Książki

Prawdziwa historia i wojna oczami dziecka. „Pamiętnik Blumki” i „Ostatnie przedstawienie panny Esterki”


O pojęciu picturebooks dowiedziałam się dopiero w marcu tego roku i dopiero w tym roku tak na dobre zaczęłam „zaznajamiać się” z tego typu literaturą. Wydają mi się one ciekawe i oryginalne. Opowiadają daną historię w dość „nietypowy” sposób – słowami, gdzie tego tekstu jest niewiele i obrazami…. przede wszystkim obrazami. To ilustracje najbardziej wpływają na wyobraźnię czytelnika, pobudzając i rozwijając ją. To one wywołują w czytelniku przeróżne – całkiem skrajne emocje poprzez radość, wzruszenie, smutek, zaskoczenie…. to one dopowiadają to czego nie mogą wyrazić słowa. Książki z tej kategorii na prawdę są oryginalne i ciekawe. Dzisiaj pokażę Wam dwie z nich.

„Pamiętnik Blumki” – Iwona Chmielewska

Zastanawiałam się od czego zacząć opowiadając o tej książce. Co powinnam powiedzieć? Co pokazać? Nie jest to pozycja łatwa ale piękna i momentami bardzo wzruszająca… Niezwykła i do przemyślenia.
Autorka tekstu i ilustracji, Iwona Chmielewska stworzyła historię o warszawskim Domu Sierot założonym przez Janusza Korczaka – człowieka pełnego ciepła i wrażliwości, który kochał dzieci do samego końca. Została napisana w formie pamiętnika napisanego przez jedną z wychowanek Doktora – tytułową Blumkę. Dziewczynka najpierw przedstawia czytelnikowi dwanaścioro innych dzieci z sierocińca, a następnie opowiada o najważniejszych zasadach, jakie stosował Doktor i jakie obowiązywały w tamtym miejscu. Pisze o swoich kolegach, koleżankach, wzajemnych relacjach i tym jak spędzają czas. O rozmowach z Doktorem, wakacjach, zainteresowaniach, pasjach i wspólnych troskach…. o sprawach błahych jak i tych poważnych. Pisze o życiu – tak po prostu.

Mimo iż pamiętnik jest pisany w ciężkich i brutalnych czasach nie ma w nim strachu, cierpienia i nienawiści. Ze słów wyłania się spokój, wrażliwość a także dobre serce jego narratorki. Poznajemy również największe marzenie dziewczynki jakim jest zostać wychowawczynią w Domu Sierot i opiekowanie się innymi dziećmi.
Nie ma tutaj wojny, chociaż wiemy, że panuje i co działo się potem…. Na pierwszym miejscu są dzieci i zasady jakie wpajał im Doktor: nie wolno bić innych dzieci, dziewczynki i chłopcy mają równe prawa, mali są tak samo ważni jak dorośli, trzeba szanować zwierzęta, można hałasować i szaleć do woli…  Doktor uczył miłości, poczucia własnej godności i wartości, tego, że warto i należy być dobrym i lepiej jest przebaczać niż karać.

Dom o którym pisze Blumka istniał na prawdę – mieścił się w Warszawie przy ulicy Krochmalnej 92. Postać samego Doktora jak i niektórych wychowanków jego domu również są prawdziwe np. Staś, którego za dobre zachowanie doktor wziął na wycieczkę samolotem. Pozostali bohaterowie mimo iż wymyśleni również wydają się realni i zaczynamy żywić do nich jakieś uczucia.
Sam Doktor był niezwykłą Osobą – pełną dobra, zrozumienia i miłości do tych najmniejszych i bezbronnych. Nie tylko posiadał dar zrozumienia i empatii ale również potrafił wesprzeć, pocieszyć i doradzić a każdą malutką duszyczkę sprowadzić na właściwą ścieżkę. Bo Doktor słuchał – uważnie, cierpliwie i tak długo jak trzeba… Słuchał i rozmawiał – prawdziwie i szczerze.

„Pan Doktor jej do niczego nie zmuszał, tylko dużo z nią rozmawiał, ale tak, żebyśmy nie słyszeli. I Hanna się zmieniła”.

 Książka jest wzorowana na stary zeszyt – pożółkłe kartki w linie, zdjęcie dzieci, narysowane postaci, wycinki z przeróżnych gazet… pojawiają się również drobne detale takie jak kałamarz, stary kufer, wedlowskie cukierki, kufer na bieliznę, drewniane klamerki do bielizny i zabawki, miejscami symbole Judaizmu…. Symbole, które same w sobie dopowiadają to czego nie wyraziły słowa. Symbole, które pobudzają wyobraźnię, skłaniają do refleksji i zadania sobie kilku ważnych pytań.

Książka objętościowo nie jest gruba ale jak mawiał Doktor „Czasem z cienkiej książki człowiek może się więcej dowiedzieć niż z grubej”. To czego Blumka nie wyraziła słowami, uzupełniła ilustracjami. Nie jest to mój styl ale w połączeniu z treścią całość nabiera innego-większego znaczenia. To my uważnie śledząc tekst, każdą z ilustracji i dostrzegając ukryte w nich symbole takie jak np. żydowskie imiona, menora, czy Gwiazda Dawida dopowiadamy dalszą część historii i to czego nie wypowiedziała Blumka.
To nie jest jakaś tam opowieść o Doktorze, garstce dzieciaków mieszkających w geccie i ich opiekunce. Kiedy przyjrzymy się jej dokładnie dostrzeżemy, że to piękna metafora – opowieść o życiu, zgrozie śmierci i zagłady. Jednocześnie

 „pamiętnik jest po to, żeby nie zapomnieć”


 Ostatnie przedstawienie panny Esterki – Adam Jaromir, ilustracje Gabriela Cichowska

Książka nie należy do łatwych i błahych. Na jej treść składają się fragmenty pamiętników Janusza Korczaka przeplatające się z napisaną przez Adama Jaromira opowieścią dwunastoletniej Geni. Dziewczynka prostymi słowami opowiada o życiu w Domu Sierot założonym przez Janusza Korczaka w geccie warszawskim. O głodzie, innych dzieciach, o ich radościach, marzeniach ale również żalach i smutkach…. o dobrej pannie Esterce, chorobach, obawach i okropnościach II wojny światowej.

„W czasach, kiedy dzień daje tyle wrogich i ponurych wrażeń i doznań, dobre sny są na wagę złota.


Historia ostatnich miesięcy działalności Domu Sierot doktora Korczaka. Opowieść o tym jak on i jego współpracownicy wszelkimi siłami starali się odizolować i uchronić bezbronne dzieci od koszmarów wojny i życia w geccie. Czytając wspomnienia samego doktora (te prawdziwe z Jego pamiętników) jak i zapisków sierot zdajemy sobie sprawę z tego jak trudne było życie w tamtejszych czasach. I nie chodzi tylko o sam fakt wojny ale o całokształt… Brakowało w zasadzie wszystkiego – lekarstw, ubrań, jedzenia, ubrań. Ludzie umierali z głodu, wyziębienia, osłabienia i chorób, w tym również tych, które w dzisiejszych czasach uważamy za lekkie. Nie było lekko – na każdym kroku czekało niebezpieczeństwo i każdy bał się swój los – swój i swoich najbliższych. Jednak najmłodsi dostrzegali coś zupełnie innego… widzieli to, że na świecie brakuje kolorów, śmiechu, śpiewu ptaków, że nie można wyjść aby się pobawić… nie można po prostu żyć i cieszyć się życiem, bo nie ma czym. Dzieci chodzą smutne, apatyczne i przygnębione a największą radość sprawia tutaj chociażby możliwości pielęgnowania kwiatów.


Tytułowa panna Esterka, czyli Estera Winogronówna była wychowanką Domu Sierot, stara się nadać życiu dzieci koloru. Dzięki literaturze pragnie pomóc im zrozumieć a także odwrócić uwagę od wojennej rzeczywistości. Chce aby miały coś więcej z życia i mimo ciężkiej sytuacji zabawiły się, dlatego zachęca je do wystawienia sztuki teatralnej. I udaje się. Dzięki Kobiecie dzieci zajęte przygotowaniami to sztuki, choć na chwilę odrywają się od szarej i brutalnej rzeczywistości. Zapominają o głodzie, chorobach, zagrożeniu i zmartwieniach. Po raz pierwszy od bardzo dawna czują się szczęśliwe i bezpieczne. W tym samym czasie Janusz Korczak walczy o to, by znaleźć dla nich choć odrobinę jedzenia, czy pieniądze na utrzymanie sierocińca.

„Ojcze nasz, któryś jest w niebiosach
Modlitwę tę wyrzeźbiły głód i niedola.
Chleba naszego. Chleba...


Szata graficzna książki stylizowana jest na stary i zużyty dziennik. Postacie zostały naszkicowane ołówkiem, do tego pojawiają się wklejone kartki z kalendarza, fragmenty gazet, ogłoszeń, kartki na żywność, pocztówki…. Barwy szarości, brązu i czerni. Smutek, mrok, strach, tak jak były tamte czasy. Czasem można dostrzec nieco jaśniejszy kolor, jak kwiaty pelargonii – „światełko w tunelu” na to, że kiedyś będzie lepiej. Wszystko takie realne. Mocne. Prawdziwe.

„Pewien chłopiec powiedział mi na pożegnanie:
-Gdyby nie ten dom, nie wiedziałbym, że są na świecie ludzie uczciwi…
Nie wiedziałbym, że można mówić prawdę.
Nie wiedziałbym, że są na świecie sprawiedliwe prawa.


Zarówno Janusz Korczak jak i Estera Winogronówna to postacie prawdziwe o ogromnym sercu, wrażliwości i miłości do dzieci. Gotowi to największych poświęceń, wszystkimi możliwymi na tamtejsze czasy i środki sposoby starali się ułatwić dzieciom, życie w wojennych gettach, sprawić aby w jak najmniejszym stopniu odczuły skutki i piętno wojny. Janusz Korczak dzieciom poświęcił całe swoje życie. Poszedł z nimi na śmierć. Choć proponowano mu możliwość ratunku, został. Był z nimi do samego końca.

 ”O tym, co działo się na ulicach i w domu, co dzieci tam widziały, słyszały i o czym myślały, zanim wczesnym rankiem piątego sierpnia 1942 roku do ich drzwi zapukał Anioł Śmierci, opowie Wam dwoje jego mieszkańców”.


Nie są to książki tylko i wyłącznie dla dzieci, to książki dla wszystkich. Każdy odkryje w nich co innego – inaczej spojrzy na nie dziecko, inaczej młodzież, dorosły i ten kto sam przeżył wojnę lub przeżyli ją jego najbliżsi. Inaczej spojrzymy na nie na różnych etapach naszego życia i inne wywołają w nas emocje. Mnie bardzo one poruszyły i wzruszyły – ściska w gardle i chwyta za serce.
To książki ważne ze względu na przekaz, ale i piękne… po prostu niezwykłe. To wielka historii, odpowiedzialności i empatii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s