Książki

Kulinarnie i książkowo|Wegański gulasz warzywny z białą fasolą|Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams

Bez zbędnych wstępów zapraszam po przepis i recenzję pewnej powieści 🙂

 Kolejna propozycja z tych banalnie prostych do przygotowania a do tego szybkich , niewymagających i na zasadzie „czyścimy lodówkę”.
Zastanawiam się czy nie odejść od tradycyjnej formy podawania przepisu: dokładna ilość składników i przepis. Tak na prawdę kiedy gotuje składniki dodaje na oko – nie odmierzam, nie ważę, nie wyliczam. W trakcie przygotowywania potrawy próbuje, dodaje, mieszam, doprawiam. Tak jest mi najwygodniej. Oczywiście są takie przepisy, które wymagają podania dokładniejszej ilości proporcji, ale zazwyczaj jest to zbędne. Tak na prawdę nawet robiąc ciasto na naleśniki za każdym razem dodamy mniej lub więcej płynu – wszystko zależy od mąki i tego w jakich warunkach była przechowywana.

Składniki
cebula
pieczarki
marchew
pietruszka
ugotowana biała fasola
plus przeróżne warzywa (u mnie braki w lodówce)
koncentrat pomidorowy+trochę wody/bulionu
przyprawy

Najpierw patelni przesmażyłam cebulę z pieczarkami. Następnie dodałam pokrojoną pietruszkę oraz marchew – smażyłam przez kilka sekund. Wrzuciłam ugotowaną biała fasolę i całość zalałam wodą wymieszaną z koncentratem pomidorowym. Dusiłam aż warzywa zmiękły pod koniec dodając zioła prowansalskie. Na końcu doprawiłam pieprzem cayenne do smaku i jeszcze odrobiną koncentratu, gdyż potrawka wydała mi się za słodka. Gdybym miała dodałabym również i czerwoną paprykę – możecie dodać co tylko Wam się podoba i na co macie ochotę 🙂
Smacznego

 Zima.
Nastał czas cichych odejść,
odsiewanie wszystkiego, co nie wytrzymuje zimy.
Wiele istot ludzkich twierdzi, że lubi zimę,
ale tak naprawdę, to lubią uczucie zabezpieczenia przed nią.
Nie istnieje dla nich problem jedzenia w zimie.
Mają ogień i ciepłą wodę.
 Zima nie może im zaszkodzić, przeciwnie,
zwiększa ich poczucie własnego sprytu i bezpieczeństwa.

  Książkę o której opowiem chciałam przeczytać rok, może dwa lata temu, kiedy w internecie zauważyłam jej przepiękne wydanie jakie przygotowało Wydawnictwo Literackie. Los chciał, że dopiero teraz udało mi się wziąć ją do rąk i przeczytać.
  Wodnikowe Wzgórze to powieść fantastyczna dla dzieci i młodzieży brytyjskiego pisarza Richarda Adamsa. Książka po raz pierwszy została wydana w 1972 r., natomiast w Polsce w 1982 r.
 Nie zamierzałam zagłębiać się w jej dokładną analizę i interpretację a także doszukiwać się głębszych przesłań, ukrytych znaczeń, metafor. Podeszłam do niej bez emocji, po prostu chcąc poznać treść. Początkowo nie mogłam złapać rytmu i wkręcić się w całą tę historię, jednak powoli udało mi się dotrzeć do końca… choć nie było łatwo. 


  Wszystko zaczyna się pewnego dnia, kiedy para małych, puszystych królików – Piątek i Leszczynka zaczynają przeczuwać, że grozi im ogromne niebezpieczeństwo. Od razu informują o tym, rządzącego królikarnią Wielkiego Królika, jednak ten nie chce im wierzyć – jest tylko zły, że przerywają mu sen. Króliki postanawiają ostrzec resztę stada i wspólnie opuścić swoje miejsce zamieszkania. Udaje im się zebrać małą grupkę kompanów po czym wyruszają w długą i niebezpieczną podróż w poszukiwaniu nowego miejsca zamieszkania. Po drodze mają różne przygody i pokonywać przeróżne przeciwności. Jednak sama podróż jak i dotarcie do celu nie są rozwiązaniem ich problemów i końcem tej historii, bowiem budowanie nowej królikarni nie jest takie łatwe jak mogłoby się to wydawać.

 Autor bardzo dokładnie i szczegółowo przedstawił obraz króliczej społeczności, która posiada własną kulturę, język (hrududu – wszelkie pojazdy), strukturę społeczną a nawet mitologię…. króliczą częściowo opartą na informacjach zaczerpniętych z własnych obserwacji i z podręczników przyrodniczych, a częściowo uzupełnionych jego własną wyobraźnią. Tutaj każdy królik ma swoje określone miejsce, rolę i zadanie do wypełnienia. Jesteśmy świadkami nie tylko tego jak króliki troszczą się o siebie ale również walczą ze sobą. Jednak swoich uczuć nie wyrażają słowami a zachowaniem i czynami – jak to zwierzęta.
 Da się zauważyć również oddziaływanie natury, to że czasem bywa ona nieobliczalna i brutalna – wiele problemów w tym również tych najdrobniejszych kwestii rozwiązywanych jest siłą, gdyż przeżyją tylko najsilniejsi. Osobnik słaby jest skazany na porażkę, jednak i ten silny musi mieć się na baczności, ponieważ zawsze może trafić na kogoś silniejszego od siebie. Tutaj tak na prawdę nic do końca nie jest pewne – niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku, być może nawet za rogiem, dlatego trzeba zachować czujność i mieć się na baczności.

 W trakcie lektury przez głowę przeszła mi myśl, że nie jest to bajka dla małych dzieci. Nie chodzi o to, że byłaby dla nich zbyt przerażająca, czy niezrozumiała ale najprawdopodobniej nieco monotonna i „nudnawa”. Książka obfituje w obszerne opisy przyrody i zawiera dziesiątki nazw roślin – niektórych o których nie słyszałam i wątpię aby dziecko usłyszało. Z jednej strony takie drobiazgowe opisy dodają walorów, jednak z drugiej odbierają akcji tempa, sprawiając, że całość zaczyna nudzić a tekst czyta się powoli skłaniając do odłożenia książki na półkę.
 Jednocześnie jej treść zabiera nas w podróż w poszukiwaniu prawdziwego domu i własnego miejsca na ziemi, gdzie można poczuć się szczęśliwym i bezpiecznym. Podróż w której jej członkowie wykazują się odwagą, sprytem, lojalnością i zaufaniem wobec siebie. I właśnie tym jest dla mnie „Wodnikowe Wzgórze”….. opowieścią o odwadze, sprycie, przyjaźni, przetrwaniu, sile a także wierze we własne możliwości.
zdjęcie
 Tak jak wspominałam sięgając po tę książkę nie zamierzałam zagłębiać się w jej dokładną interpretacje. Mimo iż czytało mi się ją dość długo, nie żałuję że po nią sięgnęłam. Nie poczułam, że zmarnowałam przy niej czas, ale też nie poczułam zachwytu aby ją roztrząsać. Jednak nie wykluczam, że będę do niej wracać, bo to jedna z tych książek do których można powrócić.
 Z pewnością nie jest to powieść, którą przeczytamy w dzień lub dwa, ale to też nie oznacza, że jest zła – niektóre książki wymagają tego aby poświęcić im więcej czasu. To jak ją odbierzemy i ocenimy zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Każdy jej treść odczyta inaczej, każdy doszuka się innego – drugiego dnia. Być może „Wodnikowe Wzgórze” wciągnie Was do swojego króliczego świata….

Moje zdanie już znacie.
A jakie jest Wasze? 

Skończyć z czasem niepokoju i strachu!
Czuć, że wisząca nad nami chmura odpływa i rozprasza się –
chmura, która stępiała uczucia, a szczęście obracała we wspomnienie!
To jedna przynajmniej radość, jaką zna chyba każde żywe stworzenie.

Za dobrą lekturę dziękuję księgarni


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s