” oraz „Niezłym ziółku”. Za każdym razem je podziwiam i jestem nimi zachwycona. Zarówno kreska jak i barwy są charakterystyczne dla stylu autorki, dzięki czemu każdy kto już wcześniej spotkał się z pracami artystki od razu rozpozna je w ciemno – nie wiedząc kto jest ich autorem.
 Nie sposób na nie nie spojrzeć i nie uznać, że autorka ma ogromny talent oraz wyobraźnię. Tutaj również to udowodniła. Warzywa i owoce nabierają w nich ludzkich cech. Cierpienie, ból i smutek widoczne na ich „twarzach” oraz w oczach, sprawiają, że z czasem człowiek zaczyna im współczuć, czuć to co one  i zastawiać się nad samym sobą.

  Można pomyśleć, że jest to książka o warzywach. Być może kpina i żart z wegetarian oraz wegan, bo przecież i o takich żartach się słyszy. Jednak czytając opisane historie i oglądając towarzyszące im ilustracje zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno chodzi tylko i wyłącznie o to co się wydaje.
  A może chodzi o coś zupełnie innego? O znacznie więcej?
   Być może autorka chciała zwrócić uwagę czytelnika na jego zachowanie, które jest zbliżone do tego opisywanego, tylko niestety nie tylko w stosunku do warzyw i owoców?

  Na samym początku książki autorka stawia czytelnikowi pytanie: ,,A co gdyby warzywa naprawdę miały uczucia?” .
  Czy aby na pewno chodzi o warzywa? .
  A gdyby tak w miejscu marchewki postawić drugiego człowieka lub psa, kota, kurkę, świnkę morską? Przecież człowiek również może zabić i zranić człowieka. Człowiek robi to człowiekowi! Człowiek krzywdzi i zabija nie tylko drugiego człowieka ale i zwierzęta. Ciągle słyszy się o tym w mediach.

  Jednak gdyby przyjąć, że jednak to opowieści tylko i wyłącznie o warzywach, to da się zauważyć, ze autorka jest doskonałą obserwatorką życia i świata. Bo np. taki groszek „W maleńkiej kołysce spało smacznie i spokojnie pięć malutkich groszków. (…) Ich kołyska oderwała się od Matki Krzewu. Czuli, jak się unosi. Teraz płacze już cała piątka malutkich dzieci. A mieli przed sobą całe życie.” Czy krzew na którym rośnie groszek nie jest dla niego „matką”? Czy łupinek w których znajdują się jego „ziarenka” nie można nazwać kołyską? Czy jej nie przypominają? Kołyszącą się na matce krzewie? Ja widzę to oczami wyobraźni.
  Podobnie pomidor. Tutaj opisuje swoją śmierć w czasie hiszpańskiego święta La Tomatina.
Czy tego dnia nie „ginie” wiele pomidorów? Tak na prawdę bez sensu i celu rzucanych gdzie popadnie….

  Książka kierowana jest dla dzieci w wieku powyżej lat 10 a także ich rodziców.
  Czy rzeczywiście dla dzieci?
 Nie mam co do tego pewności ale zgodzę się z tym, że nie dla najmłodszych. Chociaż na końcu książki autorka wyjaśnia, że to wszystko trochę na żarty „a książka powstała nie po to aby straszyć (no, może tylko troszkę!) ale żeby ćwiczyć wyobraźnię i bawić się codziennością
  Rzeczywiście coś w tym jest. Książka udowadnia, że nie wszystkie horrory mają złe zakończenia. Ten kończy się…. zaskakująco – zaskakująco dobrze. Chociaż nie mogę pozbyć się wrażenia, że po jej lekturze ludzie inaczej spojrzą na to co ląduje na ich talerzach.
  Nie patrzyłabym też na nią dosłownie a z przymrużeniem oka, bo być może zniechęci do jedzenia warzyw i owoców. Jeść coś trzeba. Poza tym nie o to w tej książce chodzi. Została ukryta w niej metafora, którą trzeba odszukać i zrozumieć.

 Co do książki można mieć mieszane uczucia, ale jedno jest pewne: z pewnością to publikacja jakiej jeszcze nie było jeśli chodzi o literaturę dla dzieci i młodzieży.

Tytuł: Horror: | Autor: Madlena Szeliga | Ilustracje: Emilia Dziubak | Wydawnictwo: Gereon | Okładka: Twarda

ilustracje blog Emili Dziubak

A oto i zbrodnia sprzed kilku dni: upieczona w przyprawach cukinia, wypełniona soczewicą duszoną z warzywami (wypełniona po upieczeniu)
.

Smażyłam. Dusiłam. Podpiekałam…
Zabiłam nie jedno i nie dwa warzywa… pięć co najmniej
Trafię do kryminału?
Rodzina będzie odwiedzać mnie zza krat? 
Powinnam się z Wami pożegnać?
Napisać „Do zobaczenia”… Kiedyś….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s