Książki

„Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego” – Anna Czerwińska-Rydel

Ostatnio naleśniki jadłam… Nie pamiętam kiedy ale zdecydowanie zbyt dawno jeśli jakiś czas temu przez głowę przyszła mi myśl aby je przygotować. Miałam na nie ochotę, tak samo jak na połączenie szpinaku z pieczarkami, które bardzo mi smakuje. Przy okazji wykorzystałam resztki, które znalazłam w lodówce – gdybym miała farszu dałabym więcej 🙂 Kiedyś, kiedyś… kiedy w kuchni używałam jeszcze odrobinkę soli, dorzucałam do niego suszone pomidory, które wzbogacały smak, jednak teraz są one dla mnie zdecydowanie przesolone. Was zachęcam do spróbowania tego połączenia, chociaż według mnie i bez nich jest smacznie 🙂 W wersji niewegańskiej do farszu możecie dodać żółty ser lub mozzarellę.

Składniki:

naleśniki z ulubionego przepisu (ciasto zrobiłam z połowy porcji z tego przepisu, ale na wodzie i bez jajka)
250-300g świeżego szpinaku/opłukanego
ok. 150g pieczarek
kilka prążków z białej części pora lub cebuli
ew. kilka posiekanych suszonych pomidorów (polecam) pieprz czarny, ziołowy

  Od świeżego szpinaku odcinamy grubsze ogonki, następnie sparzamy go wrzątkiem (by zmniejszył swoją objętość). Odkładamy na bok a kiedy ostygnie dokładnie odciskamy i ew. siekamy na mniejsze kawałki.
 W między czasie pieczarki myjemy i kroimy w półplasterki, natomiast pora w prążki.
 Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy pora oraz pieczarki i przesmażamy na dość wysokim ogniu do czasu aż pieczarki się przyrumienią (chodzi o to aby nie puściły soku).
 Pieczarki łączymy ze szpinakiem oraz ew. suszonymi pomidorami i doprawiamy do smaku.

 Farsz rozsmarowujemy na naleśnikach (w wersji nie wegańskiej można posypać żółtym serem lub mozzarellą) i zawijamy lub składamy wedle uznania. Przed podaniem każdy podgrzewamy na suchej patelni by naleśniki stały się chrupiące.


 Dzisiaj opowiem o książce niezwykłej. Przygotowanej z miłością i pasją przez ludzi z miłością do książek. Tych, którzy nie wydają hurtowo książka za książką tylko po to aby zarobić a przykładają wszelkich starań aby pozycje, które proponują nie tylko dotarły do czytelnika ale jednocześnie w pozytywny sposób na niego wpłynęły, na dłużej zostały w jego sercu i pamięci.
 I od razu uprzedzam aby nie było… to nie jest reklama, ani czcze gadanie a opinia szczera i prawdziwa. Zawsze piszę prawdę. Kiedy coś mi się nie spodoba krytykuje. Nie nabijam ludzi w przysłowiową butelkę – wyrażam swoje zdanie z którym możecie się zgodzić lub nie.
 Jednak koniec tego gadania – przejdę do sedna sprawy 🙂

  Urzekła mnie – urzekła a nawet zachwyciła. Według mnie można powiedzieć o niej „książka niezwykła – wyjątkowa”… jedna z tych, które mogą a niejednokrotnie zmieniają życie.
  Bo niektóre książki właśnie takie są – wyjątkowe. Naprawdę potrafią zmieniać nasze życie – otwierają serca na świat i życie, uczą, uwrażliwiają, wzbudzają przeróżne emocje, wzruszają, sprawiają, że w naszych oczach pojawią się łzy… Łzy – no właśnie… te ostatnie towarzyszyły mi w trakcie i po skończeniu lektury tej książki a nie jest to żadna banalna historia o nieszczęśliwej miłości – takich książek nie czytam.
  To piękna biografia pewnego znanego pisarza, który kochał słowo pisane i tworzył przede wszystkim z miłości a dopiero potem pasji. Biografia kierowana do młodszego czytelnika, ale napisana tak, że z przyjemnością przeczyta ją nie jeden dorosły.

  „Słońcem na papierze…” to książka Anny Czerwińskiej-Rydel wydana nakładem wydawnictwa Przygotowalnia, która prostymi słowami przybliża postać Kornela Makuszyńskiego (tego Pana od „Szatana z siódmej klasy” i „Awantury o Basię”). 
  Biografia może brzmieć strasznie, jednak spokojnie. Lektura tej książki nie ma nic wspólnego ze studiowaniem nudnych szkolnych podręczników bądź też encyklopedii. To swego rodzaju podróż poprzez życie pisarza.  
  Razem z małym Kornelem dorastamy, przeżywamy nagłą śmierć ojca, chodzimy do szkoły, w wieku szkolnym piszemy pierwsze wiersze a w dorosłym opłakujemy śmierć pierwszej żony, decydujemy się na kolejne małżeństwo, przyglądamy się rozwojowi kariery…
  Czujemy jakbyśmy byli tuż obok Makuszyńskiego, jakby pisarz stał na wyciągnięcie naszej ręki a my moglibyśmy go dotknąć. Strona po stronie, stopniowo i powoli poznajemy Go i Jego życie, czując tę niezwykłą atmosferę, którą wokół siebie roztaczał.

„To ciężka praca pisać takie książki. Łgać nie można. Słowa trzeba dzierżyć na smyczy. Bardzo jest trudno pisać dla tych baszybuzuków, co wglądają łajdackim wzrokiem w każde słowo i kontrolują duszę autorską jak komornik wnętrze kasy. Ale wiesz … Za jednego takiego czytelnika oddałbym dwóch dorosłych.”.
Tak pisał o swojej twórczości


  To nie tylko fakty (przedstawione w lekkiej i ciekawej formie) ale również cytaty z gazet, skany kilku listów od dzieci do pisarza, wiersze i cytaty, Kalendarium czy też archiwalne fotografie życia pisarza. To ciekawa akcja, która w połączeniu wszystkim wymienionym wcześniej tworzy barwną, ciepłą, słoneczną opowieść o życiu Kornela Makuszyńskiego… nie tylko pisarza ale również syna, brata sześciu sióstr, ucznia z problemami z przedmiotami ścisłymi („głowę tępą w matematyce, fizyce, logice, chemii…”), wielbiciela teatru i bułek z kiełbasą otrzymywanych za pisanie innym wypracowań… 
  Człowieka, który kochał dzieci, często im pomagał, mówił, że należy czytam (dzieciom i samym sobie)… 
  Człowieka niezwykłego i o wielkim sercu.

„Sto razy już mówiłem, gadałem bez końca
i wciąż będę wszystkim smutnym przypominał,
że dom, w którym jest książka, jest przybytkiem słońca.
A dom, w którym jej nie ma, to mroczny kryminał…”
Kornel Makuszyński

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s